DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Ze Ślaska do Niepodległej Legion Śląski historia Jastrzębie

post-img

Kiedy myślimy o Legionach Polskich, przed oczami mamy zazwyczaj krakowskie Oleandry i szary strzelecki mundur Józefa Piłsudskiego. Tymczasem nasz region również miał swój niezwykły udział w walce o niepodległość. W 1914 roku z Cieszyna wymaszerował Legion Śląski – oddział, w którym ramię w ramię walczyli górnicy, nauczyciele i rzemieślnicy, w tym dziesiątki ochotników z miejscowości bezpośrednio sąsiadujących z Jastrzębiem-Zdrojem i Pawłowicami.

Ze Śląska do Niepodległej: Niezwykła historia Legionu Śląskiego i bohaterów z naszego regionu

Zawsze Ślaskie, zawsze Polskie

Wychowanie do walki

Zanim padły pierwsze strzały I wojny światowej, młodzi Ślązacy od lat przygotowywali się do walki zbrojnej. Zaborca nie ułatwiał zadania, ale w regionie prężnie działało Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, mające swoje gniazda m.in. w Dziedzicach, Zebrzydowicach, Pszczynie, Strumieniu czy Goczałkowicach.

Organizacje te, obok „Strzelca” i drużyn skautowych, stały się kuźniami kadr – to tam młodzież hartowała ciało i uczyła się podstaw wojskowości. Do lata 1914 roku przeszkolono w ten sposób około tysiąca młodych mieszkańców całego Śląska Cieszyńskiego i okolic.

Gdy w sierpniu 1914 roku wybuchła wojna, reakcja była natychmiastowa. Z inicjatywy Sekcji Śląskiej Naczelnego Komitetu Narodowego w Cieszynie rozpoczęto formowanie zwartego oddziału.

  • Na czele zgrupowania stanął Hieronim Przepiliński – doświadczony pedagog i komendant „Sokoła”.

  • Jego prawą ręką został Jan Łysek – nauczyciel i wybitny poeta ludowy z Beskidów.

Przez miesiąc około 600 ochotników obozowało i intensywnie ćwiczyło w cieszyńskim Parku Sikory. Co niezwykle istotne, cały sprzęt i ekwipunek dla oddziału zakupiono z dobrowolnych składek lokalnej społeczności.

Kwiaty na pożegnanie i chłodny prysznic w Mszanie

21 września 1914 roku na rynku w Cieszynie miało miejsce pożegnanie legionistów, które przerodziło się w gigantyczną manifestację polskości. Jak relacjonował ówczesny „Robotnik Śląski”:

„Tłumy ludu polskiego... towarzyszyły legionistom przez całą drogę, obdarowując ich kwiatami, papierosami i łakociami”.

Pociąg wywiózł ich do Mszany Dolnej, gdzie jednak czekało ich bolesne rozczarowanie. Na miejscu stacjonował tworzony we Lwowie Legion Wschodni, który pod wpływem politycznej agitacji narodowej demokracji i wieści o sukcesach Rosjan, znajdował się w stanie rozkładu. Tysiące żołnierzy, zamiast iść na front, zdecydowało się na powrót do domów.

Defetyzm udzielił się również części naszych krajan – kilkunastu ochotników uznało, że ojczyźnie lepiej posłużą jako nauczyciele niż żołnierze i wróciło na Śląsk. Jednak zdecydowana większość oparła się presji. Zostali oni włączeni jako 2. kompania (zwana potocznie „śląską”) do 1. batalionu 3. pułku piechoty słynnej II Brygady Legionów Polskich.

Mróz, krew i... skradzione prezenty

Ślązacy nie musieli długo czekać na swój chrzest bojowy. Pod koniec października 1914 roku wzięli udział w morderczej bitwie pod Mołotkowem. Pozbawieni karabinów maszynowych legioniści musieli szturmować rosyjskie pozycje, ponosząc potężne straty w ludziach.

Prawdziwa legenda Ślązaków narodziła się jednak zimą, gdy trafili w zaśnieżone Karpaty Wschodnie. Przy 30-stopniowych mrozach budowali drogę przez góry i obsadzili Przełęcz Pantyrską w okolicach huculskiej wsi Rafajłowa.

W nocy z 23 na 24 stycznia 1915 roku Rosjanie przypuścili całkowicie bezgłośny atak na bagnety (tzw. sposobem japońskim). Wróg zdołał się wedrzeć do wsi i zajął leśniczówkę. Paradoksalnie, to właśnie ten fakt przesądził o rosyjskiej klęsce. W budynku znajdowały się bowiem spóźnione paczki świąteczne dla polskich żołnierzy.

Gdy legioniści zorientowali się, że Rosjanie wyjadają ich bożonarodzeniowe prezenty, wpadli w furię. Brawurowy kontratak, prowadzony przy akompaniamencie celnego ognia naszej artylerii, kompletnie rozbił przeciwnika – Rosjanie stracili 300 zabitych i rannych, a 130 trafiło do niewoli.

Najwyższa cena

Kolejne miesiące oznaczały dla kompanii śląskiej ciężkie boje na Bukowinie i morderczą wojnę pozycyjną na bagnach Wołynia. Tam, w krwawych walkach pod Kostiuchnówką 5 listopada 1915 roku, zginął porucznik Jan Łysek – charyzmatyczny dowódca, poeta i jeden z ojców-założycieli jednostki.

Wojna zebrała dramatyczne żniwo. Z wyjściowej liczby ponad 600 śląskich ochotników, kilkudziesięciu zginęło w walce, a łączne straty oddziału (obejmujące zmarłych z chorób zakaźnych, rannych i zaginionych) wyniosły grubo ponad jedną trzecią stanu osobowego. Spełniły się prorocze słowa porucznika Łyska – Legion stał się „widoczną, realną ofiarą krwi, którą Śląsk składa Polsce”.

O ich poświęceniu do dziś przypomina „Nike Cieszyńska” – pomnik w Cieszynie, którego autorem jest wywodzący się z naszego regionu prof. Jan Raszka, rzeźbiarz i weteran Legionów. Czytając pompatyczne hasła z podręczników historii, warto pamiętać, że kryją się za nimi prawdziwe ludzkie dramaty chłopców z Jastrzębia, Pawłowic i okolicznych wsi. To oni za marzenie o Polsce zapłacili cenę najwyższą.

opracował Alojzy Godos/(c) 2026 Portal Jas24info.

 

foto: autor nieznany  110 lat temu Legion Śląski wymaszerował z Cieszyna walczyć o Polskę Legion Śląski w 1914 roku w tzw. Parku Sikory w Cieszynie.

Legion Śląski, historia regionu, Jastrzębie-Zdrój, Pawłowice, Cieszyn, I wojna światowa, Jan Łysek, Rafajłowa, lokalni bohaterowie.

 

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic