W niedzielę, czwartego października dwa tysiące dwudziestego szóstego roku, Jastrzębski Klub Hokejowy Górniczy Klub Sportowy Jastrzębie stoczy kolejny bój w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ich tymczasowym domem nie jest jednak hala w granicach Polski, lecz czeski Zimní Stadion w Karwinie. Tysiące lokalnych kibiców z radością przekroczy dawną linię graniczną, zapominając, że dokładnie osiemdziesiąt osiem lat wcześniej – drugiego października tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku – w to samo miejsce z rykiem silników wjechały polskie czołgi. Śląsk Cieszyński przeszedł zbroczoną krwią drogę, zanim sportowa rywalizacja na stałe zastąpiła karabiny maszynowe i dyplomatyczne szantaże.
Krew, czołgi i lód. Trudne dziedzictwo Zaolzia, po którym stąpamy na meczach w Karwinie
W roli gospodarza na obcej, choć bliskiej ziemi
Kibice hokeja z Jastrzębia-Zdroju zdążyli już przywyknąć do regularnych podróży w kierunku Karwiny. Przyczyny tego stanu rzeczy są czysto pragmatyczne – jastrzębskie lodowisko Jastor przechodzi rozległą modernizację, co zmusiło władze miasta i zarząd klubu do znalezienia obiektu zastępczego, który pomieściłby kibiców i spełniał rygorystyczne wymogi ligowe.
Wybór padł na pobliską Karwinę. Klub z Jastrzębia rozgrywa tam obecnie swoje domowe spotkania w roli gospodarza.
Z perspektywy współczesnej logistyki to zaledwie krótki rzut beretem przez otwartą granicę strefy Schengen. Jednak z perspektywy geopolityki ubiegłego stulecia to podróż przez jedną z najbardziej krwawych linii podziału w Europie Środkowej.
Obszar Zaolzia, obejmujący zaledwie osiemset sześćdziesiąt dwa kilometry kwadratowe, krył w sobie bogate złoża węgla kamiennego i gęstą sieć przemysłową. Walka o te zakłady i kopalnie na długie dekady zatruła relacje między Warszawą a Pragą, a rachunek za te polityczne ambicje zapłacili zwykli żołnierze i mieszkańcy.
Masakra wadowickiej piechoty pod okiem legionisty
Konflikt terytorialny o Śląsk Cieszyński eskalował tuż po tym, jak umilkły działa pierwszej wojny światowej. Dwudziestego szóstego stycznia tysiąc dziewięćset dziewiętnastego roku, w oddalonej o zaledwie kilka kilometrów od dzisiejszych granic Jastrzębia-Zdroju Stonawie, rozegrał się dramat, który na zawsze zapisał się na kartach historii jako jedna z najczarniejszych kart relacji polsko-czeskich.
Czeskie wojska dowodzone przez podpułkownika Josefa Šnejdarka – oficera zahartowanego w bezlitosnych bojach francuskiej Legii Cudzoziemskiej – uderzyły na słabo umocnione, polskie pozycje obronne. Polacy dysponowali jedynie ułamkiem sił przeciwnika. Czesi wyprowadzili do walki niemal szesnaście tysięcy świetnie uzbrojonych żołnierzy, posiadając wsparcie ciężkiej artylerii oraz pociągu pancernego.
Żołnierze dwunastego pułku piechoty z Wadowic bronili się desperacko, aż do całkowitego wyczerpania zapasów amunicji. Gdy zmuszeni zostali do poddania się, nie doczekali się traktowania zgodnego z konwencjami wojennymi. Jeńcy wojenni, zamiast trafić do niewoli, byli metodycznie i brutalnie mordowani ciosami bagnetów i kolbami karabinów.
Doktor Marek Deszczyński, historyk specjalizujący się w badaniu tamtego okresu, zauważa, że masakra w Stonawie mogła nie być wyłącznie efektem bitewnego chaosu czy żołnierskiej samowoli. Historyk nie wyklucza, że na ten bestialski czyn pozwolono legionistom czeskim celowo, by poprzez akt terroru psychologicznie złamać wolę oporu wśród polskich obrońców.
W samej Stonawie zginęło 21 Polaków – z czego kilkunastu, po wzięciu do niewoli, zostało brutalnie zakłutych bagnetami i dobitych kolbami. Warto przypomnieć, że w trakcie całej, trwającej zaledwie siedem dni wojny polsko-czechosłowackiej, zginęło niemal dwustu żołnierzy, z czego około stu pięćdziesięciu stanowili Polacy.
Październikowy triumf na krawędzi dyplomatycznej przepaści
Na militarny i polityczny rewanż Polska musiała czekać blisko dwadzieścia lat. Drugiego października tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku potężne zgrupowanie Wojska Polskiego, działające jako Samodzielna Grupa Operacyjna „Śląsk” pod dowództwem generała Władysława Bortnowskiego, przekroczyło mosty graniczne na Olzie. Prezydent Ignacy Mościcki podpisał dekret włączający terytoria Zaolzia w granice województwa śląskiego.
Historyczne zdjęcia ukazują bezprecedensową euforię. Na ulice Czeskiego Cieszyna, Karwiny i Frysztatu wyległy tłumy Polaków, witając ułanów oraz wozy pancerne. Ponad sto czterdzieści tysięcy rodaków, którzy przez lata zmagali się z narzucaną przez Pragę brutalną asymilacją, świętowało odzyskanie wolności, na własną rękę usuwając czeskie godła z fasad urzędów. Ta radość, choć w pełni zrozumiała z perspektywy lokalnej społeczności, z punktu widzenia globalnej polityki okazała się straszliwą w skutkach pułapką.
Minister spraw zagranicznych Józef Beck wydał rozkaz zajęcia Zaolzia dokładnie w cieniu hańbiącego dyktatu monachijskiego (zawartego trzydziestego września tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku). Zachodnie mocarstwa pozwoliły w nim na rozebranie Czechosłowacji przez Adolfa Hitlera. Wkroczenie polskiego wojska w tym samym czasie stanowiło doskonałe paliwo dla rodzącej się propagandy sowieckiej. Jak zauważają badacze z Instytutu Pamięci Narodowej, Polskę błyskawicznie oskarżono o współudział w rozbiorze czechosłowackiego państwa. Ten fatalny wizerunkowy błąd obciążył polską dyplomację łatką „sojusznika Trzeciej Rzeszy”, z czego komunistyczna narracja korzystała bezlitośnie przez kolejne dekady.
Hokejowa tafla nad historycznymi podziałami
Spór o Zaolzie ostatecznie przeciął Józef Stalin, wymuszając na podporządkowanych sobie stolicach powrót do historycznych granic, co sformalizowano traktatami w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym ósmym roku. Dziś na Zaolziu wciąż żyje i aktywnie działa około trzydziestu tysięcy Polaków. Pielęgnują swoją kulturę, prowadzą polskie szkoły i zrzeszają się w organizacjach takich jak Polski Związek Kulturalno-Oświatowy.
Miejsca, w których sto lat temu polscy i czescy żołnierze patrzyli na siebie przez celowniki karabinów, stały się dziś polem bliskiej, wręcz codziennej współpracy. Fakt, że Jastrzębski Klub Hokejowy bez najmniejszych przeszkód wynajmuje infrastrukturę karwińskiego Zimního Stadionu STARS, by w roli pełnoprawnego gospodarza podejmować ligowych rywali w ramach polskich rozgrywek, pokazuje, jak długą drogę przeszły oba narody. Wyciągając lekcje z niszczycielskich błędów poprzedniego stulecia, Śląsk Cieszyński stworzył system modelowego, sąsiedzkiego współżycia.
Dziś jedyna akceptowalna walka to ta toczona na lodzie, podczas której stawką są wyłącznie sportowe punkty.
Autor: Alojzy Godos / Zespół Redakcyjny jas24info
foto; partnera Sportowe Karty ostatni ecz jKH GKS w Karwinie z GKS Tychy
Jastrzębski Klub Hokejowy, JKH GKS Jastrzębie, Karwina, Zaolzie 1938, zbrodnia w Stonawie, historia Jastrzębia-Zdroju, Śląsk Cieszyński, hokej na lodzie, Zimni Stadion, Josef Šnejdárek.
