„Studio nagrań” w GSM

200-125 300-115 200-105 200-310 640-911 300-075 300-320 300-360 642-998 QV_DEVELOPER_01 400-101 700-501 117-201 70-696 700-505 600-199

Państwowa Inspekcja Pracy uznała za niezgodne z prawem zwolnienie jednego z pracowników Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sąd ukarał za to prezesa GSM grzywną w wysokości tysiąca złotych. Ale to jest zaledwie odprysk wielowątkowej i wielowarstwowej tragifarsy, jakiej od kilku miesięcy z coraz większym zażenowaniem przyglądają się nie tylko mieszkańcy spółdzielni. Nie ma w mieście instytucji śledczej i kontrolnej, która nie zajmowałaby się sprawami GSM. Wisienką na tym torcie jest „studio nagrań” prezesa.

W październiku ubiegłego roku w spółdzielni gruchnęła wieść, że z roboty wyleciał szef grupy wykonawstwa własnego. Na pierwszej stronie spółdzielczego biuletynu wydano i wykonano na nim wyrok. Z pracownika o nieposzlakowanej opinii i wieloletnim stażu, w dodatku szefa związku zawodowego, zrobiono pospolitego złodzieja. Poszło o rusztowania, a dokładnie o ich elementy: poręcze, kotwy, łączniki itp. Są dwie wersje wydarzeń. Według władz GSM, grupa nieuczciwych pracowników ukradła rusztowania, aby uzupełnić niedobory w ewidencji spółdzielni. Zrobili skok stulecia.

Sprawa wyszła przy inwentaryzacji spółdzielczego majątku, kiedy okazało się, że elementów rusztowań jest… za dużo. Według drugiej wersji sprawa wyglądała inaczej. W 2010 roku jedna z zewnętrznych firm nie dokończyła prac przy budynku na Opolskiej 2-12.

Roboty przerwano, ponieważ podwykonawca nie płacił ukraińskim pracownikom. Prace dokończyła inna firma, ale rusztowania trzeba było zdemontować. Na budowie panował – delikatnie mówiąc – lekki chaos. Rusztowania zwieziono do magazynów spółdzielni. Miały służyć za ewentualne zabezpieczenie przy rozliczeniach z wykonawcą. Firma dogadała się z GSM i zabrała elementy rusztowania, ale nie wszystkie. Część pozostawiono w magazynach spółdzielni. Leżały tam przez pięć lat. Kolejne inwentaryzacje nie wykazywały nadmiaru sprzętu aż do ubiegłego roku, kiedy elementy rusztowania zostały wciągnięte w ewidencję spółdzielni. Na razie nie wiadomo, jak w sprawie dodatkowych elementów rusztowań
było naprawdę. Zagadkę usiłuje rozwikłać jastrzębska prokuratura. Śledztwo nie jest prowadzone przeciwko komuś, ale w sprawie. Władze GSM nie czekając na wynik dochodzenia wydały swój wyrok.
Ta nadgorliwość nie spodobała się Państwowej Inspekcji Pracy. PIP uznał postępowanie Gerarda Weycherta, prezesa GSM, wobec pracownika za niezgodne z prawem i skierował przeciwko niemu sprawę do sądu. Niedawno zapadł wyrok. Wydział karny jastrzębskiego sądu skazał prezesa Weycherta na tysiąc złotych grzywny i koszty procesowe. Jednocześnie PIP nakazał przywrócić do pracy zwolnioną osobę. Sprawa jest teraz w sądzie pracy. Jeżeli utrzymane zostaną w mocy zalecenia PIP, spółdzielnia będzie musiała zapłacić przywróconemu pracownikowi zaległe wynagrodzenia oraz inne roszczenia odszkodowawcze. Nie mówimy o małych pieniądzach. Za wyrzuconym pracownikiem
wstawił się także Andrzej Matusiak, członek Rady Nadzorczej GSM. I też odczuł na własnej skórze karzące ramię sprawiedliwości spółdzielczych władz. Zbigniew Podmagórski, przewodniczący Rady Nadzorczej GSM zawiesił Matusiaka w prawach członka.

Z formalnego i prawnego punktu widzenia była to decyzja ryzykowna. Członka Rady Nadzorczej GSM, zgodnie z wewnętrznym statutem, można zawiesić tylko w przypadku złamania zakazu konkurencji. Tego Matusiakowi raczej nie można zarzucić.
Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gliwicach. Już podczas pierwszej rozprawy, na początku lutego, zapadła ważna decyzja. Sąd uznał, że Matusiak dostatecznie uprawdopodobnił swoje roszczenia i udzielił mu tzw. zabezpieczenia. To znaczy, że do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy i wydania wyroku, decyzja o zawieszeniu w prawach członka jest nieważna. Co zrobił w tej sytuacji przewodniczący Zbigniew Podmagórski? Zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Nadzorczej, podczas którego uchwalono przywrócenie Matusiakowi praw członkowskich i podjęto uchwałę… o jego
ponownym zawieszeniu, na podstawie innych argumentów prawnych. Ciekawe, jak zareaguje na to sąd, ale generalnie robienie sobie jaj z wymiaru sprawiedliwości jeszcze nikomu nie wyszło na dobre.
To nie jedyny problem prawny przewodniczącego. O możliwości popełnienia przestępstwa przez Zbigniewa Podmagórskiego poinformował prokuraturę w styczniu tego roku Jan Mittelstadt, były członek Rady Nadzorczej GSM. Sprawa sięga lipca 2012 roku. Wtedy Mittelstadt wniósł przeciwko Podmagórskiemu prywatny akt oskarżenia. W sprawie zeznawało wielu świadków, ale ich zeznania – zdaniem skarżącego – mijały się z prawdą. Według Mittelstadta, oskarżony instruował świadków. Jako dowód, prokuraturze zostały dostarczone wydruki korespondencji mailowej między Zbigniewem Podmagórskim a jedną z ówczesnych pracownic GSM. Ale to jest dopiero rozgrzewka przed zasadniczym wątkiem tej historii. Okazało się, że zarzuty przeciwko wyrzuconemu pracownikowi oraz Andrzejowi Matusiakowi, władze spółdzielni opierają, m.in. na podsłuchiwanych nielegalnie rozmowach. Okazało się, że prezes Gerard Weychert zorganizował w swoim gabinecie „studio nagrań”.
Założył również podsłuch w biurze pracownika. Z racji pełnionej przez niego funkcji przez to pomieszczenie przewijało się wiele osób, członków spółdzielni, pracowników, ludzi z zewnątrz. Nikt nie był świadom, że jest nagrywany. Nagrania, jak również robione z nich stenogramy były rozpowszechniane, m.in. na posiedzeniach rady nadzorczej. Suchej nitki nie pozostawiła na tych praktykach Państwowa Inspekcja Pracy.

Potajemne nagrywanie pracowników może być potraktowane jako naruszenie prawa w zakresie dóbr osobistych
– napisał inspektor PIP w piśmie do wyrzuconego pracownika.
Sprawą nielegalnego nagrywania rozmów zajmuje się także jastrzębska policja i prokuratura. Budzi ona również ogromną konsternację wśród samych pracowników, mieszkańców i kontrahentów spółdzielni. Nie wiadomo, kto, gdzie i w jakich okolicznościach był nagrywany.

Taka sytuacja raczej nie budzi atmosfery zaufania. Bezprawne wyrzucenie pracownika, bezpodstawne zawieszenie Andrzeja Matusiaka oraz nielegalne nagrywanie rozmów to nie jedyne zajęcia, jakich ostatnio dostarcza GSM wymiarowi sprawiedliwości.

Niedawno zapadł kolejny, też niekorzystny dla prezesa Weycherta wyrok sądowy w sprawie karnej. Dotyczyła ona odmowy udzielenia informacji członkom spółdzielni. Grupa mieszkańców chciała się dowiedzieć, w jaki sposób wydatkowane są ich pieniądze. Poprosili, m.in. o informacje dotyczące umowy z generalnym wykonawcą termomodernizacji 19 budynków. Chcieli także poznać przyczyny dla których zdemontowano ocieplone już szczyty budynków. W grę wchodzą grube miliony złotych, a spółdzielnia mieszkaniowa nie jest prywatnym biznesem. Tak jak mieszkańcy mają prawo rozliczać władze miasta, lokatorom należy się informacja, w jaki sposób prezesi gospodarują spółdzielczymi funduszami. Nie wszędzie te zasady obowiązują. Prezes GSM i jego zastępca odprawili lokatorów z kwitkiem i nie odpowiedzieli na pytania. Wydział Karny Sądu Okręgowego w Gliwicach ukarał ich za to grzywną.

Na tym nie koniec przygody z wymiarem sprawiedliwości. Nie można wykluczyć, że doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez GSM przestępstwa ściganego z urzędu, złoży jeden z jastrzębskich przedsiębiorców. Chodzi o przetarg,zorganizowany – jego zdaniem – niezgodnie z wymogami ustalonej procedury oraz dopuszczenie się dyskryminacji spółki. W styczniu ubiegłego roku GSM ogłosiła przetarg na dostawę materiałów instalacyjnych. Jastrzębska firma nie wygrała i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Sprzeciw wzbudził natomiast sposób, w jaki został potraktowany oferent. Zarzuca on władzom spółdzielni złamanie procedur, jakie obowiązują przy organizowaniu przetargów. W tle tych prawno-obyczajowych zawirowań przewija się jeszcze jeden ciekawy wątek, działalności gospodarczej prominentnych członków władz Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sami zainteresowani reagują dosyć nerwowo nawszelkie wzmianki na ten temat. Po naszej publikacji z grudnia ubiegłego roku, autora artykułu zaszczycił telefonem sam prezes Gerard Weychert. Niestety, nie nagraliśmy tej pogawędki, bo jeszcze nie dojrzeliśmy do standardów obowiązujących obecnie w spółdzielni. W każdym razie legalna działalność gospodarcza należy do sfery publicznej, a dane z Krajowego Rejestru Sądowego nie są poufne. W Skrzyszowie mieści się siedziba spółki o nazwie Multibiuro DGD. Wśród wspólników oraz członków Rady Nadzorczej i Zarządu pojawiają się znane nazwiska: prezesa spółdzielni, radcy prawnego oraz jednego z kierowników, ostatnio także redaktora naczelnego spółdzielczego biuletynu.
Nie wchodząc w szczegóły, kluczowe stanowiska zajmują oni sami lub ich bliscy krewni. Ciekawy jest nie tylko skład spółki, ale także zakres jej działalności. Firma zajmuje się prawie wszystkim, w tym także usługami związanymi z administrowaniem nieruchomościami. Oczywiście, zawiązanie takiej działalności gospodarczej nie jest żadnym zarzutem, dopóki nie pojawi się podejrzenie, że spółka czerpie korzyści ze współpracy z GSM.

Pod naporem krytycznych sytuacji, spółdzielnia postanowiła ostatnio poprawić swój wizerunek. Sztandarowym orężem stał się biuletyn, którego lektura wprowadza w przyjemny nastrój lat 70 ubiegłego wieku, kiedy wszyscy uczciwi Polacy pracowali na rzecz socjalistycznej ojczyzny, ale wróg czaił się wszędzie i spędzał z oczu sen zatroskanym przywódcom narodu. W maju albo czerwcu odbędzie się Walne Zgromadzenie Członków GSM. Jakie decyzje podejmą mieszkańcy? Na razie czują się lekko zmęczeni i zażenowani zainteresowaniem, jakie towarzyszy ich spółdzielni. Jeżeli podczas walnego pokażą czerwoną kartkę obecnym władzom, członkowie Zarządu i Rady Nadzorczej mogą mieć kłopot z rozwojem kariery zawodowej. Sława o ich niekonwencjonalnych metodach pracy daleko przekroczyła granice Jastrzębia-Zdroju.

Jerzy Filar

6 comments

  1. skandal,skandal i jeszcze raz skandal! jak taki człowiek rozchwiany emocjonalnie może zarządzać wielomilionowym majątkiem.Posuwa się do gangsterskich metod w stosunku do ludzi którzy mu płacą i karmią często nie mając na kromkę chleba i lekarstwa ale czynsz muszą zapłacić.Jak głęboką pogardę ma Weychert w stosunku do tych ludzi kiedy zarabiając ponad 10 tys m-nie podejmuje jeszcze inną działalność .Czyżby mu było mało,ma,mało?? gdybyś miał honor już byś zrezygnował z tej funkcji a nie trwasz i dalej wydajesz naszą kasę np. na Jasnet

  2. Andrzej Matusiak

    Skandal to mało powiedziane, takiego Zarządu GSM jeszcze nie było.
    W niedługim czasie przedstawię Państwu bardzo ważne informacje dla członków GSM. Pan Z. Podmagórski pokazaŁ SWOJĄ „PRAWDZIWĄ TWARZ”

  3. Wojtuś

    Czekamy.

  4. lokator

    Czytam i oczom nie wierzę. Ludzie co się w tej Spółdzielni dzieje? Nagrania, podsłuchy, pomówienia, sprawy sądowe, wyroki, manipulacje przetargowe i co tam jeszcze…..My jako właściciele na to pozwoliliśmy? Ta Spółdzielnia już nigdy nie będzie normalna. Trzeba na Walnym pogonić Radę, że pozwoliła na takie rozpanoszenie się Zarządu, że dopuścili się takich metod. To musi być gwóźdź do trumny RN i Zarządu, a nowa Rada powinna zacząć od oczyszczenia smrodu unoszącego się wokół GSM. Ile jeszcze osób jest ponagrywanych albo skorumpowanych? Czy jeszcze coś wyjdzie na jaw?

  5. ta gnida wojskowa z GSM nadal szczeka a ma sztuczną szczękę- całe szczęście już nie długo bo go komornik wykończy a mieszkańcy pogonią do WSI

  6. Rokers

    Masz rację spółdzielca, trzeba te parszywą gnidę wyplewić stąd.

Leave a comment