''Zaistnieliśmy w Europie''

''Zaistnieliśmy w Europie''

Wciąż świętujemy ten wspaniały czwartkowy wieczór, który – podobnie jak Puchar Polski sprzed kilku tygodni – już wpisał się do annałów jastrzębskiego hokeja. O garść wrażeń z finałów z HK Nitra i całego Pucharu Wyszehradzkiego zapytaliśmy lidera naszej defensywy, rodowitego jastrzębianina Kamila Górnego.

Wróciłeś do Jastrzębia i od razu nasz klub zdobywa dwa trofea. Chyba Kamil Górny przyniósł nam to szczęście, którego brakowało w ostatnich latach.
Kamil Górny – Mam nadzieję, że uda mi się przede wszystkim przynieść to najważniejsze szczęście (śmiech). Liczę na to i jestem przekonany, że będziemy robić wszystko, aby zdjąć z JKH GKS Jastrzębie to… fatum ćwierćfinałów ekstraligi. Najważniejsze to wrócić do strefy medalowej.

Dziś jednak świętujemy Puchar Wyszehradzki. Tak po prawdzie, jak zauważył najważniejszy na co dzień człowiek na Jastorze, to w zasadzie pierwsze trofeum w historii klubu, które zdobywamy na naszym lodowisku. Puchary Polski świętowaliśmy najpierw w Sanoku i w Tychach, zwycięski brąz – w Oświęcimiu. Domowy srebrny medal po finale z Cracovią to był jednak efekt porażki.

Jeśli zastanowimy się nad tym głębiej, to… rzeczywiście tak jest! Faktycznie to pierwszy puchar zdobyty na własnym obiekcie. Mamy powody do ogromnej radości. Finały z Nitrą były bardzo ciężkie, zarówno wyjazd, jak i ten dzisiejszy rewanż. Niezmiernie się cieszymy, że w pewnym sensie za sprawą tego triumfu zaistnieliśmy w hokejowej Europie, reprezentując zarazem polski hokej.

Zwyciężyliśmy nie byle kogo, bo samego wicemistrza Słowacji. To o czymś świadczy.

Dokładnie. Myślę, że Słowacy nie spodziewali się, że drużyna z Polski może ich pokonać. Tym bardziej, że w rewanżu goście prowadzili już 2:0, a my mimo to zdołaliśmy z tego wyjść „z tarczą”. Trochę pomogły nam te przewagi. Wykorzystaliśmy grę w pięciu na trzech. Mogę jedynie powtórzyć, że niesamowicie się cieszymy z tego sukcesu.

Nie straciliście nadziei, gdy Nitra zdobyła drugą bramkę?

Nie było takiej opcji. Przy wyniku 0:2 brakowało nam przecież tylko jednego gola, aby wyrównać stan rywalizacji i doprowadzić do dogrywki. Gra się jednak do końca, aż do syreny. Tym razem skończyło się na remisie 2:2 i… jest super!

Co działo się w szatni po drugiej tercji? Przegrywamy 1:2, przed chwilą wpadł gol kontaktowy. Gramy w pięciu na trzech. Co mówił trener Robert Kalaber?

Przede wszystkim apelował o to, abyśmy podeszli spokojnie do tej sytuacji. W naszych szeregach panowało pewne zniecierpliwienie, chcieliśmy od razu zdobyć bramkę i w efekcie podania i strzały były bardzo niedokładne. Trener podkreślał wagę spokoju na tafli. No i przestrzegał przed karami, bo wiadomo, czym to się może skończyć.

Chyba nie spodziewaliście się takiego finiszu Pucharu Wyszehradzkiego, gdy w sierpniu rozpoczynaliście udział w tym turnieju.

Powiem więcej – myślę, że mało kto wierzył, iż polska drużyna może w tym międzynarodowym gronie cokolwiek ugrać. Przecież pojawiliśmy się w Pucharze Wyszehradzkim „na ostatniej prostej”, dostaliśmy w zasadzie taką „dziką kartę”… Wspaniałe jest to, że jastrzębski hokej dostał szansę pokazania się w tym turnieju i że ta przygoda tak świetnie się skończyła.

Podsumowując zmagania z HK Nitra, nie możemy tu mówić o przypadku. Przypadkowe może być zwycięstwo w jednym meczu, a przecież JKH GKS pokonał wicemistrza Słowacji dwukrotnie i raz zremisował. Powtórzmy, że to nie jest kwestia uśmiechu fortuny.

Dodałbym również, iż cały Puchar Wyszehradzki kończymy bez porażki! W fazie grupowej, ćwierćfinale i półfinale notowaliśmy przecież same zwycięstwa. Pokazaliśmy, że jako JKH GKS Jastrzębie potrafimy grać nawet z tak mocnymi drużynami, jak Nitra. Musimy teraz „przenieść” taką postawę na naszą polską ekstraligę.

Trener Robert Kalaber nie ukrywał, że przy tak potężnej ilości spotkań ligowych mimo wszystko traktujemy Puchar Wyszehradzki nieco „lżej”, ponieważ to ekstraliga jest najważniejsza. Jeśli „na luzie” wygrywacie z Nitrą, to co będzie, jeśli zagracie na sto procent mobilizacji?

No właśnie… to jest problem. Dochodzi do meczów z wicemistrzem Słowacji i wtedy potrafimy zebrać się w sobie, zagrać drużynowo oraz walczyć jeden za drugiego. Czasem brakuje nam „tego czegoś” w ekstralidze. Nie wiem, czemu tak jest, że w pojedynkach z czołówką polskiej ligi nie potrafimy tego powtórzyć. Chciałbym, abyśmy dali radę zagrać przeciw najlepszym polskim drużynom tak, jak w tych finałach z Nitrą.

Na koniec niech nas już porwie ta fala optymizmu, która zalała Jastor… Dwa puchary już mamy, na mistrza Polski czekamy?

Na pewno byłoby świetnie, ale… zobaczymy, co jeszcze przyniesie nam ten sezon!

Źródło: JKH GKS Jastrzębie

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *