DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Ekologia czy ukryty podatek?

post-img

Ekologia czy ukryty podatek? Dlaczego w unijnej polityce klimatycznej chodzi o Twój portfel, a nie o politykę

 Kiedy w środowy wieczór w Senacie upadł wniosek prezydenta o referendum, a ulice Warszawy powoli cichły po wielotysięcznym marszu, w mediach ruszyła lawina komentarzy. Dla jednych był to „populizm”, dla innych „zdrada”. Jeśli jednak wyciszymy polityczny hałas i spojrzymy na suche fakty, prawda okazuje się znacznie bliższa naszej codzienności: spór o unijną politykę klimatyczną to twarda walka o koszty życia Twojej rodziny, miejsca pracy i przetrwanie polskiego przemysłu.

Ten artykuł nie powstał po to, by straszyć. Powstał po to, by z szacunkiem i bez owijania w bawełnę wyjaśnić, o co naprawdę toczy się ta gra.

Głos sprzeciwu to nie "Polexit". To zwykły rozsądek

Jedną z najczęstszych i najbardziej krzywdzących manipulacji jest twierdzenie, że każda krytyka systemu ETS (europejskiego handlu uprawnieniami do emisji) to krok w stronę wyjścia Polski z Unii Europejskiej. To po prostu nieprawda.

Inicjatywa prezydenta Karola Nawrockiego dotycząca referendum nie była próbą rozbijania Wspólnoty. Była wyrazem troski o ludzi, którzy na własnej skórze – przy kasie w sklepie czy płacąc rachunki za prąd – odczuwają skutki decyzji z Brukseli.

Jeśli transformacja energetyczna ma kosztować naszą gospodarkę setki miliardów złotych, jako obywatele mamy fundamentalne prawo zapytać: „Kto i z czego za to zapłaci?”.

Ucieczka przed tą dyskusją pod pretekstem "źle sformułowanych pytań" to ignorowanie bolesnej rzeczywistości, z którą tysiące Polaków przyjechało do stolicy.

System ETS: Zamiast impulsu do rozwoju, ukryta danina

Kiedy wprowadzano system ETS, słyszeliśmy obietnicę: to nowoczesny mechanizm, który zachęci firmy do ekologii. Zasada miała być prosta – emitujesz CO2, więc płacisz; inwestujesz w zielone technologie, więc oszczędzasz.

Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te marzenia. ETS nie stał się dźwignią rozwoju. Stał się obciążającym, parapodatkowym mechanizmem, którego koszty na samym końcu ponosi zwykły człowiek. Gdzie? W cenie ciepłej wody, prądu, materiałów budowlanych czy bochenka chleba, który piekarz musi upiec, zużywając drastycznie drogą energię.

Co najgorsze, ujawnił to wprost raport Najwyższej Izby Kontroli. Gigantyczne pieniądze, które państwo polskie zarobiło na systemie ETS, w dużej mierze nie trafiły na unowocześnienie naszych elektrowni czy sieci przesyłowych. Kolejne rządy używały tych miliardów jak kroplówki do łatania bieżących dziur w budżecie. Zamiast transformacji, zaserwowano nam mechanizm drenowania naszych portfeli.

Skansen Europa. Tracimy konkurencyjność na własne życzenie

Aby zrozumieć desperację rolników, hutników czy górników, trzeba spojrzeć na globalną szachownicę. Unia Europejska odpowiada dziś za zaledwie niespełna 7% światowych emisji dwutlenku węgla. Mimo to nakłada na siebie najbardziej restrykcyjne i najdroższe limity na planecie.

Podczas gdy my zamykamy kopalnie i dławimy przemysł, reszta świata gra w inną grę:

  • Stany Zjednoczone pompują setki miliardów dolarów w subsydia (program IRA), obniżając koszty energii i masowo przyciągając europejskie firmy do siebie.

  • Kraje Azji (w tym Chiny i Indie) budują nowe elektrownie węglowe i gazowe w potężnym tempie, zabezpieczając tanią energię dla swojego przemysłu.

Efekt? Europa staje się gospodarczym skansenem. Importujemy towary z krajów, w których nikt nie przejmuje się emisjami, jednocześnie niszcząc własne, dobrze płatne miejsca pracy. To nie jest ratowanie planety – to ekonomiczny strzał we własne kolano.

Prawo do godnej pracy. O co walczą związkowcy?

Wczorajszy protest odbył się pod sztandarami „Solidarności”. Niektórzy komentatorzy próbują sprowadzić to do rozgrywki partyjnej, co jest głęboko niesprawiedliwe wobec ludzi pracy.

Dzisiejsza „Solidarność” robi dokładnie to, do czego została powołana – broni godności człowieka. Kiedy nadciągający system ETS2 grozi nałożeniem nowych opłat na paliwo do naszych samochodów i ogrzewanie naszych domów, widmo ubóstwa energetycznego puka do drzwi milionów polskich rodzin. Związkowcy mają obowiązek bić na alarm.

Ci ludzie nie są ślepi na ekologię. Ale wiedzą też, że bez stabilnych miejsc pracy, prężnego przemysłu i przystępnej cenowo energii, nie zbudujemy nowoczesnego państwa. Ich sprzeciw to walka o bezpieczne jutro dla ich dzieci.

Potrzebujemy transformacji, która chroni człowieka

Zablokowanie referendum to nie koniec problemu. Koszty będą rosnąć, a wraz z nimi ludzki niepokój. Czas przestać traktować politykę klimatyczną jak religię, której nie wolno kwestionować. Czas na uczciwy bilans zysków i strat.

Polska potrzebuje mądrej modernizacji. Takiej, która szanuje środowisko, ale na pierwszym miejscu zawsze stawia człowieka, a nie brukselskie wykresy. O taką debatę upomniała się ulica – i tego głosu nie da się już wyciszyć.

opracowal Antoni Godos

redakcja jas24info

foto własne

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic