FRYZJER Z CHAŁUPEK …, CZYLI O POCZĄTKACH D. KAWCZYŃSKIEGO

200-125 300-115 200-105 200-310 640-911 300-075 300-320 300-360 642-998 QV_DEVELOPER_01 400-101 700-501 117-201 70-696 700-505 600-199

Świat fryzjerów jest bardzo skomplikowany- wieczna rywalizacja i bój o klienta, a wszystko tylko po to, aby być tym jedynym w okolicy- najlepszym. Wielu z nich, zgłaszając się do konkursów, już jest pewna swoich wygranych, ale czy na pewno wszyscy? Gdzie podziała się zabawa i radość robienia tego co sprawia przyjemność? W wywiadzie, sam Dawid Kawczyński, zdradza mi kulisy swojej pracy, a teraz przyszedł czas, aby poznało je większe grono zainteresowanych pracą mistrza, dla którego praca to hobby!

A ZACZĘŁO SIĘ OD…
Kiedyś wachlarz zawodów prezentował się nieco inaczej niż teraz- wchodząc do salonu fryzjerskiego można było obserwować miłe panie, które nadawały swoim klientom nowego wyglądu i spełniały drobne marzenia, wchodząc do piekarni widziało się uśmiechniętego piekarza, który w pieczenie świeżego chleba wkładał całe swoje serce, wchodząc do zakładu krawieckiego witał uśmiech pań przy maszynach, których zręczne palce miały stworzyć nowe oblicze dla naszych strojów.
Z tych i jeszcze kolejnych zawodów młodzi ludzie wybierali coś idealnego dla siebie- z Dawidem nie było inaczej. Odkąd pamięta z tyłu jego głowy siedziało to marzenie o przycinaniu męskich fryzur oraz nadawaniu lepszego wyrazu ich brodom i wąsom. Mimo tego zamiast do szkoły fryzjerskiej poszedł, że swoim przyjacielem, do szkoły, która miała zrobić
z niego cukiernika. Gdyby nie fakt, że niedługo po rozpoczęciu praktyk, jak sam mówi: „Rzuciłem szmatą i wyszedłem, bo nie chciałem chodzić do pracy z przymusu”. Na szczęście miał jeszcze dwa dni na zmianę profilu, aby docelowo zostać fryzjerem. Szybko ruszył do szkoły, aby złożyć konieczne papiery; pani dyrektor przyjęła go z wielką chęcią, ale musiał w ciągu tych dwóch dni znaleźć praktyki dla siebie. Całe szczęście nie okazało się to trudne, ponieważ jego pięciokolorowe włosy okazały się idealną przepustką.

JUŻ PO SZKOLE, A CO BYŁO DALEJ…?
Po ukończeniu szkoły nie od razu został fryzjerem- był to tu, to tam… zanim otworzył swój salon trafił do wojska, poznał dziewczynę, siedział w Holandii, robił na budowie- jak widać ta droga nie była taka prosta i oczywista.
Dopiero później, wraz z żoną, zdecydował się na taki „szybki strzał” i otworzył własny salon na rondzie w Chałupkach; do tej pory wspomina, że początki były trudne, ponieważ w tym samym czasie istniało już kilka salonów fryzjerskich w okolicy. Jednak cierpliwość i pasja do tego zawodu nadawały mu nowych sił, przez co z czasem zdobył stałych klientów. Klientów, których zawsze traktował jednakowo, ale również indywidualnie, bo nie ważne czy biedny, czy bogaty- klient to klient i należy dać mu to za co płaci, bo zadowoleni ludzie wracają, a niezadowoleni odbierają potencjalnych zainteresowanych obsługą.

HOBBY A NIE ZAWÓD?
To fakt. Jeśli ktoś tak bardzo pała miłością do tego co robi to praca już nie jest pracą. Dawida napędza hasło: „Jeśli już coś robisz, to rób to do porządku albo w ogóle”. Porównuje się on do artysty, który codziennie przychodzi do swojej pracowni, tworzy, a następnego dnia robi to samo, ale nie odczuwa monotonii, bo „ciężka praca buduje profesjonalizm, profesjonalizm to jest luksus, a za luksus się płaci”. Ludzie czują, że jego usługi są tego warte i chętnie wracają- nawet jeśli czas oczekiwania bywa długi!

A JAK TO BYŁO Z TYMI KONKURSAMI…?
Z początku nawet o tym nie myślał, ale po raz kolejny zadziałała żona i kazała spróbować. Zapisał się do konkursu strzyżeń damsko-męskich, ale jak wspomina, gdy pierwszy raz zobaczył prace startujących tam, około dziesięciu, kobiet to zwątpił w siebie. Zaskoczeniem okazało się ogłoszenie wyników, ponieważ zajął piąte miejsce! W następnym roku wystartował w pierwszych w Polsce zawodach w barberingu, a jego praca została okrzyknięta tą najlepszą!

JAK RYWALIZOWAĆ I NIE ZWARIOWAĆ?
Po szczęśliwej wygranej znowu wziął udział w tym samym konkursie z przekonaniem, że wygra. Jak się okazało jego nastawienie było błędne, ponieważ zajął drugie miejsce… Wspomina, że posypała się fala hejtu, a on sam czuł się pokrzywdzony. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z błędu jaki popełnił! Tak naprawdę było tam wielu wspaniałych fryzjerów, każdy dał z siebie wszystko i zamiast się tym bawić, skupił się na swoim zwycięstwie. Dawid radzi: „Trzeba wyeliminować myślenie, że to ja jestem dobry i to ja muszę wygrać!”. Kiedy sam to zrozumiał nareszcie jest wolny od stresu, a same konkursy to świetna zabawa i czysta przyjemność. Uczestnicy powinni się wzajemnie szanować, bo każdy jest dobry, a przeciwnik to tylko
i wyłącznie czas oraz szybkość!

NOWE OSIĄGNIĘCIE
Niedawno, w Jastrzębiu- Zdroju, miała miejsce Bitwa Na Wzory, ja jej zwycięzcą został właśnie Dawid! Jak opowiada był nieco zaskoczony, ponieważ jego hair tattoo nie było do końca takie jak chciał. Chwilę przed startem okazało się, że jeden z uczestników ma w planach wykonanie tego samego wzorku co on. Dawid nie chciał, aby powstały dwa takie same znaki, więc czym prędzej przeszukał media społecznościowe w poszukiwaniu inspiracji. Jak mówi, cieszył się bardzo, że może brać udział
w tej imprezie, a po zakończonej pracy, gdy obejrzał prace pozostałych startujących to nie był przekonany czy jego koziorożec wyrwie się na prowadzenie- publiczność jednak zdecydowała!
Już niedługo- w Gdańsku- druga odsłona bitwy, podczas której Dawid Kawczyński uzbrojony w maszynki i żyletki, zmierzy się z innymi spragnionymi wygranej, aby obronić tytuł mistrza!

To mu się uda albo i nie… o tym przekonamy się już niebawem!

autor: Vanessa Wójciak

Komentarze są wyłączone.