DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Dzisiaj Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej

post-img

 

Dzisiaj Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Jak braterstwo krwi i jastrzębianin Henryk Sławik ocalili tysiące żyć

Dzisiaj, 23 marca, świętujemy Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Z tej okazji w Przemyślu i Budapeszcie spotykają się prezydenci obu państw. Warto dziś przypomnieć, że słynne przysłowie „Polak, Węgier, dwa bratanki” to nie tylko uroczy historyczny frazes. To braterstwo ugruntowane krwią, wspólną walką o wolność, a także – co tu dużo ukrywać – wspólnym zamiłowaniem do dobrej kuchni. Co więcej, jedną z najważniejszych ról w tej historii odegrał syn naszej jastrzębskiej ziemi.

Oficjalne obchody na najwyższym szczeblu Dzisiejsze święto ma wyjątkową oprawę. Obchody Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej odbywają się w tym roku z udziałem głów obu państw. Program rozpoczął się około godziny 9:30 na przemyskim Rynku, gdzie Prezydent RP Karol Nawrocki uroczyście powitał Prezydenta Republiki Węgier, Tamása Sulyoka. Po oficjalnych rozmowach i oświadczeniach dla mediów w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej, obchody przenoszą się po południu na Węgry, w ramach oficjalnej rewizyty w Budapeszcie. To wyraźny sygnał dyplomatyczny, ale by w pełni zrozumieć wagę tego dnia, musimy zanurkować głębiej w naszą wspólną kulturę i historię.

Bratnie dusze oddzielone murem językowym Fenomen polsko-węgierskiej przyjaźni jest tym bardziej niesamowity, że językowo dzieli nas przepaść. Węgierski nie jest językiem słowiańskim – należy do grupy ugrofińskiej i uchodzi za jeden z najtrudniejszych do opanowania na świecie. Zrozumienie Węgra "z marszu" jest dla Polaka niemożliwe.

Co ciekawe, mimo tej bariery, w języku polskim zadomowiło się całkiem sporo zapożyczeń z języka naszych bratanków (tzw. hungaryzmów). Używamy ich na co dzień, często nie mając pojęcia o ich pochodzeniu! To stamtąd wzięły się takie słowa jak:

  • Hejnał – od węgierskiego hajnal (świt, poranek).

  • Szabla – od węgierskiego szablya.

  • Baca – od węgierskiego bacsó (główny pasterz).

  • Giermek – od węgierskiego gyermek (dziecko, chłopiec).

  • Orszak – od węgierskiego ország (kraj, państwo).

  • Dobosz – od węgierskiego dobos (bębniarz).

Mimo tych lingwistycznych smaczków, na co dzień bez tłumacza ani rusz. O wiele łatwiej dogadujemy się za to... przy stole!

Przez żołądek do serca, czyli co ląduje na polsko-węgierskim stole Węgierska kuchnia to w Polsce absolutny hit. Wszyscy kochamy esencjonalny, mocno doprawiony papryką gulasz, pikantną, ostrą węgierską kiełbasę oraz leczo(które, jako ciekawostka, na Węgrzech jada się niemal wyłącznie sezonowo). Prawdziwą furorę w Polsce, na wszelkich zlotach food trucków i jarmarkach, robi ostatnio langosz (węg. lángos). To smażony na głębokim oleju płaski placek drożdżowy. Klasycznie, po węgiersku, jada się go wytrawnie (na ostro) – z obficie roztartym czosnkiem, gęstą kwaśną śmietaną i startym żółtym serem. Polacy pokochali go jednak tak bardzo, że zaczęli tworzyć jego wariacje i chętnie zajadają się nim również na słodko (z cukrem pudrem, owocami, a nawet kremem czekoladowym).

A co Węgrzy kochają z polskiej kuchni? Tutaj czeka nas największe zaskoczenie! Otóż nasi bratankowie absolutnie ubóstwiają „placki po węgiersku”. Sęk w tym, że... na Węgrzech takie danie w ogóle nie istnieje! To w stu procentach nasz, polski wymysł gastronomiczny. Kiedy jednak Węgrzy przyjeżdżają nad Wisłę, zamawiają je na potęgę i są zachwyceni. Oprócz tego łączy nas z nimi jeszcze jedna ważna tradycja – zarówno my, jak i Węgrzy, uważamy, że nie ma rano lepszego śniadania niż solidna jajecznica usmażona z dobrą kiełbasą.

Ale nasza więź to nie tylko biesiady. W momentach najwyższej próby Polacy i Węgrzy rozumieli się bez słów, ryzykując dla siebie życie.

„Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę” Tymi stanowczymi słowami premier Węgier, Pál Teleki, odpowiedział na żądanie Adolfa Hitlera o udostępnienie węgierskich węzłów komunikacyjnych do ataku na Polskę w 1939 roku. Kiedy we wrześniu nasz kraj wykrwawiał się pod ciosami dwóch najeźdźców, a wielu sąsiadów odwróciło wzrok, Węgry – choć powiązane sojuszami z III Rzeszą – zachowały się zupełnie inaczej.

Natychmiast otworzyły swoje granice, przyjmując ponad 100 tysięcy polskich uchodźców, zarówno cywilów, jak i żołnierzy. Zapewniono im schronienie, wyżywienie, a co najważniejsze – polskim wojskowym po cichu umożliwiano ucieczkę przez „zieloną granicę” na Zachód. To stamtąd tysiące naszych żołnierzy dotarło do Francji, by zasilić formujące się tam oddziały Wojska Polskiego i walczyć dalej.

Henryk Sławik z jastrzębskiej Szerokiej – bohater trzech narodów Mówiąc o węgierskiej pomocy, my, mieszkańcy Jastrzębia-Zdroju, mamy szczególny powód do dumy. Postacią absolutnie wybitną w tej ratunkowej historii jest bowiem nasz krajan – Henryk Sławik, urodzony 15 lipca 1894 roku w jastrzębskiej Szerokiej. Ten śląski dziennikarz, powstaniec i działacz społeczny, trafił na Węgry jako uchodźca i szybko stanął na czele Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Polskimi Uchodźcami.

Jego kluczowym partnerem stał się József Antall (senior) – pełnomocnik węgierskiego rządu ds. uchodźców. Razem, na oczach hitlerowskich agentów, stworzyli genialną maszynę ratunkową. Ocalili życie około 30 tysięcy Polaków, w tym blisko 5 tysięcy polskich Żydów. Mechanizm był brawurowy: Sławik i Antall masowo wyrabiali żydowskim uchodźcom fałszywe dokumenty, nadając im polskie, katolickie nazwiska. To dzięki odwadze jastrzębianina i jego węgierskiego przyjaciela w miejscowości Vác pod Budapesztem powstał specjalny sierociniec dla żydowskich dzieci. Aby zmylić Niemców, placówka ta oficjalnie i całkowicie legalnie funkcjonowała w dokumentach jako... katolicki sierociniec dla dzieci polskich oficerów.

Syn jastrzębskiej ziemi zapłacił za swoją działalność najwyższą cenę. Gdy w 1944 roku Wehrmacht wkroczył na Węgry, Sławik został aresztowany. W trakcie brutalnych przesłuchań przez Gestapo wziął całą winę na siebie, ratując w ten sposób życie Antalla. Został zamordowany w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen. Dziś Henryk Sławik z Szerokiej jest uznawany za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata i bohatera aż trzech narodów: Polski, Węgier i Izraela.

Rok 1956: Solidarność przeciwko sowieckim czołgom Koniec II wojny światowej przyniósł naszym narodom nową okupację – oba kraje znalazły się pod sowieckim butem. Jednak duch solidarności przetrwał. Kiedy w czerwcu 1956 roku w Poznaniu polała się krew robotników, a jesienią rozpoczęła się odwilż „Polskiego Października”, Węgrzy bacznie i z nadzieją obserwowali te wydarzenia.

To właśnie jawna solidarność z Polską stała się iskrą, która doprowadziła do wybuchu Powstania Węgierskiego. 23 października 1956 roku tłumy Węgrów zebrały się w Budapeszcie pod pomnikiem generała Józefa Bema – wspólnego bohatera obu narodów z czasów Wiosny Ludów – aby wyrazić poparcie dla polskich przemian.

Gdy krótko potem na ulice węgierskiej stolicy wyjechały sowieckie czołgi, by krwawo stłumić zryw wolnościowy, Polacy nie pozostali dłużni. W całej Polsce natychmiast ruszyła masowa, oddolna akcja pomocy. Przed punktami krwiodawstwa ustawiały się gigantyczne kolejki. Do walczącego Budapesztu wysłano specjalnymi samolotami i pociągami tysiące litrów polskiej krwi, ogromne ilości leków, środków opatrunkowych oraz żywność. Co niezwykłe, ta oddolna pomoc od zrujnowanych wojną Polaków w przeliczeniu na ówczesną wartość była większa niż oficjalne wsparcie ze strony rządu USA.

Z okazji dzisiejszego święta i spotkania prezydentów obu państw, warto pamiętać o tych faktach. Polsko-węgierska solidarność to nie dyplomatyczna kalkulacja – to więź wykuta w kuchni, w trudnym do opanowania języku, ale przede wszystkim w najtrudniejszych momentach historii, w których my, jastrzębianie, mamy swój piękny, bohaterski udział.

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic