Polska krew, ukraiński front. Zapomniani rodacy z Wołynia, których nie wolno nam zostawić
To ludzie, którzy żyją w bolesnym, tożsamościowym zawieszeniu. Tam, za wschodnią granicą, nierzadko bywają wytykani jako „Polaczki”. Gdy jednak patrzą w stronę Polski – ojczyzny, którą od pokoleń noszą głęboko w sercu – zbyt często zderzają się z murem krzywdzącego niezrozumienia, słysząc w ojczyźnie przodków, że są „Ukrami” albo „ruskimi”.
W dyskusjach nad Wisłą często pada również argument o braku ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej. To bezsprzecznie ogromna narodowa tragedia i bolesna rana, która bezwzględnie wymaga prawdy oraz godnego pochówku pomordowanych. Nie możemy jednak pozwolić, by ten ból zamknął nasze oczy na teraźniejszość. Na Wołyniu wciąż są żywi Polacy – nasi rodacy, przeważnie już starsi i zmęczeni trwającą wojną, którzy tu i teraz dramatycznie potrzebują naszej pomocy. Zmarłym winniśmy pamięć i szacunek, ale żywym – realny ratunek. Pamięć o nich, wsparcie i opieka to najlepszy dowód na to, że Polska o nich nie zapomniała.
Legion Polski w Dubnie: Wsparcie, które łączy serca Wyrazem tej niezbędnej solidarności było poruszające spotkanie, które odbyło się w kościele św. Jana Nepomucena w Dubnie na Wołyniu. Przedstawiciele Legionu Polskiego, na czele z Komendantem Adamem Słomką, przybyli na miejsce, by spotkać się z rodzinami żołnierzy z naszej mniejszości.
W wydarzeniu wzięli udział członkowie Dubieńskiego Towarzystwa Kultury Polskiej z prezesem Kazimierzem Boberem oraz proboszcz, ks. dziekan kanonik Grzegorz Oważany. Zgromadziło ono ponad 30 rodzin, dla których legioniści przywieźli świąteczne pakiety oraz oficjalne listy od Sztabu Logistyki Legionu. Jak zaznaczono, pomoc materialna to tylko dodatek do tego, co najważniejsze: znaku braterstwa i świadomości duchowej jedności obu narodów w walce z rosyjskim najeźdźcą.
Cena, jaką płacą nasi rodacy Podczas spotkania ustalono imiennie dramatyczny bilans polskiej wspólnoty w Dubnie. Spośród bliskich zgromadzonych tam rodzin:
-
16 żołnierzy nadal walczy na pierwszej linii frontu,
-
8 odniosło rany w walce,
-
2 uznaje się za zaginionych bez wieści,
-
2 złożyło najwyższą ofiarę i poległo.
Za tymi liczbami kryją się łzy, modlitwa i dramaty konkretnych ludzi. W dubieńskim kościele obecna była m.in. najstarsza parafianka – urodzona w 1938 roku pani Bronisława. W jej wieku każdy kolejny dzień oczekiwania na powrót syna z frontu to niewyobrażalny ból, którego ciężar łagodzi jedynie ciągła modlitwa i nadzieja. Tuż obok niej stała pani Swietłana – młoda matka trójki dzieci. W wyniku działań zbrojnych straciła najbliższą osobę. Jej jedyną siłą do dalszego życia jest miłość do dzieci, które już nigdy nie doczekają się powrotu ojca.
Nie pozwólmy, by nadzieja zgasła W liście przekazanym przez Sztab Logistyki Polskiego Legionu mocno wybrzmiało to, że polscy ochotnicy wspierają ukraińskich żołnierzy od samego początku wojny i pozostają ich niezachwianymi sojusznikami. Każdy żołnierz z polskiej mniejszości, ramię w ramię z ukraińskim bratem broni, może liczyć na ich wsparcie i życzenie spotkania się w wolnej, pokojowej Ukrainie.
Każda z rodzin obecnych w Dubnie niesie dziś swój własny krzyż. To nie tylko żałoba po poległych, ale i kalectwo rannych oraz strach o tych, którzy wciąż bronią kraju przed agresorem. Dlatego gesty wsparcia ze strony rodaków z Polski są dziś tak bezcenne – to najprawdziwszy wyraz człowieczeństwa, współczucia i pamięci.
Spotkanie na Wołyniu zakończyło się wspólną modlitwą za wszystkich żołnierzy, ich rodziny, poległych i zaginionych. Niech ta modlitwa o szybki pokój, siłę i zwycięstwo niesie się dalej, również w naszych domach.
opracowal Antoni Godos
Redakcja jas24info
foto Legiony Polskie
