Górnicy z JSW dotrzymali słowa. Teraz płacą za cudzy chaos i decyzyjny bezwład
Kiedy Jastrzębska Spółka Węglowa znalazła się nad przepaścią, to zwykli pracownicy wykonali pierwszy krok, by ją ratować. Zgodzili się na bolesne cięcia, wierząc w zapewnienia o rządowym wsparciu. Dziś, jak alarmują związkowcy w liście otwartym do władz państwa, obiecanych miliardów nie ma, a zamiast ratunku, załoga obserwuje wyprzedaż majątku i niezrozumiały chaos. Z perspektywy Jastrzębia-Zdroju ta sytuacja wygląda na dramatyczny brak kompetencji decydentów.
W biznesie, podobnie jak w życiu, fundamentem jest dotrzymywanie umów. Porozumienie zawarte między stroną społeczną a zarządem JSW było jasne i wymagało od załogi olbrzymiego poświęcenia. Górnicy, mając świadomość trudnej sytuacji zakładu, wzięli na swoje barki ciężar ratowania firmy. Zrezygnowali z części wynagrodzeń i świadczeń. Załoga zacisnęła zęby i zapłaciła z góry.
Co otrzymała w zamian?
Zgodnie z informacjami zawartymi w upublicznionym właśnie liście otwartym Reprezentatywnych Organizacji Związkowych JSW S.A. (skierowanym m.in. do Prezydenta RP i Premiera), do końca marca 2026 roku spółka miała otrzymać trzymiliardowy zastrzyk finansowy gwarantujący jej płynność. Termin minął, pieniędzy nie ma, a ze strony Ministerstwa Aktywów Państwowych i zarządu płynie niepokojąca cisza, przerywana komunikatami o zbywaniu kolejnych spółek.
Wyprzedaż zamiast strategii
Trudno dziwić się rosnącemu oburzeniu związków zawodowych. Z punktu widzenia pracownika, obecne działania przypominają rozpaczliwe łatanie dziurawego statku deskami wyrwanymi z pokładu. Przedsiębiorstwo Budowy Szybów czy Jastrzębskie Zakłady Remontowe to aktywa, które już zmieniają właściciela wewnątrz struktur Skarbu Państwa.
Związkowcy nazywają to wprost „wyprzedażą sreber rodowych”. Nawet jeśli z punktu widzenia doraźnej księgowości pozwala to na chwilowe zasypanie dziury budżetowej, strategicznie jest to pozbawianie JSW jej naturalnego zaplecza. Załoga ma pełne prawo pytać: gdzie jest długofalowy plan? Czy zarząd ma jakąkolwiek wizję wyjścia z kryzysu, poza zbywaniem tego, co jeszcze przedstawia wartość?
Cień sanacji i lęk o przyszłość
Wobec tak szokującej inercji decyzyjnej i braku – jak punktuje strona społeczna – kompetentnego zarządzania kryzysowego, w Jastrzębiu-Zdroju zaczynają rodzić się najgorsze obawy. Związkowcy głośno mówią o widmie sanacji lub upadłości, żądając odrzucenia scenariuszy, które miałyby służyć "obejściu zobowiązań wobec pracowników".
Dla załogi słowo "sanacja" nie oznacza uzdrowienia. W świetle polskiego prawa restrukturyzacyjnego oznacza ono nierzadko cięcia, możliwość omijania układów zbiorowych pracy i anulowanie wywalczonych przez dekady gwarancji. Jeśli przedłużający się brak finansowania to efekt jedynie nieudolności elit zarządzających – jest to sytuacja tragiczna. Jeśli jednak chaos ten miałby ostatecznie uderzyć w prawa pracownicze – byłby to scenariusz dla całego regionu katastrofalny.
Czas na odpowiedzialność
Jastrzębie-Zdrój i tysiące rodzin związanych z JSW nie mogą być zakładnikami przeciągających się analiz czy kadrowych targów. Strona społeczna wyłożyła karty na stół i spełniła swoje obietnice, wykazując się dojrzałością, jakiej oczekuje się od wyższych szczebłów.
Pięć głównych postulatów wystosowanych przez związki to sygnał ostrzegawczy z samego dna kopalni. Żądania są racjonalne: natychmiastowa gotówka, jasny harmonogram działań ratunkowych, instrumenty osłonowe, powoływanie władz według klucza kompetencyjnego i gwarancja ochrony praw pracowniczych.
Górnicy swój egzamin z odpowiedzialności za firmę już zdali. Dziś piłka jest wyłącznie po stronie właściciela.
List Otwarty skierowanym m.in. do Prezydenta RP i Premiera
673245563_1455859729574400_7255804228470976952_n.jpg
673617086_1455859856241054_8750267018481663567_n.jpg
674384965_1455859939574379_7563232762842402128_n.jpg
źródło;JSW Związki
opracował Alojzy Godos

%20(400%20x%20300%20px).png)