DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

1 kwietnia to nie tylko Prima Aprilis.

post-img

 

1 kwietnia to nie tylko Prima Aprilis. O fundamentach, na których zbudowano Polskę

Kiedy w kalendarzu wybija 1 kwietnia, większość z nas odruchowo przygotowuje się na żarty i tradycyjne Prima Aprilis. Warto jednak na chwilę zatrzymać się i spojrzeć głębiej w naszą historię, która pod tą datą skrywa rocznicę o kolosalnym znaczeniu. Dokładnie tego dnia, w 1656 roku, w murach katedry lwowskiej król Jan Kazimierz złożył słynne Śluby Lwowskie, powierzając państwo opiece Matki Bożej. Dziś, gdy przeżywamy Wielką Środę i przygotowujemy się do najważniejszych dni w roku liturgicznym, zyskujemy doskonały pretekst, by przypomnieć sobie, skąd wyrasta nasza cywilizacja.

Niezależnie od indywidualnego stosunku do wiary, nie sposób zignorować faktu, że polska państwowość i kultura zostały ukształtowane na fundamencie chrześcijańskim. Wszystko zaczęło się w 966 roku od strategicznego kroku Mieszka I i jego małżeństwa z czeską księżniczką Dobrawą. Ten moment włączył nas w orbitę cywilizacji łacińskiej. To właśnie z tej gleby wyrastało wszystko to, co dziś określamy mianem polskości. Nasz system wartości, sztuka, architektura czy etyka społeczna mają swoje korzenie w decyzjach sprzed ponad tysiąca lat. Chrześcijańskie dziedzictwo stanowi niezaprzeczalny rdzeń naszego trwania na mapie Europy.

Prawo i zachodnie wartości

Nasza tożsamość to nie tylko symbole, ale przede wszystkim konkretne zasady prawne, które przejęliśmy z zachodniego kręgu kulturowego (opartego na prawie rzymskim i kanonicznym). To dzięki tej „zachodniej matrycy” do dziś posługujemy się regułami, które stanowią o stabilności naszego świata. Przykłady tych zasad, które zachowały swoją formę do dziś, są fundamentem sprawiedliwości:

  • Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać. To fundament całego obrotu gospodarczego i międzyludzkiego.

  • Lex retro non agit – prawo nie działa wstecz. Zasada gwarantująca bezpieczeństwo obywatela przed samowolą władzy.

  • Nemo iudex in causa sua – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. To podstawa bezstronności sądownictwa.

Te reguły nie wzięły się z próżni – są owocem cywilizacji, która uznała godność i wolność jednostki za wartość nadrzędną.

Matczyne interwencje: Od Jasnej Góry po Wisłę

Historia Polski to także pasmo wydarzeń, które w tradycji narodowej uznaje się za dowody szczególnej opieki. Pierwszym potężnym impulsem była obrona Jasnej Góry w 1655 roku, która poprzedziła Śluby Lwowskie. To tam garstka obrońców stawiła czoła szwedzkiej potędze, co uznano za moment przełomowy, niemożliwy do wyjaśnienia jedynie kategoriami militarnymi.

Podobny charakter miał Cud nad Wisłą w 1920 roku. Gdy bolszewicka nawałnica stała u bram Warszawy, a losy nie tylko Polski, ale i całej Europy wisiały na włosku, polskie zwycięstwo zostało powszechnie odczytane jako interwencja Matki Bożej Łaskawej. Warto wspomnieć też o bitwie pod Chocimiem w 1621 roku, gdzie połączone siły polsko-litewskie powstrzymały imperium osmańskie, co również przypisywano wstawiennictwu niebios.

W tym miejscu dotykamy granicy między wiarą a nauką. Gdybyśmy potrafili w sposób matematyczny udowodnić te interwencje, zatarłaby się istota religijności. Gdybyśmy mieli absolutną, naukową pewność, boska opieka stałaby się jedynie chłodnym faktem, celem do osiągnięcia, a nie duchową drogą. Wiara wymaga zaufania pomimo braku „twardych dowodów”. Z tego aktu czystej ufności, a nie z naukowych kalkulacji, rodziła się wola walki, która ratowała nas w momentach beznadziejnych.

Dziedzictwo, którego nie trzeba się wstydzić

Dziś, w Wielką Środę, u progu Triduum Paschalnego, warto głośno powiedzieć: nie mamy powodu wstydzić się naszych chrześcijańskich korzeni. Udział w nabożeństwach Drogi Krzyżowej, wielkopostne rekolekcje czy wspólne przeżywanie Misterium Paschalnego to nie tylko wyraz wiary, ale pielęgnowanie kodu kulturowego, który przetrwał ponad tysiąc lat. To te tradycje pozwoliły nam zachować polskość pod zaborami i w czasach totalitaryzmów. Odcięcie tych korzeni oznaczałoby utratę fundamentu, na którym stoi cały gmach naszej narodowej tożsamości.

Natura nie znosi próżni. Szacunek zaczyna się od własnych korzeni

Najlepszym podsumowaniem tych rozważań niech będzie obraz z codziennego życia. Prawdziwa wielokulturowość i otwartość nie polegają na zacieraniu własnej tożsamości, lecz na spotkaniu ludzi świadomych swoich korzeni. Kiedy w moim domu goszczą wyznawcy innych religii, siadamy przy jednym stole w duchu głębokiego, wzajemnego szacunku. Im w najmniejszym stopniu nie przeszkadza chrześcijański krzyż wiszący na ścianie mojego pokoju. Z kolei ja z szacunkiem podchodzę do ich obyczajów – dbam o to, by nie podać wieprzowiny i szanuję ich tradycje. Oni z pełną akceptacją przyjmują nasze zasady, choćby to, że moja żona swobodnie towarzyszy nam przy stole. Szanujemy się nawzajem.

To właśnie tacy goście, twardo osadzeni w swoich kręgach cywilizacyjnych, przypominają mi często starą, fundamentalną prawdę. Jeśli my, jako gospodarze, nie będziemy szanować własnej wiary i kultury; jeśli zaczną nam przeszkadzać procesje Bożego Ciała, dzwony w kościołach czy wielkopostne rekolekcje, to ostatecznie wyzbędziemy się własnej istoty.

A natura nie znosi próżni. Społeczeństwo i państwo zawsze potrzebują kulturowych i duchowych ram. Jeśli dobrowolnie porzucimy własne, to puste miejsce naturalnie wypełni się czymś innym – wyrosną synagogi, meczety, a my pewnego dnia obudzimy się, żyjąc w zupełnie innej cywilizacji. Nie ma w tym stwierdzeniu cienia niechęci do innych wyznań ani rasizmu. Jest za to chłodna konstatacja i życiowa mądrość: szacunek do innych zawsze zaczyna się od szacunku do samego siebie. Naród, który przestaje cenić własne dziedzictwo, przestaje być gospodarzem we własnym domu.

opcował Alojzy Godos

redakcja Jas24info

foto AI

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic