''CELE? FINAŁ I PEŁNY JASTOR!''

''CELE? FINAŁ I PEŁNY JASTOR!''

Meczami z Zagłębiem Sosnowiec i Stoczniowcem Gdańsk hokeiści JKH GKS Jastrzębie rozpoczęli sezon 2020/2021. To znakomita okazja do przepytania naszego trenera Roberta Kalabera, który mimo wszelkich przeciwności losu spotykających ostatnio świat sportu zachowuje spory optymizm! Słowak ujawnił nam także metodę na zwycięstwo w piątek z GKS Tychy. Zapraszamy do lektury!

– Czy po dwóch pierwszych spotkaniach można już ocenić wpływ sierpniowej przerwy na formę naszego zespołu na początku sezonu?
Robert Kalaber – Nie będę ukrywał, że jest to pewien problem. Zawsze mieliśmy dużo czasu na przygotowanie i dysponowaliśmy bardzo dobrymi warunkami do pracy. W tym roku sytuację skomplikował koronawirus. Najkrótsze kwarantanny w przypadku części zespołu trwały po 14-16 dni, a całkowicie w komplecie byliśmy dopiero po miesiącu. W związku z tym należało tak ustawić treningi, aby mogli w nich uczestniczyć zarówno zawodnicy wracający na taflę, jak i ci, których nie dotknęła pandemia. Nie było to łatwe. Na razie trenujemy i gramy, ale na pewno nie poukładaliśmy jeszcze chociażby gry obronnej. Czasu nie da się oszukać. Brakuje nam tych sparingów i treningów. Musimy jednak przyzwyczaić się do obecnej rzeczywistości i robić wszystko, co w naszej mocy, aby było dobrze.

– Czy w związku z pojawieniem się przerwy w przygotowaniach pana cele na ten sezon uległy zmianie?
– Nie. Myślę, że udało nam się skompletować kadrę silniejszą niż przed rokiem. Wówczas chcieliśmy zdobyć medal, a zatem i dziś celem minimum jest podium. Liczę, że ponownie uda nam się coś wygrać. Najpierw będziemy walczyć o Puchar Polski. Wspaniałą sprawą byłoby zdobyć go po raz trzeci z rzędu, co nie udało się jeszcze nikomu. Potem będziemy szykować się na fazę play-off, gdzie marzeniem byłby awans do finału. Trzeba jednak brać pod uwagę okoliczności. Wciąż żyjemy w czasach pandemii koronawirusa, która może nam „namieszać”. Dlatego musimy być gotowi na niespodzianki. Sądzę, że w grze o medale jest nawet siedem lub osiem drużyn. Komuś może przydarzyć się gorsze rozstawienie, a ktoś inny z powodu kwarantanny będzie miał mało punktów i przystąpi do play-off z ósmego miejsca. Teoretycznie będzie najsłabszą ekipą, a w praktyce może wyeliminować zespół, który wygrał fazę zasadniczą. Ten sezon może być zaskakujący dla nas wszystkich. Po prostu musimy czekać na rozwój wydarzeń.  

– Moje kolejne pytanie dotyczyło pana oceny najgroźniejszych rywali w ewentualnej walce o medale, ale tę odpowiedź chyba już znamy.
– Na chwilę obecną „na papierze” mocne jest co najmniej sześć ekip. Jednak wszyscy wiemy, że „papier” i same nazwiska to jeszcze nie jest drużyna. Zresztą, u nas w Jastrzębiu jest podobnie. Musimy zrobić wszystko, aby nasi nowi zawodnicy odpowiednio zaaklimatyzowali się w drużynie i zgrali z kolegami z zespołu. Kluczem do sukcesu nie są „nazwiska” same w sobie, ale zgrana drużyna. To jest odpowiedź na to pytanie.

– W tym sezonie czeka nas mniej spotkań w fazie zasadniczej. W poprzednich rozgrywkach narzekał pan na nadmiar meczów. PZHL zrobił krok w dobrym kierunku?
– W poprzednim sezonie popełniliśmy w tej kwestii podstawowy błąd, na który PZHL nie miał żadnego wpływu. Zaplanowaliśmy sporo sparingów, a na dodatek ukręciliśmy na siebie „bicz” w postaci… świetnej postawy w Pucharze Wyszehradzkim. Nie mieliśmy prawa przewidywać, że rozegramy aż tyle spotkań. Nie mam nic przeciwko grze w systemie wtorek – piątek – niedziela, ale problem pojawia się, jeśli dzieje się tak przez cztery tygodnie bez przerwy. Optymalnym rozwiązaniem byłoby rozgrywanie spotkań co drugi wtorek. Wówczas mielibyśmy czas zarówno na regenerację, jak i na trening.

– Przejdźmy do kwestii transferowych. Nie można ukrywać, że już w pierwszym meczu wielkie wrażenie zrobiły na nas bramki strzelone przez Zacka Phillipsa. Jakim sposobem udało się go pozyskać?
– A to akurat praca i zasługa naszego dyrektora sportowego Leszka Laszkiewicza. Faktem jest, że Zack w pierwszym meczu zaprezentował się bardzo dobrze, choć w zasadzie był z nami niespełna tydzień. A skąd Phillips u nas? Przypomnę, że wcześniej działaliśmy na rzecz pozyskania innego Kanadyjczyka, ale ta sprawa nie wypaliła. Skoro jednak postanowiliśmy, że chcemy mieć w zespole zawodnika z Kanady, to Leszek Laszkiewicz odpowiednio zadziałał w tym kierunku. Oczekujemy od Zacka, że będzie bramkostrzelnym napastnikiem. Na razie musi popracować nad aklimatyzacją w naszym klubie. Na pewno bardzo na niego liczymy, podobnie jak na Marka Hovorkę czy Romana Raca. Liczymy, że ci doświadczeni obcokrajowcy będą nadawać ton naszej drużynie.

– A kto w pana opinii może być odkryciem tego sezonu?
– Sporym zaufaniem obdarzyłem Patrika Nechvatala. Liczę, że wprowadzi on w bramce niezbędny spokój, który udzieli się także reszcie zespołu. Chciałbym, aby Patrik był jednym z najważniejszych filarów JKH GKS Jastrzębie.

– Czego by pan sobie i nam życzył na ten rozpoczynający się sezon? Faktem jest, że aktualnie „normalne” życzenia brzmią inaczej niż jeszcze rok temu.
– Rok temu mówiłem, że chciałbym, aby nasza gra z jednej strony przyniosła upragniony medal, a z drugiej – przyciągnęła jak najwięcej kibiców na Jastor. Udało nam się wypełnić nasze lodowisko w ćwierćfinałach z Cracovią, gdzie fani wychodzili z hali zadowoleni z naszej gry. Cieszyliśmy się z awansu i liczyliśmy, że również w półfinałach Jastor będzie pękał w szwach. Tymczasem pandemia pokrzyżowała nasze marzenia. Chcę, aby kibice przychodzili nas wspierać, dobrze się z nami czuli, przeżywali wielkie emocje i byli przekonani, że w każdym meczu dajemy z siebie wszystko. Oczywiście po porażce ciężko o radosne opuszczanie Jastora. Myślę jednak, że nasi kibice na tyle dobrze znają się na sporcie, że zdają sobie sprawę, iż nie da się wygrać wszystkiego. Pragnę jednak, aby byli oni przekonani, że nawet w przegranym meczu nie odpuściliśmy i walczyliśmy do końca.

– Do słowackich trybun chyba nam jednak jeszcze sporo brakuje…
– Wiadomo, że pomiędzy polskim i słowackim hokejem jest pewna różnica. Jednak podczas ćwierćfinałów z Cracovią przekonaliśmy się, że jastrzębscy kibice potrafią stworzyć niezapomniane widowisko. Nasi zawodnicy wiedzieli, że pełne trybuny to efekt ich ciężkiej pracy. To naprawdę nie jest komfortowe, gdy gra się dla pustych krzesełek. Chcemy, aby na Jastorze była wspaniała atmosfera, którą stworzą kibice zadowoleni z naszej gry. Te dwa elementy są ze sobą spójne.

– Na koniec sprawy bieżące. Jak w piątek wygrać z GKS Tychy?
– Musimy zagrać prosty, szybki hokej i zachować maksimum dyscypliny w naszych szeregach. No i będziemy potrzebowali trochę szczęścia (śmiech).

źródło: www.jkh.pl

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *