DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Kiedy rozsądek przegrywa z dekretem.

post-img

Kiedy rozsądek przegrywa z dekretem. Dlaczego transformacja energetyczna staje na głowie?

Wyobraźmy sobie przełom XIX i XX wieku. Na ulicach pojawiają się pierwsze samochody. Czy ówczesne rządy zakazały hodowli koni i jazdy wozami, zmuszając wszystkich do zakupu drogich, psujących się aut? Nie. Samochody wyparły konie naturalnie – stały się po prostu lepsze, tańsze w utrzymaniu i bardziej praktyczne.

Dzisiaj, w dobie transformacji energetycznej, o tej prostej logice zapomniano. Zamiast naturalnej ewolucji, serwuje się nam rewolucję na siłę.

Kto nam to zrobił i czy możemy "po prostu nie płacić"? Wielu pyta: kto narzucił nam system opłat za emisję (ETS) i dlaczego po prostu nie zignorujemy tego haraczu? Prawda jest bolesna: to nie spadło z kosmosu z dnia na dzień. Prawdziwe, twarde zaciskanie pasa zaczęło się w grudniu 2008 roku, kiedy rząd Donalda Tuska (koalicja PO-PSL) zaakceptował unijny pakiet klimatyczno-energetyczny (tzw. 3x20). To była ta pierwsza przewrócona kostka domina, która uruchomiła całą lawinę.

W kolejnych latach, na kolejnych szczytach, podpisywano następne, coraz bardziej rygorystyczne porozumienia, stopniowo zaciskając nam tę pętlę na szyi.

Czy możemy dziś po prostu odmówić płacenia? Prawnie i rynkowo – nie. System jest tak skonstruowany, że jeśli taka Elektrownia Bełchatów nie wykupi uprawnień, otrzyma automatyczną, drakońską karę: 100 euro za każdą wyemitowaną "nielegalnie" tonę CO2, a to uprawnienie i tak będzie musiała ostatecznie kupić. Odmowa oznaczałaby natychmiastowe bankructwo polskiej energetyki i wyłączenie prądu.

Gdzie płyną pieniądze i brukselskie kary? Oficjalna narracja mówi, że pieniądze z ETS trafiają do polskiego budżetu (gdzie nierzadko są przejadane, a nie inwestowane w sieć). Ale to nie cała prawda. Unia dąży do tego, aby część wpływów z handlu emisjami stanowiła bezpośredni dochód unijnego budżetu na spłatę gigantycznych pożyczek.

Nie zapominajmy też o karach nakładanych przez unijne trybunały – jak choćby absurdalne, milionowe kary dzienne w sprawie kopalni Turów. Te pieniądze płyną prosto do Brukseli, która po prostu potrąca nam je z należnych funduszy.

Węgiel, ETS i globalny absurd w liczbach Skala obciążenia ETS jest porażająca. Elektrownia Bełchatów – absolutny fundament naszego bezpieczeństwa – z tytułu unijnej opłaty klimatycznej płaci około 6 milionów złotych DZIENNIE. To niewyobrażalne 2,2 miliarda złotych rocznie!

Te koszty są bezlitośnie wrzucane w cenę naszej energii. A w tym samym czasie, gdy my uderzamy we własny przemysł, Chiny i Indie budują kolejne elektrownie węglowe, po czym sprzedają nam gotowe "zielone" technologie.

Brudny sekret "zielonej" energii Wmawia się nam, że energia ze słońca i wiatru jest krystalicznie czysta. To manipulacja. Produkcja paneli fotowoltaicznych zostawia gigantyczny ślad węglowy i wodny. Kiedy skończy się ich żywotność, zostaniemy z górami toksycznych elektrośmieci.

Aby postawić jedną turbinę wiatrową, trzeba wylać tysiące ton betonu i zużyć zbrojenia – to potężne emisje CO2. Zużyte łopaty wirników z kompozytów dziś po prostu zakopuje się w ziemi.

A magazyny energii i akumulatory? Aby je wyprodukować, trzeba wydobyć metale ziem rzadkich, lit czy kobalt. Robi się to w Afryce czy Ameryce Południowej ciężkim sprzętem, dewastując środowisko. Nasza europejska "ekologia" to często wywożenie brudu na inne kontynenty. Do tego dochodzi zagrożenie pożarami maszynowni wiatraków czy piekielnie trudnymi do ugaszenia autami elektrycznymi.

Mit taniej energii z OZE Energia z wiatru i słońca wydaje się opłacalna tylko dlatego, że jest potężnie dotowana. Gdyby nie gigantyczne dopłaty i pierwszeństwo w sieci, jej rynkowa cena byłaby kosmiczna. Z kolei węgiel leżący na hałdzie to ogromny, stabilny magazyn energii, z którego korzystamy, gdy nie wieje i nie świeci.

Atom i naturalna ewolucja Skoro chcemy odchodzić od węgla, musimy mieć stabilną alternatywę – atom. Przed 2015 rokiem słyszeliśmy jedynie huczne zapowiedzi, z których niewiele wynikało. Ostatnio ruszyły konkretne programy budowy dużych elektrowni i małych reaktorów (SMR), napędzane przez rządy prawicy. Miejmy nadzieję, że znowu nie ugrzęźniemy w wieloletnich analizach.

Podsumowując: Lepsze technologie wyprą gorsze, ale musi się to odbywać na zasadzie dobrowolności. Jeśli auta elektryczne będą tańsze i lepsze – ludzie kupią je sami. Zmuszanie do tego zakazami to uderzenie w wolność. Dopóki OZE nie dorobi się tanich magazynów energii, węgiel pozostanie naszym najważniejszym buforem.

Czas przywrócić w transformacji rynkową logikę, zanim na ołtarzu ideologii całkowicie złożymy nasz przemysł.

opracował Teodor Wiśniewski Redakacja jas24info

foto AI

Dla tych, którzy wolą twarde fakty od politycznej nowomowy – garść źródeł do samodzielnego zgłębienia tematu:

1. Kto odpalił ten proces? (Pakiet 2008) Początek zaciskania pętli to grudzień 2008 r. To wtedy rząd Donalda Tuska (PO-PSL) zaakceptował unijny pakiet klimatyczno-energetyczny (tzw. "3x20"). To był punkt zwrotny, w którym zgodziliśmy się na drastyczne i kosztowne cięcia emisji CO2, od których dziś nie ma ucieczki.  Analiza decyzji z 2008 roku i jej konsekwencji: https://www.rp.pl/publicystyka/art14373541-pakt-klimatyczny-porazka-donalda-tuska

2. Gigantyczne koszty ETS dla Bełchatowa i Polski Bełchatów to wciąż największy emitent w Europie. System ETS został zaprojektowany tak, aby z roku na rok bezlitośnie dociskać takie elektrownie. Koszty rzędu miliardów złotych rocznie to twarda, księgowa rzeczywistość, przed którą ostrzegały same spółki energetyczne – i która finalnie ląduje na naszych rachunkach.  Dane o skali emisji i obciążeniach największych polskich elektrowni:https://www.cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/134109-polska-elektrownia-wsrod-najwiekszych-emitentow-co2-w-ue

3. Niewygodna prawda o "zielonych" śmieciach Co dzieje się ze zużytymi wiatrakami i panelami słonecznymi? Recykling potężnych łopat turbin wiatrowych (wykonanych z trwałych kompozytów) jest niezwykle trudny i drogi. W efekcie, na całym świecie powstają cmentarzyska, gdzie ogromne ilości z nich trafiają na wysypiska lub są zakopywane pod ziemią. Z kolei stare panele to tykająca bomba elektrośmieciowa, nierzadko wymagająca specjalistycznej i drogiej utylizacji ze względu na toksyczne domieszki. Prawda o recyklingu łopat turbin wiatrowych:https://globenergia.pl/wysypisko-czy-recykling-co-sie-dzieje-z-lopatami-turbin-wiatrowych-po-zakonczeniu-ich-pracy/ Wyzwania i koszty związane z utylizacją paneli fotowoltaicznych: https://www.muratorplus.pl/technika/oze/oze-pod-kontrola-recykling-paneli-fotowoltaicznych-i-turbin-wiatrowych-co-zrobic-z-odnawialnymi-zrodlami-energii-gdy-sie-zuzyja-aa-WpB1-BY1c-Dp75.html

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic