DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Od perły uzdrowisk do węglowej potęgi

post-img

 

Z walizką po lepsze życie. Jak górnicy z Jastrzębia-Zdroju wywalczyli wolną Polskę

Jutro przypada 37. rocznica częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku. Zanim jednak ruszyliśmy do urn, by zmienić bieg historii, fundamenty tej wolności wykuwały się setki metrów pod ziemią. Pamiętamy Porozumienie Jastrzębskie i gorące strajki z lata '88. Aby jednak zrozumieć, dlaczego lawina ruszyła właśnie ze Śląska, trzeba cofnąć się w czasie. Kim byli ci młodzi ludzie, którzy zjeżdżali do dawnego uzdrowiska, by z pyłem w zębach budować nowe miasto od zera?

Od perły uzdrowisk do węglowej potęgi

Pamiętam, jak przyjechałem tu z jedną walizką, podobnie jak tysiące innych młodych chłopaków. Zostawiliśmy rodzinne strony, bo Śląsk pachniał szansą. Obiecywano pewną robotę, przydział na własne mieszkanie i nowy start. Mało kto zaprzątał sobie głowę tym, że jeszcze chwilę wcześniej to miejsce było elitarnym kurortem, w którym spacerowała śmietanka towarzyska i leczono się solankami. Nagle, na naszych oczach, z uzdrowiska zaczęło rosnąć miasto ze stali i wielkiej płyty.

Początek tej transformacji to grudzień 1962 roku, kiedy otwarto pierwszą kopalnię – KWK „Jastrzębie”. Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo:

  • Wbito w ziemię pierwsze łopaty pod „Moszczenicę”.

  • W 1969 roku ruszyło wydobycie w „Manifeście Lipcowym”.

  • Zaraz potem dołączyła kopalnia „Borynia”.

Zjeżdżaliśmy tu pociągami z całej Polski, tłocząc się w hotelach robotniczych. To nie był jednak „Dziki Zachód”, jak dzisiaj niektórzy lubią to przedstawiać. Aby zjechać w czeluści, w mrok i duchotę setki metrów pod ziemią, trzeba było najpierw pokonać strach. Strach przed potęgą natury i niepewnym życiem setki kilometrów od rodzinnego domu.

DNA Jastrzębia: Odwaga, strajki i mroczny cień SB

Tutaj nie było miejsca dla słabych. Twarde, dołowe warunki błyskawicznie weryfikowały każdego, komu brakowało charakteru. To właśnie ta wybuchowa mieszanka ludzi z różnych stron kraju stworzyła specyficzne DNA Jastrzębia-Zdroju.

Ale nasze miasto miało i wciąż ma swoje mroczne cienie. Tygiel tysięcy młodych, silnych robotników budził paraliżujący strach ówczesnej władzy. Zjeżdżaliśmy na szychtę z kolegami, co do których nigdy nie mieliśmy absolutnej pewności. Jastrzębie to symbol heroicznych strajków, ale też miasto, które Służba Bezpieczeństwa oplatała gęstą siecią donosicieli.

Motywacje bywały różne. Czasem kusiła chęć szybkiego zysku – za talon na Fiata czy przyspieszony przydział na wymarzone „M”, sąsiad potrafił sprzedać sąsiada. Znacznie częściej jednak aparat opresji łamał ludzi w sposób bezwzględny: szantażem, groźbą utraty pracy, wyrzucenia z hotelu robotniczego czy wykorzystywaniem intymnych haków obyczajowych i słabości. Każdy wiedział, że w łaźni czy na stołówce trzeba ważyć słowa. W tej bezlitosnej psychologicznej grze wykuwały się charaktery tych, których system nigdy nie zdołał złamać.

Porozumienie Jastrzębskie: Tu rodziła się godność

Ten hart ducha sprawił, że komunistyczna władza połamała sobie na nas zęby. Kiedy w sierpniu 1980 roku wybuchły strajki na Wybrzeżu, my nie czekaliśmy z założonymi rękami. Postój na „Manifeście Lipcowym” udowodnił, że Śląsk to nie są niemi wyrobnicy od wyrabiania 200 proc. normy.

Podpisane na początku września Porozumienie Jastrzębskie przeszło do historii. To ono wywalczyło dla całej Polski wolne soboty i zlikwidowało morderczy system czterobrygadowy. Przede wszystkim jednak – przywróciło nam godność.

Siła ducha i historyczna msza na „Manifeście”

Gdy komuniści próbowali nas zniszczyć strachem i izolacją, trzymał nas jeszcze jeden fundament – Kościół. Kiedy bramy kopalń były zaryglowane, a zmęczenie fizyczne i psychiczne sięgało zenitu, wielu groziło załamanie. Nikt, kto stał wtedy na placu pod KWK „Manifest Lipcowy”, nie zapomni tamtej strajkowej niedzieli z 31 sierpnia 1980 roku.

To był ikoniczny moment w historii naszego miasta. Ksiądz prałat Bernard Czernecki stał się naszym oparciem. Ryzykując wszystkim, stanął z górnikami i odprawił tamtą pamiętną mszę świętą. Uratował ten strajk, dając ludziom wiarę w to, że ich walka jest słuszna. Wlał w wyczerpane tłumy ducha, którego aparat opresji nie potrafił już zdusić. To właśnie ta siła utorowała drogę do finalnego podpisania Porozumienia Jastrzębskiego z 3 września.

Sierpień '88: Impuls, który wymusił wybory

Jastrzębskiego charakteru nie złamał stan wojenny, brutalne pacyfikacje ani kule, które jako pierwsze w Polsce w grudniu '81 świszczały pod „Manifestem”. To my latem 1988 roku ponownie zatrzymaliśmy kopalnie. Ten konkretny strajk wywarł na władzy bezpośrednią presję i zmusił generałów do rozmów przy Okrągłym Stole.

Rocznica wyborów 4 czerwca to przypomnienie, że wolność nie spadła nam z nieba. Wyjechała spod ziemi na barkach chłopaków z jastrzębskich kopalń – zwykłych, twardych ludzi, którzy przyjechali tu za chlebem, a przy okazji napisali wielką historię.

Co nam zostało z tamtych dni?

A co mamy dziś? Wiesząc jutro flagi narodowe, trudno uciec od gorzkich refleksji. Świat wokół nas runął i zbudował się na nowo, ale gdzieś po drodze zgubiliśmy dawne ideały. Dziś to już inne pokolenie i zupełnie inne wartości. Ludzie, którzy kiedyś ramię w ramię walczyli o wolność, często stoją po dwóch stronach politycznej barykady. Nawet

NSZZ „Solidarność”, związek narodzony w tamtym pocie i strachu, bywa dziś deprecjonowany i atakowany pod najróżniejszymi pretekstami. Czasem można odnieść wrażenie, jakbyśmy sami chcieli zburzyć to, co stanowiło naszą największą siłę.

Co będzie z nami dalej? Odpowiedź nie nadejdzie z góry. Wszystko zależy wyłącznie od nas, naszej mądrości i od tego, czy zdołamy przypomnieć sobie, co tak naprawdę znaczy prawdziwy jastrzębski charakter. Bo wolności, szacunku i wywalczonych praw nikt nie daje raz na zawsze.

opracował Alojzy Godos

redakcja jas24info

foto: Pomnik Porozumienia Jastrzębskiego przed KWK Zofiówka. Źródło: Instytut Pamięci Narodowej - Katowice

korekta redakcyjna 

Tytułem redakcyjnego uzupełnienia – o czym nie wolno zapomnieć!

Drodzy Czytelnicy, dostaliśmy od Was bardzo cenną uwagę, za którą ogromnie dziękujemy. Nasz tekst miał na celu przypomnienie ducha tamtych lat i niezłomności jastrzębskich górników przed rocznicą 4 czerwca, jednak historyczna prawda wymaga absolutnej precyzji, dlatego spieszymy ze sprostowaniem.

W ferworze opisywania tamtych wydarzeń wspomnieliśmy o niezaprzeczalnie wielkiej roli ks. prałata Bernarda Czerneckiego. Należy jednak z całą mocą przypomnieć, że historyczną mszę świętą pod zaryglowaną bramą KWK „Manifest Lipcowy” odprawił wtedy ks. Emil Dyrda z parafii na Jastrzębiu-Górnym. To on przyniósł strajkującym rzeźbę św. Barbary (która na kopalni została do dziś) i to on był z załogą w tamtych najtrudniejszych godzinach.

Czasem pamięć po latach łączy różne postaci i wydarzenia w jeden obraz, ale dbałość o lokalną historię wymaga, byśmy oddali sprawiedliwość obu tym wspaniałym kapłanom. Ks. Dyrda uratował ducha na „Manifeście”, a ks. Czernecki wspierał strajkujących z kościoła na „Górce” i na kopalni „Moszczenica”.

Dziękujemy, że jesteście z nami i wspólnie pilnujecie naszej lokalnej, jastrzębskiej pamięci!

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic