Z pamiętnika młodej kelnerki

Z pamiętnika młodej kelnerki

Po pięciu miesiącach pracy w restauracji myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, ale najwyraźniej się myliłam…

Łosoś bez łososia?

W długi weekend miałam przyjemność pracować w sobotę i w niedzielę. Kiedy nadeszło niedzielne popołudnie i ruch już opadł do restauracji zawitała para sympatycznie wyglądających klientów. Jak zwykle podałam karty i odczekałam chwilkę, aby państwo mogli się zastanowić. Kiedy już wyglądali na zdecydowanych podeszłam i odrazu zetknęłam się z pytaniem czy można by tak te warzywa i puree co są podawane do łososia dostać podwójnie, ale bez ryby. 

Musiałam wyglądać na naprawdę zaskoczoną pytaniem, ponieważ na twarzy pani pojawił się nerwowy uśmiech. Oczywiście odpowiedziałam, że zapytam na kuchni- misja się powiodła, a ja mogłam wrócić do gości z dobrymi wieściami. Przyszła kolej na zamówienie pana, on też nieco mnie zaskoczył swoim pytaniem, na co zażartowała, że zasypują mnie naprawdę takimi rzeczami, o które jeszcze nikt nie pytał. Najwyraźniej załapali dowcip, bo zaczęli się szczerze śmiać. Wszystkie ich zmiany udało się bez większego problemu załatwić, a ja zrozumiałam, że zawsze coś może cię zakończyć!

O sosie, którego nie było 

W roli głównej znowu łosoś, a dokładnej pomyłka z nim związana w karcie, której nikt nie zauważył- przez rok!

Pewnego razu gościłam klienta, który zamówił łososia bez sosu maślanego- zamówienie przyjęłam, ale pierwszy raz się dowiedziałam, ze my tam jakiś sos maślany mamy. Cóż było mówić? Przekazałam na kuchnie, która była równie zaskoczona jak ja. Jeden z kucharzy się mnie nawet zapytał: „Skąd ty ten sos wzięłaś? Przecież od roku go nie podajemy”. Wzruszyłam ramionami i powiedziałam, ze tez trochę w szoku jestem, ale w karcie był. Myśleliśmy, ze to jakaś jednorazowa pomyłka, ale on był w każdej karcie! 

Pies, który miał nie szczekać

Nie ma to jak sobotni wieczór w restauracji z psem oraz przyjaciółmi. Kiedy takowi zawitali z pytaniem czy można z psem wejść to odpowiedziałam, że jak najbardziej, jeśli pupil nie szczeka. Pani odpowiedziała, że nie, więc wskazałam stolik. Kiedy przyszedł czas składania zamówienia właścicielka głaskała swojego ulubieńca, który w pewnym momencie pisnął. Zaczęłam się śmiać, a jedna ze znajomych tamtej pani powiedziała: „Ej, ale on miał nie szczekać!”. Na co właścicielka się zmieszała i powiedziała, że to nie było szczeknięcie, ale ją uspokoiłam, że już wszystko w porządku i zaczęła się śmiać z całą resztą. 

autor: Vanessa Wójciak

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *