Gdy sojusznicy stają się wrogami. 85. rocznica operacji „Barbarossa” w cieniu nierozliczonej historii
Przez całe tysiąclecia swojego istnienia Rzeczpospolita udowadniała swoją potęgę i determinację. Historia polskiego oręża uczy nas jednej, fundamentalnej zasady: gdy na horyzoncie pojawiał się tylko jeden przeciwnik, Polska nigdy nie ulegała agresji i nie składała broni. Wielkość naszego państwa opierała się na niezłomności i gotowości do walki o każdy skrawek ziemi w uczciwym starciu.
Wrzesień 1939 roku obnażył jednak całą obrzydliwość i bezwzględność ówczesnej polityki. Kampania wrześniowa nie była przegrana w wyniku słabości, lecz na skutek bezprecedensowej zmowy. Zostaliśmy zaatakowani z kilku stron przez koalicję sąsiadów: hitlerowskie Niemcy, sowiecką Rosję oraz wspierającą z południa III Rzeszę Słowację. Wobec tak zmasowanego uderzenia połączonych sił, nasze zmagania musiały zakończyć się klęską. Jednak historia, jak się wkrótce okazało, bywa niezwykle przewrotna, a sojusze budowane na cynizmie i podziale łupów rzadko trwają długo.
Złodziejski sojusz ulega rozpadowi
Zaledwie niespełna dwa lata po tym, jak rozebrano Polskę, wrodzy sojusznicy rzucili się sobie do gardeł. Tego dnia, 85 lat temu, o świcie 22 czerwca 1941 roku, rozpoczęła się operacja „Barbarossa”. Pomimo wcześniejszych porozumień, na czele z paktem Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku, dowództwo niemieckie już od końca 1940 roku przygotowywało się do inwazji na wschód.
Około trzymilionowa armia niemiecka uderzyła na Związek Radziecki. Adolf Hitler, wybierając na patrona inwazji średniowiecznego cesarza Fryderyka I Barbarossę, planował podbicie terytorium sowieckiego przed nadejściem zimy 1941 roku. Opierał się przy tym na sprawdzonej wcześniej strategii wojny błyskawicznej. W jego oczach nie był to zwykły konflikt o terytorium, lecz walka na śmierć i życie między dwoma skrajnymi światopoglądami.
Okrucieństwo wojny na wyniszczenie
Atak ten nieodwracalnie zmienił przebieg II wojny światowej, wprowadzając wojnę na wyniszczenie. Przyniosła ona najbardziej tragiczne konsekwencje, zwłaszcza dla europejskich Żydów oraz ludności cywilnej w Europie Wschodniej.
Niemiecka machina wojenna opierała się na nieludzkich założeniach:
-
Bezkarność zbrodni: W specjalnym rozkazie z maja 1941 roku żołnierze niemieccy zostali z góry zwolnieni z odpowiedzialności karnej za zbrodnie popełnione na ludności cywilnej i jeńcach wojennych.
-
Strategia głodu: Wojsko miało wyżywić się zasobami zdobytymi na miejscu. Zakładano z zimną krwią, że operacja doprowadzi do śmierci głodowej około 30 milionów ludzi.
-
Wyroki śmierci na jeńcach: Na mocy rozkazu o niezwłocznym rozstrzeliwaniu wziętych do niewoli sowieckich oficerów politycznych, brutalnie zamordowano około 10 tysięcy osób.
Operacja „Barbarossa” ostatecznie załamała się w grudniu 1941 roku pod Moskwą, a jej ostatecznym punktem zwrotnym stała się bitwa pod Stalingradem. Od zimy 1943 roku wojska niemieckie znajdowały się już w ciągłym odwrocie.
Porażający bilans ludzkich strat
Do maja 1945 roku, na skutek walk, masowych egzekucji, głodu, mrozów i morderczej pracy, liczby ofiar po obu stronach osiągnęły niewyobrażalny pułap. Po stronie Związku Radzieckiego życie straciło blisko 27 milionów ludzi – w tym aż kilkanaście milionów bezbronnych cywilów. Zginęły miliony żołnierzy Armii Czerwonej, a z tych wziętych do niewoli, ogromna większość zmarła z wycieńczenia lub została zamordowana w niemieckich obozach. Niemcy na froncie wschodnim stracili niemal 3 miliony żołnierzy.
Nierozliczone krzywdy i zatarte winy
Konsekwencje tego gigantycznego starcia ukształtowały współczesny świat, jednak z polskiej perspektywy przyniosły niezwykle gorzką refleksję nad sprawiedliwością dziejową. Z chwilą ataku Niemiec, sowiecka Rosja z dnia na dzień stała się w oczach państw zachodnich cennym i bezkrytycznie przyjmowanym sojusznikiem.
Pamięć o tym, że Związek Radziecki był jednym z agresorów z września 1939 roku, została cynicznie wyparta w imię pragmatyzmu wielkiej polityki. Nasz wschodni oprawca nie poniósł absolutnie żadnych kosztów za krzywdy, jakie wyrządził Polakom – za zsyłki na Sybir, masowe deportacje i zbrodnie na czele z ludobójstwem w Katyniu. Stalin zasiadł do stołu zwycięzców, bezwzględnie dyktując warunki zniewolonej po wojnie Polsce. Równocześnie zabrakło pełnego i sprawiedliwego rozliczenia z zachodnim agresorem na poziomie należytych reparacji wojennych. Geopolityka po raz kolejny brutalnie wygrała z elementarną moralnością.
Echo historii i ukraińska tragedia
Pobłażliwość wobec sowieckiego totalitaryzmu i brak pociągnięcia Moskwy do jakiejkolwiek odpowiedzialności za agresję z 1939 roku to nie tylko zamknięty rozdział w podręcznikach. To refleksja niezwykle aktualna tu i teraz. Imperializm, który nigdy nie został osądzony i sprawiedliwie ukarany, zapuścił głębokie korzenie, przeobrażając się z upływem kolejnych dekad.
Dzisiejsza, bezwzględna wojna, jaką Rosja prowadzi w Ukrainie, jest bezpośrednim echem tamtej niezamkniętej przeszłości. Brak bezwzględnych rozliczeń zbrodni nawet po upływie przeszło osiemdziesięciu lat przynosi katastrofalne konsekwencje. Jak wyraźnie widać dzisiaj, zbrodnicza polityka niszczy i wykrwawia nawet te narody, które rosyjska propaganda przez dziesięciolecia fałszywie nazywała „bratnimi”.
Świat, który nie wyciągnął ostatecznych wniosków wobec wschodniego agresora w połowie dwudziestego wieku, płaci za to dzisiaj najwyższą cenę. Historia uczy nas boleśnie jednego: zbrodnie zamiecione pod dywan zawsze wracają.
opracował Alojzy Godos
redakcja jas24info
foto:AI
# operacja Barbarossa, #II wojna światowa, #22 czerwca 1941, #pakt Ribbentrop-Mołotow, #kampania wrześniowa, #historia Polski, #wojna w Ukrainie, #rozliczenie zbrodni.

