W WIETNAMIE MOŻNA, A U NAS...?

W WIETNAMIE MOŻNA, A U NAS...?

Z wojskową pompą, godnie i na poziomie uczciliśmy w zeszłym tygodniu kolejną, już 101. rocznicę śmierci polskich żołnierzy, zamordowanych przez Czechosłowaków w wojnie o Śląsk Cieszyński.

Kilka dni wcześniej odbyła się zorganizowana przez czeskich legionistów uroczystość na cmentarzu w Orłowej. Każdy, kto był kiedyś na tej metropolii, zapewne zauważył (bo trudno go przeoczyć) monumentalny pomnik czechosłowackich ofiar tamtej wojny. Czeskie media informowały o czeskiej uroczystości, my o polskiej.

I tak, pomimo upływu przeszło stu lat od krótkiego, jednak krwawego w skutkach konfliktu, „każdy sobie rzepkę skrobie”. Żadnej ze stron nie stać na podanie sobie ręki i wspólną refleksję o wydarzeniach sprzed stu lat. Tak, to Czechosłowacja rozpoczęła agresję. Ale czy dzisiejsze pokolenia mieszkańców regionu mają z tym coś wspólnego?

Do napisania tego komentarza skłoniły mnie słowa Bohdana Prymusa, prowadzącego tegoroczną uroczystość w Stonawie: – Widziałem w telewizji, jak amerykańscy weterani wojny w Wietnamie razem ze swoimi byłymi przeciwnikami razem składają kwiaty na grobach wietnamskich, a potem siedzą i w skupieniu dyskutują o czasach, kiedy stali naprzeciw siebie. W Wietnamie tak można…

I kontynuował: – Marzy mi się sytuacja, kiedy reprezentacje honorowe Armii Czeskiej i Wojska Polskiego wspólnie oddadzą hołd czeskim legionistom w Skoczowie, następnie polskim żołnierzom w Stonawie, a historycy na sympozjum dojdą do porozumienia i wydadzą wspólny komunikat. 

Od siebie dodam, że mnie również marzy się taka sytuacja, choć z drugiej strony sama wewnętrznie nie jestem do niej przygotowana. Dziwnie mi brzmiał w Stonawie czeski hymn nad mogiłą polskich żołnierzy zabitych przez Czechów…

źródło:gloslive

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *