DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Cud w kopalni Rokitnica.

post-img

 

Cud w kopalni Rokitnica. Alojzy Piontek przetrwał 158 godzin pod ziemią i zapytał o mecz Górnika Zabrze

Wyobraź sobie całkowitą ciemność. Ciemność tak gęstą, że niemal można jej dotknąć. Powietrze jest gęste od pyłu, a przestrzeń wokół ciebie kurczy się do rozmiarów trumny. W takich warunkach, uwięziony 780 metrów pod ziemią, 37-letni rębacz Alojzy Piontek spędził niemal tydzień. Jego ocalenie to jedna z najbardziej niesamowitych historii w dziejach polskiego górnictwa – opowieść o nieludzkiej woli przetrwania i miłości do piłki nożnej, która potrafi przyćmić nawet widmo śmierci.

Dramat w kopalni "Mikulczyce-Rokitnica"

Był 23 marca 1971 roku. Zwykła, popołudniowa zmiana w zabrzańskiej kopalni "Mikulczyce-Rokitnica". O godzinie 16:06 potężne tąpnięcie wstrząsnęło podziemnymi korytarzami. Zawał odciął od świata 19 górników. Na powierzchni natychmiast ruszyła dramatyczna, prowadzona z narażeniem życia akcja ratunkowa.

W pierwszych godzinach udało się ocalić ośmiu mężczyzn. Jednak z każdym kolejnym dniem nadzieja bliskich zgromadzonych pod bramą kopalni gasła. Ratownicy wydobywali na powierzchnię już tylko ciała. Śląsk okrył się żałobą.

158 godzin w "paszczy diabła"

Gdy doszło do wstrząsu, Alojzy Piontek, doświadczony rębacz, znajdował się na samym przodku. Został brutalnie przyciśnięty do ściany styliskiem od własnej łopaty. W przypływie adrenaliny dokonał niemożliwego – małą, tępą blaszką oderwaną od górniczej lampy przepiłował grube drewno i wcisnął się w jedyną ocalałą szczelinę w zawałkowisku. Miała zaledwie metr długości i 70 centymetrów wysokości.

Zaczęła się mordercza walka o każdy oddech. Piontek nie miał jedzenia ani kropli wody. Aby oszukać śmierć z odwodnienia, musiał łamać ludzkie bariery:

  • Pił własny mocz, gromadząc go wcześniej w górniczym hełmie.

  • Kiedy pragnienie stawało się torturą, nakłuwał dziąsła i ssał własną krew, by choć trochę nawilżyć gardło.

  • Z głodu żuł drzazgi z odciętego trzonka łopaty.

Tracił rachubę czasu. Zapadał w letarg i budził się, wciąż otoczony mrokiem. Nie poddał się jednak ani na moment.

"Jak tam Górnik z Manchesterem?" – pytanie, które przeszło do legendy

Przełom nastąpił 30 marca, nad ranem. W 158. godzinie akcji zrezygnowani ratownicy usłyszeli dobiegający spod skał cichy głos: "To jo, Piontek, z drugij zmiany!".

Kiedy o 6:05 rano ratownicy w końcu dotarli do uwięzionego, wyczerpany górnik był przekonany, że minął zaledwie dzień, maksymalnie dwa. Zapytał o godzinę. Gdy usłyszał, że jest tuż po szóstej, odetchnął z niewyobrażalną ulgą.

Jego pierwsze słowa wywołały u ratowników łzy wzruszenia zmieszane ze śmiechem: "To beda widzioł mecz Górnika".

Piontek, zapalony kibic, był pewien, że jest środa, 24 marca – dzień wielkiego rewanżu Górnika Zabrze z Manchesterem City w Pucharze Zdobywców Pucharów. W głowie miał tylko jedno: czy zdąży na Stadion Śląski. Ratownicy musieli delikatnie wyprowadzić go z błędu: "Alojz, oni już zdążyli ten drugi mecz przegrać". Podczas gdy on walczył o życie, Górnik uległ Anglikom 0:2. (Co ciekawe, decydujący trzeci mecz w Kopenhadze odbył się dokładnie 31 marca – nazajutrz po jego ocaleniu).

Życie po cudzie

Historia ocalenia Alojzego Piontka błyskawicznie obiegła Polskę i świat. Medycy przecierali oczy ze zdumienia – poza skrajnym wycieńczeniem i stłuczeniami, organizm rębacz funkcjonował niemal bez zarzutu.

Klub Górnik Zabrze nie pozostał obojętny na los swojego najwierniejszego fana. Piontek otrzymał od drużyny dożywotni karnet na wszystkie spotkania. Nigdy więcej nie zjechał pod ziemię. Zmarł wiele lat później, dożywając 70 lat, ale jego historia na zawsze wpisała się w śląską tożsamość. To opowieść, która przypomina nam, że ludzki duch potrafi przetrwać najgłębsze ciemności – zwłaszcza, gdy na horyzoncie majaczy ważny mecz ukochanej drużyny.

źrodło JSW Związki 

opracowal Alojzy Godos

foto AI

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic