Od euforycznego „Hosanna” po pusty grób. Wielkanoc to najbardziej ludzka z historii
Wielki Tydzień to coś znacznie więcej niż tylko fundament wiary. Od radosnej Niedzieli Palmowej aż po poranek zmartwychwstania na naszych oczach rozgrywa się uniwersalny, boleśnie prawdziwy scenariusz ludzkiego życia.
To opowieść o złudnym triumfie, cenie zdrady, ludzkich upadkach i dołach niepamięci, ale nade wszystko – o ostatecznym zwycięstwie prawdy. Zwycięstwie, w które w najtrudniejszych chwilach nie wierzą nawet ci najbardziej oddani.
Każdy z nas przechodzi w życiu przez swój własny Wielki Tydzień. Zaczyna się on najczęściej od Niedzieli Palmowej – momentu wywyższenia. To te chwile, gdy płyniemy na fali sukcesu, cieszymy się akceptacją, a otoczenie zdaje się nosić nas na rękach. Tłum krzyczy „Hosanna”, a my w swojej naiwności wierzymy, że ta przychylność jest trwała i bezwarunkowa.
Zapominamy jednak, jak niezwykle kapryśna potrafi być sympatia tłumu i jak krótka droga dzieli radosne wiwaty od brutalnego okrzyku: „Na krzyż z nim!”.
Srebrniki naszej codzienności
Zanim jednak nadejdzie czas odrzucenia, zawsze pojawia się Wielki Czwartek. Czas próby i zdrady. Zdrada rzadko przychodzi z zewnątrz; najdotkliwiej rani ta zadana przez bliskich. Wymaga ona jednak waluty.
Judasz wycenił życie Sprawiedliwego na trzydzieści srebrników. A jaka jest nasza dzisiejsza cena? Współczesne srebrniki rzadko brzęczą w kieszeniach. Znacznie częściej jest to po prostu nasz „święty spokój”. To moment, w którym przymykamy oko na kłamstwo, bo tak jest wygodniej. To nasze tchórzliwe milczenie, gdy ktoś w naszym otoczeniu jest niesprawiedliwie oskarżany.
To wreszcie potrzeba społecznej akceptacji, każąca nam dołączyć do chóru potępiających ze strachu przed wyśmianiem. Pytanie o to, ile takich niewidzialnych srebrników wzięliśmy w swoim życiu, to jeden z najcięższych rachunków sumienia.
Nasza droga krzyżowa i siła, by wstać
Po zdradzie przychodzi Wielki Piątek – czas społecznej lub dosłownej śmierci, utraty godności i bolesnego osądu. To początek drogi krzyżowej. Nasze codzienne krzyże nie są z drewna, a ścieżki rzadko przypominają krwawą Golgotę, ale dla nas, w naszej ludzkiej mierze, bywają ciężarem nie do uniesienia.
Cierpienie przyjmuje różne twarze: czasem to nagła, wyniszczająca choroba, innym razem paraliżujący ból rozstania, zdrada czy publiczne poniżenie.
W tej drodze – tak samo jak niosący krzyż Chrystus – potykamy się i upadamy na twarz. Tradycja mówi o trzech upadkach Jezusa, ale ile razy my upadamy w naszym życiu? Pomyślmy o człowieku zmagającym się z demonem uzależnienia, który po wielu latach czystej, z trudem wywalczonej abstynencji nagle łamie się i upada. Wydaje się, że wszystko stracone. Czy to koniec? Absolutnie nie. Istotą tej drogi nie jest to, by nigdy nie upaść, ale by za każdym razem znaleźć w sobie siłę na podniesienie się.
Błądzić i mylić się to rzecz arcyludzka. Najważniejsze to wstać, otrzepać kolana i iść dalej w stronę celu, wyciągając naukę, by nie powtarzać tych samych błędów.
Światło w mroku i sprawiedliwi wśród narodów
Kiedy zapada wyrok, przychodzi czas pogrzebu. Warto jednak w tym miejscu zatrzymać się nad niezwykle ważną lekcją płynącą z ewangelicznej historii. Nawet w najczarniejszych momentach, wśród obojętnego tłumu, a nawet w kręgach elit, które wydały wyrok, znajdują się ludzie wielkiego serca.
Ciało Jezusa z najwyższym szacunkiem pochowali Józef z Arymatei i Nikodem, oddając Mu nowy, przygotowany dla siebie grób.
To przypomina nam o fundamentalnej prawdzie: to nie narody tworzą zło, lecz konkretni ludzie. Tak jak wśród Polaków zdarzali się donosiciele, tak w narodach, z którymi łączą nas trudne, krwawe karty historii – wśród Niemców, Rosjan, Ukraińców czy Żydów – byli też prawdziwi bohaterowie.
Ludzie, którzy z narażeniem życia własnego i swoich rodzin ratowali polskich sąsiadów przed śmiercią. Nie wolno nam potępiać całych narodów. Naszym obowiązkiem jest potępiać zło, totalitaryzmy i złe uczynki, jednocześnie mając odwagę docenić dobro w pojedynczym człowieku.
Doły śmierci i szok pustego grobu
Niestety, historia zna też inne pogrzeby. Te dokonywane pod osłoną nocy, ze wstydem, w ukryciu przed światem, bez konduktu żałobnego i elementarnego szacunku dla człowieka. Oprawcy od zawsze wierzyli, że wrzucając ofiary do bezimiennych dołów, pogrzebią również prawdę. To las katyński, to warszawska „Łączka” i dziesiątki innych miejsc, gdzie zrzucano ciała Żołnierzy Wyklętych, przysypując je wapnem i stertą śmieci. Miała po nich zostać tylko cisza.
Gdy kamień zatacza się na grób z ciałami bohaterów albo na grób naszej reputacji, ogarnia nas paraliżująca beznadzieja. My, znając zakończenie ewangelicznej historii, powtarzamy dziś łatwo: „trzeba po prostu poczekać do niedzieli”. Ale prawda jest inna: apostołowie w Wielki Piątek wcale nie czekali z nadzieją na cud. Uciekli w popłochu, zwątpili w sens wszystkiego i zamknęli się w Wieczerniku. Nawet kobiety, idące wczesnym niedzielnym porankiem do grobu, niosły wonności, by namaścić martwe ciało. Szły na cmentarz, a nie na spotkanie Zwycięzcy.
Dlatego właśnie Wielkanoc uderza w nas z tak wielką siłą. Szok pustego grobu przypomina przerażonym apostołom i przypomina dzisiaj nam, że ludzkie wyroki nigdy nie są ostateczne. Kłamstwo, nawet to powtarzane przez lata, ukryte w dołach śmierci i zasypane wapnem, ma krótki żywot. Prawda ostatecznie zawsze wychodzi z grobu. Niezależnie od tego, jak ciężki kamień na nią wytoczymy.
Tego właśnie ostatecznego triumfu Prawdy i Dobra w Państwa codziennym życiu życzy redakcja jas24info. Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!
redakcja portalu jas24info
