DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Maki, krew i przymus.

post-img

Maki, krew i przymus. Cichy dramat wcielonych do Wehrmachtu w cieniu Monte Cassino

Dziś jest 15 maja. Za dokładnie trzy dni minie 82. rocznica wydarzeń z 18 maja 1944 roku, kiedy to nad gruzami opactwa na Monte Cassino załopotała biało-czerwona flaga. W podręcznikach to symbol wielkiego triumfu 2. Korpusu Polskiego. Jednak dla wielu rodzin z Jastrzębia, Pawłowic czy Rybnika ta bitwa ma jeszcze jedno, znacznie bardziej tragiczne i skomplikowane oblicze.

Wiosną 1944 roku masyw Monte Cassino przypominał scenerię z najmroczniejszego koszmaru. Kikut zrujnowanego opactwa benedyktynów sterczał nad doliną Liri niczym ząb drapieżnika, a nagie, poszarpane pociskami artyleryjskimi zbocza spływały krwią. To właśnie w tych majowych godzinach, osiem dekad temu, żołnierze generała Władysława Andersa trwali w morderczym zwarciu, szykując się do przełamania Linii Gustawa.

Pod tą wielką, głośną historią wojennego heroizmu, o którym wkrótce miał usłyszeć cały świat, krył się jednak inny, cichy dramat. Dramat, który na zawsze naznaczył polskie ziemie zachodnie, w tym nasz region.

Śląski dramat: Wybór, którego nie było

Dla wielu chłopaków z Jastrzębia, Pawłowic, Rybnika, ale też z Pomorza czy Wielkopolski, piekło tej bitwy nie zaczęło się w słonecznych Włoszech. Zaczęło się znacznie wcześniej, w dusznych urzędach okupowanej ojczyzny.

Wcielenie tych historycznych ziem bezpośrednio do III Rzeszy uruchomiło bezlitosną maszynę germanizacyjną. Zdecydowana większość młodych ludzi, którzy trafili na front w niemieckich mundurach, pochodziła z głęboko patriotycznych rodzin. Ich bliscy od pokoleń strzegli polskiej mowy, tradycji i jawnie optowali za przynależnością do Rzeczypospolitej – nierzadko przelewając za nią krew zaledwie dwie dekady wcześniej w Powstaniach Śląskich.

Nagle zostali postawieni pod ścianą. Zmuszano ich do podpisania Niemieckiej Listy Narodowościowej (Volkslisty), co wiązało się z automatycznym poborem. Wybór był w zasadzie żaden:

  • Złożysz przysięgę i założysz znienawidzony mundur Wehrmachtu.

  • Odmówisz, a ty i twoja rodzina zostaniecie natychmiast wysłani do obozów koncentracyjnych.

Podpis na liście narodowościowej, wymuszony obrzydliwym szantażem, był często jedyną formą obrony przed systemową likwidacją całych śląskich rodów.

Obalić krzywdzący mit "naszych chłopców"

W dzisiejszych dyskusjach publicystycznych, a czasem w kontrowersyjnych publikacjach, pojawia się tendencja do upraszczania tej historii. Często próbuje się zrównać ofiary z oprawcami, wrzucając wszystkich walczących po tamtej stronie frontu do jednego worka. To potężne i krzywdzące niezrozumienie historii naszego regionu.

Ci młodzi Polacy nie szli na front w poszukiwaniu wojennej przygody. Nie szli tam w imię zbrodniczej ideologii. Ich milcząca, dramatyczna obecność w okopach wroga miała tylko jeden cel: uratować matki, ojców i rodzeństwo przed śmiercią. Stawali się żywymi tarczami. Oczywiście, ludzkie losy na terenach pogranicznych bywały zawiłe i zdarzali się tacy, którzy czuli się Niemcami, stając po stronie hitlerowskiej machiny z własnej woli. Jednak dla ogromnej większości pobór był aktem czystej, desperackiej ofiary z samego siebie.

Po dwóch stronach barykady na Linii Gustawa

Paradoks tej wojny uderza w rejonie masywu z całą mocą. Gdy w połowie maja polskie bataliony ruszyły w górę, na strome zbocza „Widma” i „Bani”, witała ich ściana ognia. Samego klasztoru zaciekle bronili w pierwszych liniach zdeklarowani niemieccy spadochroniarze.

Warto jednak wiedzieć, że w 1944 roku z powodu ogromnych strat Rzeszy, nawet do elitarnych jednostek spadochronowych i pancernych (jak np. słynna Dywizja "Hermann Göring" walcząca w kampanii włoskiej) zaczęto wcielać Polaków z Volkslisty (głównie z III grupy – Eingegliederte). Choć na samej, rozległej Linii Gustawa większość wcielonych służyła w zwykłej piechocie lub przy obsłudze dział, pojedynczy Ślązacy mogli znaleźć się wszędzie, nawet na najbardziej zaciętych odcinkach frontu.

Tkwiąc w okopach po stronie niemieckiej, ci młodzi chłopcy w głębi serca modlili się o rychłą klęskę III Rzeszy. Gdy tylko nadarzyła się okazja pod osłoną nocy lub podczas zamieszania bitewnego – masowo dezerterowali. W alianckich obozach jenieckich, na widok polskich oficerów łącznikowych, natychmiast zgłaszali gotowość do walki o wolną Polskę. Zrzucić szarozielony drelich Wehrmachtu i założyć brytyjski mundur z upragnioną naszywką „Poland” – to było jak powrót do świata żywych.

Bohaterowie pod przybranym nazwiskiem

Do 2. Korpusu Polskiego trafiali ludzie zdeterminowani i pałający chęcią wzięcia odwetu na systemie, który ukradł im młodość. Wiązało się to jednak z niewyobrażalnym ryzykiem.

Bardzo często szli do ataku pod fałszywymi nazwiskami (tzw. nazwiskami konspiracyjnymi). Zmiana tożsamości w książeczkach wojskowych była absolutną koniecznością. Zgodnie z nazistowską zasadą odpowiedzialności zbiorowej (tzw. Sippenhaft), gdyby Gestapo dowiedziało się o ich dezercji, do drzwi ich domów w Rybniku, Jastrzębiu czy Wejherowie natychmiast załomotałby oddział egzekucyjny. Z tym dławiącym strachem o najbliższych ruszali pod górę, wprost na lufy karabinów maszynowych.

Cena czerwonych maków

Gdy nad ranem 18 maja 1944 roku patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich wkroczył w opuszczone przez wroga ruiny opactwa, a hejnał mariacki popłynął nad zrujnowanym światem, nadeszło zwycięstwo. Czerwone maki, o których wkrótce Feliks Konarski napisał słynną pieśń, naprawdę piły polską krew.

Wśród ponad tysiąca żołnierskich grobów, które wyrosły na cmentarzu u stóp góry, znalazły się i te z nazwiskami brzmiącymi bardzo znajomo. Po polsku i po śląsku.

Bitwa o Monte Cassino to wielki triumf polskiego oręża, ale – o czym my, mieszkańcy Śląska, musimy pamiętać szczególnie – to również pomnik niewyobrażalnej tragedii.

Stając w obliczu 82. rocznicy tych majowych dni, pochylmy głowy nad tymi, którym brutalna polityka odebrała prawo do własnego losu. To oblicze historii odarte z patosu. Pełne łez matek i sióstr, będące ostatecznym dowodem na to, że najtrudniejsze bitwy tamtej wojny toczono czasem o to, co najprostsze – o przetrwanie własnej rodziny.

opracował Antoni Godos

redakcja jas24info

foto: Żołnierze 2 Korpusu Polskiego na pobojowisku na Monte Cassino 

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic