Wieszczą karierę prywatnym kopalniom

200-125 300-115 200-105 200-310 640-911 300-075 300-320 300-360 642-998 QV_DEVELOPER_01 400-101 700-501 117-201 70-696 700-505 600-199

Czy to prawda, że państwowe kopalnie nie mogą się równać z prywatnymi w Polsce i że właśnie w strukturze własności trzeba szukać przyczyny, że górnictwo tkwi dzisiaj pod kreską? – zastanawiali się uczestnicy dyskusji o rentowności kopalń podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Im mniej Skarbu Państwa, tym lepiej – zdaje się sugerować lista sześć kopalń, które po I kwartale tego roku, wyszły na zero, lecz nie notują potężnych strat (Bogdanka, Silesia, jeden z zakładów Taurona-Wytwarzanie, Marcel, Mysłowice-Wesoła, Wieczorek). Jeszcze wyraźniejszą przewagę widać w wydajności. Przeciętnie w polskim górnictwie ledwo przekracza 600 t węgla na zatrudnionego rocznie, ale pod Lublinem – jak podał prezes Bogdanki Zbigniew Stopa – przekracza ona już 2,3 tys. t a w Czechowicach ma wynieść w tym roku 1,2 tys. t na etat.

Karierę prywatnych kopalń wieszczą też inwestorzy – śmiałkowie, którzy w środku głębokiego kryzysu snują projekty nowych zakładów górniczych w Polsce. Prywatny Kopex buduje kopalnię pod Oświęcimiem, a Niemcy ze spółki akcyjnej HMS Bergbau – koło Orzesza.

Państwowe kopalnie dziedziczą wyeksploatowane złoża (w których wydłuża się odległość od szybu i z głębokością kumulują się zagrożenia naturalne), rozdętą strukturę zakładów (np. z niepotrzebnymi, drogimi w utrzymaniu szybami), a przede wszystkim roszczenia załóg do wysokiej płacy, którą trudno uzależnić od realnych wyników. Ale stuletni Wieczorek, Wesoła czy Marcel pokazują, że państwowe nie zawsze jest gorsze.

– Przyczyna kłopotów tkwi w kulturze zarządzania. Dlaczego doskonale radzi sobie np. francuski koncern EDF? To przecież państwowa spółka! – przekonywał Zygmunt Łukaszczyk, szef KHW i prezydent Euracoal.

Nie takie państwo straszne
– W zachodniej Europie całe branże, jak np. bankowa, są kontrolowane przez rządy państw i bynajmniej im to nie szkodzi – dodawał Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu, który przyczynę niedawnych kłopotów w porozumieniu się zarządów z silnymi związkami zawodowymi górników dostrzega w specyficznie polskich zaszłościach historycznych.

– Koszty pracy w państwowych kopalniach są horrendalne, a w prywatnej, jak nasza, stosunki ze związkami układają się rzeczywiście w zupełnie inny sposób niż w Kompanii Węglowej i spółkach państwowych – przyznał prezes PG Silesia Michal Heřman.

W Czechowicach spotkania kierownictwa spółki ze związkowcami są cotygodniowe, nie trzeba płacić „czternastki”. (bo regulamin uzależnia ją od dodatnich wyników), za to każdego miesiąca przez wręcza 10 najlepszym górnikom tysiąc złotych nagrody jako przykład dla innych i motywację.

Węglokoks zamierzał dokonać podobnej rewolucji w systemie płac, gdy przymierzał się do przejęcia czterech rybnickich kopalń: obowiązywałaby w nich żelazna zasada, że wynagrodzenie górników rośnie wraz ze zbliżaniem się do ściany wydobywczej.

– Przestawienie przedsiębiorstwa na efektywność nie musi być wcale skokowe – zastrzegał Zbigniew Stopa, przypominając, że gdy odbywał się debiut Bogdanki na giełdzie w 2009 r., państwowa kopalnia była już rynkowa. – Ale strona społeczna miała w pamięci zagrożenie likwidacją kopalni sprzed kilku lat i była skłonna porozumiewać się. Związki zdecydowanie muszą uczestniczyć w zarządzaniu kopalniami, ale też muszą brać odpowiedzialność – podkreślał Stopa.

Pracownik im nie przeszkadza…
Gdy w trakcie dyskusji jeden z polskich menedżerów rzucił półżartem, że idealny model biznesowy miałaby kopalnia bezzałogowa, z samym zarządem i robotami pod ziemią (jak z wizji Herberta Wirtha, któremu marzy się taki zakład w górnictwie miedziowym ok. 2045 r.), stanowczo odezwali się obcokrajowcy.

– Dla mnie to science fiction, nie technologicznie, ale w sensie porozumienia z ludźmi. Nie wyobrażam sobie kopalni bez załogi – ocenił Czech Michal Heřman. Natomiast niemiecki menedżer, z wieloletnim doświadczeniem w kopalniach Azji i Afryki, wyjaśnił dobitnie, że podstawą dobrobytu w Niemczech jest gospodarka społeczna.

– W biznesowych rachubach niezbędne jest uwzględnianie interesów pracowników. Muszą oni mieć godny standard życia, bo tylko wtedy dają dobrą pracę. Mam klarowne zdanie na temat związków zawodowych, są one konieczne! Jest to dla mnie zupełnie jasne! Płyniemy w jednej łodzi i chodzi o to, byśmy łączyli nasze wysiłki – akcentował Heinz Schernikau z HMS Bergbau AG.

– Prywatny właściciel wytwarza większą presję na wynik i dokładniej sprawdza – zauważył Krzysztof Sędzikowski, który poznał w karierze prywatne i państwowe przedsiębiorstwa. Dodał, że w firmach, zatrudniających dziesiątki tysięcy ludzi, jak Kompania, do głosu dochodzi „element polityczny”, który może przeszkadzać menedżerowi w cięciu kosztów.

– Porozumienie w KW związki zawarły z rządem, co teoretycznie nie powinno przecież mieć miejsca, bo zasada stanowi, że strona społeczna rozmawia z zarządem firmy. Prywatni właściciele nawet nie rozmawiają bezpośrednio z załogami – przekonywał szef KW.

Schernikau dopowiedział, że tak długo nie ma różnicy między kopalnią państwową i prywatną, jak długo władze nie mają na widoku… wyborców. To rzeczywiście wprowadza zamęt… – przyznał niemiecki menedżer.

źródło:nettg.pl  foto. ARC

C

Brak komentarzy.

Leave a comment