''PASSA BUDUJE DRUŻYNĘ''

''PASSA BUDUJE DRUŻYNĘ''

Hokeiści JKH GKS Jastrzębie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, za sprawą czego znaleźli się na pozycji lidera ekstraligi z bezpieczną przewagą nad GKS Tychy. Seria dwunastu wygranych spotkań robi wrażenie na kibicach, ale nasi zawodnicy starają się tonować nastroje i na spokojnie podchodzą do obecnych wyników. O znakomitej passie, atmosferze w drużynie i… głośnym tunelu po pierwszej tercji meczu z Ciarko STS Sanok rozmawiamy z Kamilem Górnym, który pamięta ostatnią tak okazałą serię w naszym wykonaniu w sezonie 2007/2008.

– Wraz z Mateuszem Brykiem graliście w drużynie, która w sezonie 2007/2008 zanotowała jeszcze bardziej okazałą od obecnej serię zwycięstw. JKH Czarne Jastrzębie wygrał wtedy w I lidze wszystkie mecze.
Kamil Górny – Ostatnio nawet wspominaliśmy tamte czasy. To był ciekawy sezon, w którym nie ponieśliśmy ani jednej porażki. Dopiero w ostatnim meczu finałów play-off drużyna GKS-u Katowice zdołała doprowadzić do dogrywki i karnych. Cóż, takiego sezonu nigdy wcześniej nie przeżyłem i… zapewne bardzo ciężko byłoby powtórzyć tamto osiągnięcie. Jestem przekonany, iż nie tylko dla nas, wówczas bardzo młodych zawodników, było to fajne przeżycie.

– Nie można jednak porównać wygranych w I lidze do serii dwunastu zwycięstw w ekstralidze. Tak szczerze, czy ma to dla was znaczenie? Czy też podchodzicie do tej serii „na luzie”.
– Przyjmujemy tę sytuację na spokojnie. Wiadomo, że cieszy każdy kolejny wygrany mecz. Taka seria buduje dobrą atmosferę w drużynie. Nie możemy jednak pozwolić sobie na myślenie, że skoro wygraliśmy już dwanaście meczów, to trzynaste zwycięstwo przyjdzie samo. Nie możemy odpuszczać. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dla kibiców taka passa jest istotna. Mogę zapewnić, że jeśli będzie nam dane pobić ligowy rekord zwycięstw, to postaramy się to zrobić. O ile mnie pamięć nie myli, to należy on chyba do GKS Tychy.

– Wspomniałeś, że nie możecie pozwolić sobie na luz. Zdarzył się wam jednak w niedzielę mecz z Ciarko STS Sanok, gdzie po pierwszej tercji rywale prowadzili 2:1. W przerwie z naszego tunelu dobiegały intensywne odgłosy. Co tam się działo?
– Oj, lepiej nie mówić (śmiech). Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale przyjemnie nie było. Nikt nie chce w ten sposób rozpoczynać meczu. Być może rzeczywiście podeszliśmy do tych zawodów na zbyt wielkim luzie. Jednak w drugiej partii nasza gra wyglądała już zupełnie inaczej.

– W 20. sekundzie wyrównałeś na 2:2…
– Tak. Bardzo się cieszę, że rozpocząłem tę strzelaninę i po drugiej tercji prowadziliśmy już 6:2, w związku z czym w trzeciej odsłonie mogliśmy pozwolić sobie na spokojną kontrolę nad spotkaniem. Ale – jak już mówiłem – po pierwszej części gry nie było wesoło.

– Kto bardziej krzyczał w szatni? Trener na was, czy wy na siebie nawzajem?
– Myślę, że jednak trener (śmiech). Każdy z nas wie, czego może oczekiwać od siebie samego. Każdy sam powinien „w głowie” poukładać swoją grę.

– Ostatnio w jednym z komentarzy ktoś złośliwie napisał, że JKH GKS Jastrzębie znów jest „mistrzem grudnia”. Co ty na to?
– Od razu powiem, że od kilkunastu lat nie czytam komentarzy, więc nie znam tej opinii. Natomiast faktem jest, że… coś w tym jest. Był przecież również taki czas, gdy byliśmy „mistrzami przygotowania letniego”, odnosząc komplet zwycięstw w sparingach. Pamiętam, że nawet kiedy grałem w Tychach, pojawiała się taka opinia o Jastrzębiu. W pierwszej części sezonu aż do Pucharu Polski jest bardzo dobrze, a potem bywało tak, że forma szła w dół. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, iż każdy zespół w trakcie sezonu notuje określony spadek formy. Liczę, że nam ten słabszy moment nie wypadnie w najważniejszej części rozgrywek. Trzeba przy tym pamiętać, że liga jest obecnie inna niż poprzednie, ponieważ gramy mniej spotkań.

– No i – przynajmniej w naszym przypadku – nie ma plagi kontuzji.
– Rzeczywiście. „Odpukać”, aby tak było cały czas. Na razie omijają nas cięższe choroby czy urazy, oczywiście wyłączając niefortunną historię Macieja Urbanowicza z nadgarstkiem. Jednak „Urbi” jak to „Urbi”, szybko dojdzie do siebie i wróci do nas.

– Czy jako zespół musicie się już mierzyć z rosnącymi oczekiwaniami? Seria zwycięstw, wyraźna przewaga nad wiceliderem, triumfy w Tychach i Oświęcimiu… Zaczyna pojawiać się presja walki o mistrzostwo czy raczej na razie tonujemy nastroje?
– Zdecydowanie tonujemy nastroje. Nikt jeszcze nie myśli o medalach. Przed nami spora część fazy zasadniczej i Puchar Polski, a dopiero potem play-off. Naszym celem musi być wywalczenie możliwie najwyższej lokaty przed ćwierćfinałami. Drużyny w naszej lidze są bardzo wyrównane i bez wątpienia w play-offach czeka nas bardzo trudne zadanie. Dlatego idziemy po kolei, od meczu do meczu.

– A jaka jest twoja opinia o nowym koledze z defensywy? Eriks Sevcenko ma kapitalne CV.
– Rzeczywiście, po jego sportowym życiorysie widać, że może być nam bardzo pomocny. Na pewno Eriks musi mieć czas na zaaklimatyzowanie się w naszym klubie. Rozegrał jak dotychczas zaledwie dwa mecze, a z samych treningów nie można wyciągać wniosków. Jednak już teraz widać, że będzie wzmocnieniem naszego zespołu.

– Na koniec pytanie o reprezentację Polski. W drugiej połowie miesiąca czeka cię zgrupowanie kadry narodowej, gdzie także będziesz miał okazję pracować z trenerem Robertem Kalaberem. Jak osobiście podchodzisz do tej „jastrzębskiej” kadry narodowej?
– Na pewno nam jako zawodnikom JKH GKS Jastrzębie jest łatwiej o tyle, że znamy naszego szkoleniowca. Wiemy, czego możemy spodziewać się pod względem treningowym czy taktycznym. Dla hokeistów z innych klubów pewne elementy zgrupowania czy zajęć mogą być nowością. My natomiast doskonale zdajemy sobie sprawę, jak bardzo wymagającym trenerem jest Robert Kalaber. Po prostu, musisz robić to, czego od ciebie oczekuje.

źródło: jkh.pl

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *