Matematyka historii. Czego pierwsi Piastowie uczą nas o dzisiejszym Jastrzębiu i metodach niszczenia?
Złudzeniem jest myśleć, że nasze dzisiejsze, lokalne problemy są wyjątkowe. Historia ludzkości, polityki i rozwoju miast to nic innego jak precyzyjny, powtarzalny algorytm. To dziejowa sinusoida, w której po każdym wielkim wzlocie następuje wyczerpanie, kryzys gospodarczy, a następnie niezwykle bolesny proces naprawy. Dziś, 23 kwietnia, wspominając św. Wojciecha i polityczny geniusz pierwszych Piastów, warto spojrzeć na Jastrzębie-Zdrój. To, co obecnie obserwujemy na naszym podwórku, to precyzyjne odtworzenie starego, historycznego skryptu.
Metody niezmienne od tysiącleci
Każda potęga zaczyna się od odważnych ruchów i budowy solidnych fundamentów. Dla polskiej państwowości był to chrzest i genialne, strategiczne wykorzystanie przez Bolesława Chrobrego misji św. Wojciecha. Jastrzębie-Zdrój również miało swój wielki czas budowy – epokę czarnego złota, solanek i historycznych porozumień, które ukształtowały tożsamość regionu.
Jednak matematyka historii jest bezlitosna: po każdym Chrobrym w naturalny sposób przychodzi czas Mieszka II. Przychodzi władca, który dziedziczy państwo w kryzysie i musi ratować to, co z niego pozostało. To jest właśnie ten etap sinusoidy, na którym znajduje się obecna władza w Jastrzębiu, próbując zatrzymać postępujący rozkład i wyciągnąć miasto z wieloletniego marazmu.
Co najbardziej uderzające, metody krytykantów walczących z reformami są dziś identyczne, jak przed tysiącem lat. W czasach Mieszka II, gdy konieczne było twarde zarządzanie kryzysem, natychmiast uaktywnili się ci, którym zależało na chaosie. Ich taktyka była prosta: zniszczyć to, co nowe (atak na wiarę chrześcijańską podczas tzw. reakcji pogańskiej), wywołać wewnętrzny bunt i ostatecznie wezwać na pomoc obce siły (interwencje niemieckie i ruskie w 1031 r.), byle tylko obalić prawowitych gospodarzy.
Dziś narzędzia uległy cyfryzacji, ale sam algorytm pozostaje nietknięty. Szczucie, sabotaż, podburzanie tłumów dla własnych, wąskich interesów politycznych i korzystanie z zewnętrznych nacisków na szkodę własnego miasta – to wciąż ta sama, stara szkoła niszczenia.
Dlaczego krzyczymy, gdy ktoś wreszcie sprząta?
Obecna fala hejtu wobec trudnych decyzji podejmowanych w Jastrzębiu-Zdroju rozbija się o trzy powtarzalne, historyczne etapy:
-
Szok zrealizowanego faktu: Kiedy to, co przez lata wydawało się niemożliwe do naprawienia (bo było najzwyczajniej w świecie wygodnie zamiatane pod dywan), nagle staje się zrealizowanym faktem, u wielu środowisk zamiast radości pojawia się popłoch. Realna praca u podstaw z dnia na dzień burzy ich dotychczasową narrację o rzekomej "lokalnej niemocy".
-
Konieczność cięć i rygoru: Nowe kierownictwo nie ma już marginesu na pudrowanie rzeczywistości. Kończy się czas łatwych, populistycznych rozwiązań. Zaczynają się wymogi, dyscyplina finansowa i wprowadzanie twardych porządków.
-
Bunt i zawiść: Wybucha oburzenie. Najgłośniej i najwulgarniej krzyczą ci, którym właśnie odebrano dawną strefę komfortu, oraz ci, którzy nie mają elementarnego pojęcia o gigantycznych kosztach i ciężarze zarządzania kryzysem.
Zwycięstwo nienawiści i chaosu w czasach Piastów zaowocowało upadkiem autorytetów, ruiną kraju i długotrwałym rozbiciem dzielnicowym. Warto więc zadać sobie pytanie: czy Jastrzębie, z uporem niszcząc tych, którzy dziś starają się utrzymać stery w czasie gospodarczej burzy, zafunduje sobie całkowity rozkład? Czy naprawdę będziemy musieli czekać kolejne dziesiątki lat udręki, pogrążając miasto w stagnacji, aż pojawi się lokalny "Władysław Łokietek", który na nowo scali zrujnowane dziedzictwo?
Zamiast puenty: Próbowałem
Wyprzedzając zarzuty etatowych krytykantów, należy jasno zaznaczyć jedną rzecz: szukanie w tym felietonie jedynie pochwał dla obecnej władzy jest wielkim błędem i brakiem zrozumienia tekstu. Tu nie o chwalenie kogokolwiek chodzi. Najbardziej fascynujące, a zarazem najbardziej przejmujące jest to, że pomimo upływu tysiąca lat my jako społeczeństwo wciąż z uporem maniaka powtarzamy dokładnie te same historyczne błędy. Nic się nie zmienia.
Mam pełną świadomość, że ten materiał wywoła w sieci kolejną falę gniewu. Trudno. Wiem, że nie potrafię zmusić wszystkich do samodzielnego, krytycznego myślenia o przyszłości naszego miasta. Jako autor z pewnością jestem za słaby, aby w pojedynkę wygrać z masową falą zawiści. Mam na to jednak tylko jedną odpowiedź: próbowałem.
Kto chce wyciągnąć z tej surowej lekcji historii wnioski – niech czyta i analizuje. Kogo cieszą wyłącznie internetowe utarczki i destrukcja – droga wolna. Prawda jest jednak taka, że z faktami i bezlitosną matematyką dziejów po prostu się nie dyskutuje. One ostatecznie i tak zweryfikują nas wszystkich.
opracował Alojzy Godos
redakcja jas24info
foto AI

%20(400%20x%20300%20px).png)