Co nam hańba gdy talary mają lepszy kurs od wiary - terror w polskich szkołach
Wystarczyło czterdzieści osiem godzin, by runął mit polskiej szkoły jako bezpiecznej przystani, w której jedynym zmartwieniem rodzica jest ocena z matematyki. W środę w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce dziewiętnastoletni Jakub Z. ranił dziewięć osób nożem przypominającym maczetę oraz toporkiem, zostawiając w sali lekcyjnej pełnej uczniów dymiący plecak z ładunkiem wybuchowym. W czwartek rano na korytarz Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem wszedł piętnastoletni absolwent tej placówki. Miał przy sobie trzy noże, a na głowie kask z włączoną kamerą. Zanim ranny w szamotaninie dyrektor szkoły Krzysztof Ochmański zdołał go obezwładnić, nastolatek śmiertelnie ugodził trzydziestosiedmioletnią woźną, panią Darię – matkę dwojga dzieci. Jeśli po tej tragedii uznamy, że problem rozwiążą policyjne patrole pod bramami i doraźne narady w ministerstwach, to znaczy, że niczego nie zrozumieliśmy