DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Gorzki smak „Zwycięstwa"

post-img

Koniec Drugiej Wojny Światowej: Gorzki smak „Zwycięstwa”. Między niemieckim piekłem a sowiecką smyczą

8 maja 1945 roku. Kiedy na głównych ulicach Londynu, Paryża i Nowego Jorku lał się szerokim strumieniem szampan, a zachodnie społeczeństwa w radosnej ekstazie świętowały ostateczny triumf nad Trzecią Rzeszą, nad Polską zaciskała się już nowa, śmiertelna pętla.

Podczas gdy amerykańscy żołnierze w świetle reporterskich fleszy całowali dziewczyny na nowojorskim Times Square, na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej oraz na prawobrzeżnej warszawskiej Pradze – w osławionym więzieniu „Toledo” czy na Zamku w Lublinie – komunistyczni oprawcy od miesięcy zrywali paznokcie i miażdżyli kości polskim patriotom. W tym samym czasie, w lewobrzeżnej, obróconej w perzynę Warszawie, aparat terroru właśnie instalował swoje krwawe struktury.

Zrujnowane ulice wkrótce miały stać się świadkami nowego dramatu, a piwnice przy ulicy Koszykowej i więzienie na Mokotowie już szykowano na przyjęcie kolejnych ofiar, by zamienić je w prawdziwe fabryki śmierci dla bohaterów podziemia. Zmienił się tylko mundur oprawcy i język, w jakim wykrzykiwano bezwzględne rozkazy.

Dla wolnego świata zbrojny koszmar dobiegł końca. Dla Polski rozpoczął się nowy dramat totalitarnej niewoli. Prawda o maju 1945 roku to historia głęboko przesiąknięta cynizmem największych światowych mocarstw, brutalną zdradą sojuszników i niewyobrażalnym poświęceniem polskiego żołnierza. Nadszedł czas, aby spojrzeć na tamte historyczne dni bez żadnego znieczulenia i zrzucić zasłonę milczenia.

Krew na wszystkich frontach świata: Od Narwiku po ruiny Berlina

Zanim przejdziemy do wielkiej zdrady, musimy przypomnieć o ogromnej cenie, jaką Polacy zapłacili, naiwnie wierząc w sojuszniczą lojalność. Państwo polskie było jedynym, które przeciwstawiło się zbrojnie niemieckiej agresji w 1939 roku, nie mając absolutnie żadnych szans na samodzielne zwycięstwo, i które nigdy formalnie nie złożyło broni. Polski żołnierz walczył od pierwszego do ostatniego dnia, rozsiewając swoje kości na wszystkich kontynentach.

To polscy lotnicy rozrywali na strzępy formacje niemieckich bombowców, ocalając brytyjskie niebo w przełomowej Bitwie o Anglię. To polska piechota własnymi ciałami torowała sprzymierzonym wojskom drogę na Rzym, zdobywając strome i zbroczone krwią stoki Monte Cassino.

Nasi żołnierze zamarzali w norweskim Narwiku, umierali z pragnienia i od ran na rozpalonych piaskach afrykańskiego Tobruku, zamykali żelazny kocioł pod francuskim Falaise i spadali z nieba prosto w niemiecki ogień pod holenderskim Arnhem.

W tym samym czasie, w okupowanym i zniewolonym kraju, funkcjonował absolutny ewenement na skalę całego świata – Polskie Państwo Podziemne. Potężna Armia Krajowa, licząca setki tysięcy zaprzysiężonych żołnierzy, prowadziła twardą, wyniszczającą walkę dywersyjną, której tragicznym i krwawym apogeum było Powstanie Warszawskie.

Heroiczna i dramatyczna próba ratowania narodowej suwerenności przed wkroczeniem sowieckich wojsk, które ostatecznie przez dwa miesiące stały bezczynnie na prawym brzegu Wisły, z zimną krwią patrząc, jak niemieckie oddziały systematycznie równają polską stolicę z ziemią.

8 czy 9 maja? Moskiewski zegar i brutalna kradzież historii

Fundament komunistycznego kłamstwa wdrukowywano w umysły Polaków przez całe dziesięciolecia. Dlaczego zmuszano naród do świętowania 9 maja, podczas gdy cały cywilizowany Zachód oddawał cześć poległym dzień wcześniej?

Niemcy podpisali akt bezwarunkowej kapitulacji 7 maja 1945 roku we francuskim mieście Reims. Dokument miał ostatecznie wejść w życie 8 maja o godzinie 23:01. Jednak Józef Stalin wpadł w morderczą furię. Sowiecki dyktator absolutnie nie mógł znieść faktu, że to nie w Berlinie, zrównanym z ziemią przez Armię Czerwoną, dobito niemiecką bestię.

Zażądał bezwzględnego i stanowczego powtórzenia ceremonii. Zorganizowano ją w nocy z 8 na 9 maja w berlińskiej dzielnicy Karlshorst. Gdy niemiecki feldmarszałek Wilhelm Keitel składał podpis o godzinie 22:43 czasu środkowoeuropejskiego, w Moskwie wybiła już godzina 00:43 dnia 9 maja.

To nie był wyłącznie nic nieznaczący, historyczny detal. To był akt brutalnej dominacji. Narzucenie tej konkretnej daty całej Europie Wschodniej stanowiło symboliczne odcięcie naszego regionu od zachodniego kręgu cywilizacyjnego. Mieliśmy od teraz żyć, oddychać i świętować wyłącznie według moskiewskiego czasu i na dyktowanych przez Kreml warunkach.

Jałtańska zdrada i haniebne milczenie nad katyńskimi dołami

Kiedy polska krew lała się na frontach, brytyjski premier Winston Churchill wygłaszał płomienne przemówienia o wdzięczności i niespłacalnym długu. Ale w zacisznych gabinetach Teheranu i Jałty, gdzie bezwzględnie kreślono nowe granice świata, zachodni przywódcy przehandlowali Polskę za fałszywe obietnice Józefa Stalina. Zrobili to bez najmniejszego drgnienia powieki.

Usprawiedliwianie tego politycznego ruchu zmęczeniem wojną nie ma absolutnie żadnych moralnych podstaw. Oddanie całej połowy kontynentu pod brutalny sowiecki but to nie była żadna wyższa, geopolityczna konieczność. To było wyjątkowo cyniczne, moralnie zepsute umycie rąk przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię.

Najdobitniejszym symbolem tego upadku moralnego jest przerażająca zbrodnia w Katyniu. Wiosną 1940 roku sowiecki Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych strzałem w tył głowy zamordował blisko 22 tysiące polskich oficerów, stanowiących elitę intelektualną i wojskową narodu.

Gdy w 1943 roku masowe groby w lesie katyńskim zostały odkryte, rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii doskonale wiedziały, kto dokładnie pociągał za spust. Co w tej sytuacji zrobili wielcy obrońcy zachodniej demokracji? Założyli na własne usta polityczny knebel.

Brytyjska cenzura bezwzględnie tłumiła polskie krzyki o sprawiedliwość, ukrywając potworną zbrodnię dokonaną na własnych sojusznikach, byle tylko w najmniejszym stopniu nie urazić sowieckiego mordercy przy stole negocjacyjnym.

Krew w błocie Frontu Wschodniego. Żołnierski dramat i cyniczne wykrwawienie

Najbardziej rozdzierający serce jest tragiczny los żołnierzy wcielonych do Ludowego Wojska Polskiego, formowanego na wschodzie u boku Armii Czerwonej. Należy z całą mocą i wyrazistością podkreślić, kim byli ci ludzie. Byli to przede wszystkim polscy obywatele, łagiernicy i wycieńczeni zesłańcy syberyjscy, którym po prostu nie udało się dotrzeć na czas do armii generała Władysława Andersa ewakuowanej do Iranu. Byli to ludzie zgubieni w bezkresie nieludzkiej ziemi i wyniszczeni morderczym głodem.

Dla nich żołnierski mundur z polskim orzełkiem stanowił jedyny bilet ucieczki z syberyjskiego piekła. Szli na zachód z krystalicznie czystym sercem, chcąc po prostu walczyć z Niemcami o wolną ojczyznę.

Zostali jednak potraktowani przez komunistycznych oficerów politycznych i sowieckie dowództwo jak wyjątkowo tanie mięso armatnie. Krwawa bitwa pod Budziszynem w kwietniu 1945 roku pochłonęła blisko 20 tysięcy zabitych i rannych żołnierzy polskiej Drugiej Armii. Oficjalna historiografia zwala całkowitą winę za tę potworną masakrę na tragiczne błędy, rażącą niekompetencję i alkoholizm generała Karola Świerczewskiego. Spójrzmy jednak historycznej prawdzie prosto w oczy, znając absolutne wyrachowanie i okrucieństwo sowieckiego reżimu.

Czy sowieckie dowództwo, stanowczo odmawiając wsparcia polskim oddziałom w krytycznym momencie, nie posłało tych młodych chłopców na rzeź z pełną, zimną premedytacją? Masowe wykrwawienie najbardziej patriotycznego, zaprawionego w ciężkim boju i zdeterminowanego elementu polskiego narodu tuż przed zakończeniem wojny idealnie torowało drogę do późniejszej, bezproblemowej sowietyzacji kraju.

Hańba Defilady Zwycięstwa i brytyjski rynsztok historii

Dnia 8 czerwca 1946 roku w Londynie odbyła się gigantyczna Defilada Zwycięstwa. Zaproszono reprezentacje wojskowe z całego globu. Maszerowali z dumą żołnierze z odległego Fidżi, Meksyku, a nawet z Iraku. Zabrakło miejsca tylko dla jednego walczącego narodu – Polaków. Czwarta największa siła militarna koalicji antyhitlerowskiej została całkowicie wymazana z obrazka, ponieważ brytyjski rząd śmiertelnie bał się długiego cienia Józefa Stalina.

Polscy lotnicy, niezłomni obrońcy brytyjskiego nieba, mogli jedynie stać na brzegach londyńskich chodników ze łzami w oczach, brutalnie spychani w niepamięć.

Powojenne losy naszych wspaniałych dowódców to najmocniejszy policzek wymierzony ludzkiej sprawiedliwości:

  • Generał Stanisław Maczek, genialny i niepokonany taktyk Pierwszej Dywizji Pancernej, wyzwoliciel holenderskiej Bredy. Pozbawiony przez komunistów polskiego obywatelstwa, został przez Brytyjczyków całkowicie pozbawiony wojskowej emerytury i do późnej starości harował jako zwykły barman w edynburskim hotelu.

  • Generał Stanisław Sosabowski, wielka legenda spod holenderskiego Arnhem. Po tym, jak brytyjscy oficerowie bezczelnie i niesprawiedliwie zrzucili na niego całkowitą winę za wielkie fiasko operacji powietrznodesantowej, spędził resztę życia jako skromny magazynier w londyńskiej fabryce produkującej silniki elektryczne.

A jaka brutalna rzeczywistość nadeszła w zniewolonym kraju? Rotmistrz Witold Pilecki – niezłomny oficer, który z własnej woli poszedł do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, by zorganizować tam w konspiracji obozowy ruch oporu – zaledwie dwa lata po wojnie trafił w ręce komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa.

Po niezwykle brutalnym śledztwie na Rakowieckiej usłyszał wyrok śmierci od polskojęzycznych oprawców. „Oświęcim to była igraszka” – zdążył wyznać swojej żonie podczas ostatniego widzenia. Zginął od strzału w potylicę w więzieniu mokotowskim. Podobny, tragiczny los spotkał generała Augusta Emila Fieldorfa pseudonim „Nil”, dowódcę elitarnego Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej, zamordowanego na powojennej szubienicy.

Pamięć to nasza jedyna i najpotężniejsza broń

Wolny Zachód, pompując w Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich gigantyczne środki wojskowe, wyposażył totalitarną hydrę, która natychmiast po kapitulacji Niemiec stała się śmiertelnym zagrożeniem dla świata. Niszcząc brunatny faszyzm, nieświadomie wyhodowano potężną, czerwoną dyktaturę.

Jako dumny naród nie mamy absolutnego prawa o tym wszystkim zapomnieć. Każda kropla potu generała Stanisława Maczka wylana za barem, każda kropla krwi przelana na piaskach Tobruku, pod Budziszynem i w mrocznych katowniach Urzędu Bezpieczeństwa to niezatarty testament wolnej i niepodległej Polski.

Pamięć o tej wielkiej zdradzie i niewiarygodnym męstwie musi w nas płonąć jak najjaśniejszy ogień. O własną narodową suwerenność zawsze trzeba walczyć do ostatniej kropli krwi, opierając się wyłącznie na własnych siłach i prawdzie historycznej.

opracował Antoni Godos

redakcja jas24info

 

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic