Niezłomny męczennik, ocalałe ciało i powrót przez Zebrzydowice. Niezwykłe losy św. Andrzeja Boboli
16 maja Kościół wspomina św. Andrzeja Bobolę. Jego biografia to gotowy scenariusz na mroczny, a zarazem dający nadzieję film. Mamy tu niewyobrażalnie brutalną śmierć, ciało, które oparło się prawom natury, zuchwałą kradzież bolszewików i proroctwo o zmartwychwstaniu Polski. Mamy też wspaniały, lokalny akcent – gdy ocalałe relikwie wielkiego patrona ojczyzny w 1938 roku wracały do kraju, witały je tysiące mieszkańców naszego regionu na stacji w Zebrzydowicach.
Bestialska śmierć z rąk Kozaków Andrzej Bobola, pochodzący ze szlacheckiego rodu jezuita, był wybitnym kaznodzieją działającym na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Jego niezwykły dar przekonywania i duszpasterskie sukcesy ściągnęły na niego furię wrogów. 16 maja 1657 roku, w ogarniętym buntem Chmielnickiego Janowie Poleskim, wpadł w ręce Kozaków.
Jego męczeństwo przeszło do historii jako jedno z najbardziej okrutnych. Oprawcy, próbując zmusić go do wyrzeczenia się wiary, poddali go nieludzkim torturom. Został brutalnie pobity, obdarty ze skóry, przypiekany ogniem, a jego rany posypywano plewami. Zginął w obronie swoich przekonań. Dla kolejnych pokoleń Polaków stał się absolutnym symbolem niezłomności i wierności wartościom do samego końca.
Cud ocalałego ciała Prawdziwy fenomen rozpoczął się jednak wiele lat później. Gdy w 1702 roku odnaleziono jego trumnę w wilgotnych podziemiach kościoła w Pińsku, świadkowie zamarli z wrażenia. Ciało męczennika, pomimo otwartych, rozległych ran i fatalnych warunków, nie uległo rozkładowi. Ten fakt, całkowicie niewytłumaczalny z medycznego punktu widzenia, przetrwał do dziś, stanowiąc fundament wielkiego kultu.
Proroctwo dla Polski Św. Andrzej Bobola to nie tylko duszpasterz, ale i duchowy opiekun narodu. W 1819 roku, w dobie mrocznych zaborów, męczennik miał objawić się wileńskiemu dominikaninowi, o. Alojzemu Korzeniewskiemu, zapowiadając:
"Gdy wojna, której masz obraz przed sobą, zakończy się pokojem, Polska zostanie odbudowana, a ja zostanę uznany jej głównym patronem".
To proroctwo, niosące ogromną nadzieję w czasach niewoli, spełniło się po I wojnie światowej. W 2002 roku Watykan oficjalnie ogłosił go jednym z głównych patronów Polski.
Zrabowane przez Sowietów, odzyskane przez Papieża Zanim relikwie spoczęły w spokoju, przeszły przez prawdziwe piekło XX wieku. W 1922 roku bolszewicy wdarli się do kościoła, sprofanowali relikwie i wywieźli je do Moskwy, zamykając w "muzeum ateizmu". Dopiero tytaniczna akcja dyplomatyczna Watykanu pozwoliła w 1924 roku potajemnie wywieźć ocalałe ciało do Rzymu.
Triumfalny powrót przez Zebrzydowice Po kanonizacji w 1938 roku, z Rzymu ruszył do Polski specjalny pociąg z relikwiami. Kluczowy dla naszego regionu moment nastąpił o świcie, 11 czerwca o godzinie 6:25. Wtedy właśnie wagon-kaplica przekroczył granicę na stacji w Zebrzydowicach. Tysiące mieszkańców pogranicza ze łzami w oczach witało patrona, dla którego na miejscowym placu sportowym odprawiono powitalną mszę. Pociąg ruszył stąd w triumfalną trasę przez całą Polskę.
Gest prezydenta Mościckiego i znak równości „Polak-Katolik” Gdy relikwie dotarły wreszcie do Warszawy, prezydent RP Ignacy Mościcki zdobył się na niezwykły gest – zdjął z piersi swój osobisty order Krzyża Niepodległości z Mieczami i złożył go na trumnie męczennika. Ten wymowny hołd głowy państwa doskonale oddawał ducha tamtej epoki.
W II Rzeczypospolitej, odradzającej się po 123 latach niewoli, katolicyzm nierozerwalnie splotł się z polskością. To utożsamienie pozwalało przetrwać czasy germanizacji, choć z drugiej strony budowało ogromną polaryzację. Na naszym Śląsku podziały religijne – m.in. między katolikami a ewangelikami – często boleśnie nakładały się na podziały narodowościowe.
Dzisiaj, gdy te różnice zatarły się we wspólnym budowaniu ojczyzny wolnej od tamtych napięć, możemy spojrzeć na powrót św. Andrzeja Boboli i gest prezydenta z szacunkiem do historii. To obraz fascynującej, choć trudnej epoki szukającej swoich duchowych fundamentów.
(Dziś relikwie patrona Polski można zobaczyć na własne oczy w Warszawie – spoczywają w przeszklonym sarkofagu w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli na Mokotowie).
Żarna historii mielą wciąż tak samo Zajmując się na co dzień historią – tą wielką, światową, ale i tą naszą, regionalną – często ulegamy złudzeniu, że każda epoka tworzy zupełnie nową jakość. To jednak nieprawda. Żarna historii mielą nieprzerwanie, a stemple dziejowych wydarzeń, choć oddzielone wiekami, uderzają w polski los w identycznych odstępach czasu, pozostawiając uderzająco podobne obrazy.
Patrząc na życiorys i męczeństwo św. Andrzeja Boboli, trudno oprzeć się wrażeniu, że w najnowszych dziejach naszej ojczyzny jego los doczekał się tragicznej, ale równie heroicznej kalki w osobie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Obaj byli niezłomnymi duchownymi, obaj przyciągali tłumy, dając im nadzieję w mrocznych czasach, i obaj zapłacili za to najwyższą, wstrząsającą cenę z rąk oprawców.
Zmieniają się dekoracje, systemy polityczne i narzędzia zbrodni – od kozackich szabel po ubeckie metody – ale istota ofiary z życia za prawdę, wiarę i miłość do ojczyzny pozostaje niezmienna. Historia nie tworzy niczego od nowa; ona po prostu wciąż wystawia nas na te same, najważniejsze próby.
Czy my jako społeczeństwo, czy my jako demokracja, potrafimy wyciągać z tego wnioski?
opracował Antoni Godos
redakcja jas24info
foto:Relikwie św. Andrzeja Boboli w Warszawie
