DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Przewrót majowy 1926

post-img

Przewrót majowy 1926. Wiosna, która wezbrała krwią: lekcja z pękniętej historii Polski i niepokojące stulecie déjà vu

Dokładnie sto lat temu, 11 maja 1926 roku. Poranek pachniał wiosną. Z pozoru był to zwykły dzień, jednak ten ciepły wiatr niósł nad Polską zapach nadciągającej katastrofy. Zaledwie kilkanaście godzin dzieliło wojsko od wyjścia z koszar, a stołeczne mosty od spłynięcia bratnią krwią. Jak doszło do tego, że niespełna dekadę po odzyskaniu niepodległości, naród rzucił się sobie do gardeł? I czy ten jeden, majowy wstrząs nie jest przypadkiem bolesnym lustrem, w którym odbija się nasza dzisiejsza rzeczywistość?

Karty historii nie przesuwają się w jednostajnym tempie. Czasem miesiącami tkwią w martwym punkcie, by nagle zrujnować cały dotychczasowy porządek. Odrodzona w 1918 roku Rzeczpospolita była cudem, na który pokolenia czekały przez 123 lata. Szybko jednak okazało się, że wolność to nie tylko euforyczne świętowanie, ale przede wszystkim morderczy test dojrzałości.

Akcja i reakcja. Zatrute powietrze i krew pierwszego prezydenta

W fizyce i w historii obowiązuje to samo, nieubłagane prawo: każda akcja wywołuje reakcję. Wydarzenia z maja 1926 roku nie wzięły się znikąd – były bezpośrednim skutkiem tragedii, która rozegrała się zaledwie cztery lata wcześniej. Młoda demokracja w błyskawicznym tempie zamieniła się w wylęgarnię patologii. Poselskie mandaty, mające stanowić najwyższą służbę, stały się walutą w prywatnych, kuluarowych targach.

Prawdziwy dramat rozpoczął się w grudniu 1922 roku. Zgromadzenie Narodowe wybrało na pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza. Prawicowa opozycja, oburzona faktem, że o zwycięstwie przesądziły głosy mniejszości narodowych, rozpętała bezprecedensową kampanię brutalnej nienawiści. Politycy odzierali głowę państwa z godności, nazywając go „zawadą” i nawołując do otwartego nieposłuszeństwa.

Zapomnieli jednak, że słowa mają potężny ciężar. Rzucona w tłum nienawiść zawsze w końcu znajduje kogoś, kto pociągnie za spust. Zaledwie kilka dni po zaprzysiężeniu, w warszawskiej galerii Zachęta, z rąk fanatyka ginie prezydent Narutowicz. Krew na marmurowych schodach była ostatecznym dowodem na to, że polityczna pycha i skrajna polaryzacja potrafią zabić własne państwo od środka. Józef Piłsudski nigdy tego klasie politycznej nie wybaczył. Zrozumiał, że parlamentaryzm w tym wydaniu to chaos prowadzący naród nad przepaść.

Zewnętrzna pętla i widmo „państwa sezonowego”

Gdy Polacy skakali sobie do gardeł w gmachu Sejmu, na arenie międzynarodowej trwała metodyczna akcja duszenia młodej Rzeczypospolitej. Państwa, które przez ponad wiek tuczyły się na naszych zaborach, nie mogły znieść powrotu Polski na mapę.

W niemieckiej i sowieckiej dyplomacji Polskę pogardliwie określano mianem Saisonstaat – „państwa sezonowego”, historycznej pomyłki, która lada moment sama się zapadnie. Robiono wszystko, by ten proces przyspieszyć:

  • W 1925 roku wybuchła rujnująca wojna celna z Niemcami, wycelowana w doprowadzenie polskiej gospodarki do bankructwa.

  • Niedługo potem mocarstwa podpisały pakt w Locarno, gwarantując nienaruszalność granic na zachodzie Europy, celowo otwierając furtkę do rewizji granic wschodnich – w tym terytorium Polski.

  • Wiosną 1926 roku, na kilka tygodni przed przewrotem, Berlin zacieśnił współpracę z Moskwą, odnawiając sojusze do złudzenia przypominające zbrodnicze układy rozbiorowe.

Europejscy politycy cynicznie czekali na nasz błąd. Skłócony i sparaliżowany partyjnymi wojnami polski Sejm podawał im ten błąd na tacy.

11 maja 1926: Gniew ulicy i uderzenie w stół

W oczach zdesperowanej, dręczonej biedą i inflacją ulicy, elity budujące odrodzoną ojczyznę przeistoczyły się w zaślepioną wpływami kastę. Kastę gotową poświęcić bezpieczeństwo kraju na ołtarzu personalnych wojen. Zdegustowany Józef Piłsudski, przebywający na politycznej emigracji w dworku w Sulejówku, długo patrzył na ten rozkład. Kiedy jednak do władzy wrócił układ polityczny odpowiedzialny za chaos, a widmo utraty suwerenności stało się realne – uderzył pięścią w stół. Już 11 maja rozpoczął się marsz, którego nie dało się zatrzymać.

Dwa światy: Wrząca Warszawa i śląski spokój

Aby w pełni zrozumieć dramatyzm tamtych dni, musimy przenieść wzrok ze stolicy na południe. W maju 1926 roku, gdy w Warszawie narastał bunt, w rozkwitającym Jastrzębiu-Zdroju rytm życia wyznaczał zupełnie inny zegar. Kuracjusze niespiesznie spacerowali po Parku Zdrojowym. Pozory jednak myliły.

Śląsk był politycznym lwem, a jego niekoronowanym królem pozostawał Wojciech Korfanty – potężny przeciwnik Piłsudskiego. Gdy 12 maja telegrafy w jastrzębskim urzędzie pocztowym zaczęły wybijać depesze o zbrojnym marszu na Belweder, nastroje na Śląsku drastycznie różniły się od tych w stolicy. O ile Warszawa witała wojska Piłsudskiego z nadzieją, na południu – w bastionie Korfantego – przewrót majowy traktowano z najwyższym niepokojem. Ten bolesny podział obnażał tytaniczne wyzwanie: zszycie państwa na nowo po 123 latach zaborczej tresury wciąż było procesem nieukończonym.

Szachownica Naczelnika i gra o przetrwanie państwa

Gdy opadł bitewny kurz, a rządy parlamentarne legły w gruzach, Józef Piłsudski pokazał swoje prawdziwe oblicze. Nie był dyktatorem żądnym krwi, lecz chłodnym strategiem państwowym. Choć Zgromadzenie Narodowe chwilę później wybrało go na prezydenta, odmówił. Nie chciał korony; chciał sprawczości.

Na najwyższe stanowisko wskazał Ignacego Mościckiego – wybitnego chemika, naukowca o światowej renomie, z sukcesami budującego polski przemysł. Ten mistrzowski manewr uciął międzynarodowe spekulacje o powołaniu „wojskowej junty”. Twarzą poukładanej na nowo Polski stał się szanowany profesor.

Piłsudski traktował politykę jak partię szachów. Potrafił zjednać sobie środowiska robotnicze, których strajki zablokowały transporty wojsk rządowych, unikając rozlania się totalnej wojny domowej na cały kraj. Odizolował na margines skrajności zagrażające bytowi państwa. Wszystkie te ruchy wynikały z nadrzędnego celu: stworzenia najsilniejszej, zdolnej przetrwać Polski w starciu z rosnącymi w siłę, totalitarnymi bestiami na wschodzie i zachodzie.

Przerażające Déjà vu. Czy dziś znów jesteśmy solą w oku Europy?

Zgłębiając historię Polski, trudno oprzeć się jednemu, przenikliwemu wrażeniu. Zmieniają się daty na kartach kalendarza, stroje i technologie, ale błędy pozostają dokładnie te same.

Czytając w rocznicę przewrotu o maju 1926 roku – o podzielonym społeczeństwie, brutalnym języku polityki prowadzącym do tragedii i zewnętrznych potęgach czekających na naszą wewnętrzną słabość – trudno nie poczuć przejmującego dreszczu déjà vu. Czy i dziś nie jesteśmy świadkami prób niszczenia jedności narodowej od wewnątrz? Czy polaryzacja znów nie stawia brata przeciwko bratu? I czy wokół naszych granic znów nie toczy się geopolityczna gra, w której obcy gracze z radością wykorzystują każdy nasz wewnętrzny konflikt?

Musimy pamiętać o potencjale, jaki drzemie w tym państwie. To stąd wywodzą się umysły i charaktery zmieniające bieg dziejów. To ta ziemia wychowała Papieża Polaka, którego postawa skruszyła fundamenty komunizmu. To naród potrafiący w najczarniejszych godzinach wygenerować najwyższą elitę gotową do odbudowy dumnej Rzeczypospolitej.

I tu rodzi się najważniejsze pytanie: czy ta wizja – Polska mocna, bogata, niezależna, z mądrym i zjednoczonym narodem – wciąż nie jest największą solą w oku sąsiadów?

Historia przewrotu majowego uczy nas bezlitosnej prawdy. Potęgi otaczające nas od wieków nie chcą dopuścić, by w sercu Europy wyrosło państwo, którego nie da się zdominować. Naród, który daje się uwikłać w niszczącą wojnę polsko-polską na korytarzach władzy, sam odbiera sobie tę siłę i staje się bezbronnym łupem. Obyśmy, patrząc dziś na zbroczone krwią karty historii z maja 1926 roku, zdążyli odrobić tę lekcję na czas. Zanim znów obcy gracze spróbują napisać nasz los za nas.

opracowal Antoni Godos 

Redakcja jas24info

Józef Piłsudski tuż przed spotkaniem z Józefem Wojciechowskim na Moście Poniatowskiego Źródło: Wikimedia Commons / Domena publiczna

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic