Decyzja o niezgłoszeniu GKS-u Pniówek Pawłowice do rozgrywek 1. ligi śląskiej to kolejne wycie syren nad sportowymi zgliszczami naszego regionu. Zjawisko masowego upadku klubów – od Jastrzębia-Zdroju po sąsiednie miejscowości – to efekt wyjątkowo toksycznej mieszanki.
Składają się na nią: katastrofalne topnienie finansów węglowego hegemona, patologiczne zapisy w umowach blokujące dywersyfikację sponsorów oraz lata błędów w klubowych gabinetach.
Decyzja zapadła: Pniówek Pawłowice nie zagra w 1. ligi śląskiej.
Wycie syren nad sportowymi zgliszczami regionu.
Po spadku z Betclic 3. ligi kibiców Pniówka Pawłowice spotkał kolejny, druzgocący cios. Zarząd klubu nie zgłosił drużyny do startu w rozgrywkach 1. ligi śląskiej InterHall (piątego szczebla rozgrywkowego). Na próżno było szukać przedstawiciela pawłowickiego klubu w miniony poniedziałek (29 czerwca) w siedzibie Śląskiego Związku Piłki Nożnej w Katowicach na przedsezonowym spotkaniu reprezentantów klubów.
Klub z Pawłowic boryka się z gigantycznymi problemami finansowymi po wycofaniu się głównego sponsora – Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A. Bez tego wsparcia gra na tym poziomie okazała się dla Pniówka zwyczajnie zbyt kosztowna. Działacze zamierzają wystartować o szczebel niżej, w 2. lidze śląskiej. Teoretycznie miejsce dla nich jest, bowiem z rywalizacji wycofały się wcześniej zdegradowane zespoły Znicza Kłobuck i Orła Łękawica. Decyzja leży teraz po stronie zarządu ŚLZPN, a czasu jest dramatycznie mało – start nowego sezonu wyznaczono na 1 sierpnia. Lipiec w Pawłowicach zapowiada się wyjątkowo nerwowo.
Gigant bez poduszki finansowej
Przypadek Pniówka trzeba jednak czytać w szerszym, gospodarczym kontekście. Spółka węglowa, która przez dekady była stabilnym, przewidywalnym i potężnym mecenasem sportu, dziś zmaga się z ogromnym kryzysem. Obserwujemy potężny wstrząs: JSW, która jeszcze niespełna dwa lata temu dysponowała miliardowymi buforami bezpieczeństwa i potężnymi funduszami stabilizacyjnymi, w błyskawicznym tempie "przepaliła" swoje rezerwy.
W obliczu konieczności radykalnego ratowania płynności samej spółki, drastyczne cięcia w wydatkach na marketing i sport stały się faktem. To właśnie ten czynnik, uderzający rykoszetem w region, brutalnie zatopił m.in. siatkarski Jastrzębski Węgiel – markę o europejskiej renomie, która również nie wytrzymała zderzenia z nową, twardą ekonomią węglowego właściciela.
Złota klatka sponsorskich umów
Proces upadku, z którym dziś się mierzymy, ma wielorakie podłoże. Mechanizm uzależnienia od jednego podmiotu nie wynikał bowiem wyłącznie z bierności czy wygody klubowych prezesów. Przez lata w wielu kontraktach znajdowały się zapisy, które wręcz wymuszały i betonowały pozycję JSW jako głównego, a często dominującego sponsora.
Tak konstruowane umowy w praktyce zamykały kluby w "złotej klatce". Skutecznie blokowało to wszelkie inicjatywy i wiązało ręce sportowym działaczom, zniechęcając lub wprost uniemożliwiając im agresywne poszukiwanie nowych, potężnych partnerów biznesowych. Zbudowano system monokultury, w którym przetrwanie było całkowicie uzależnione od rynkowej koniunktury na węgiel koksowy. Dziś ten system zbankrutował.
Pieniądze to nie wszystko, czyli błędy w gabinetach
Błędem byłoby jednak zrzucanie całej winy za zapaść regionalnego sportu wyłącznie na barki kulejącej JSW i jej umów. Tam, gdzie nie zawinił potężny sponsor czy prawne ograniczenia, obnażona została organizacyjna niewydolność samych działaczy. Jastrzębie-Zdrój i okoliczne miasta przypominają dziś sportowe cmentarzysko również ze względu na ewidentne błędy w zarządzaniu.
Sztandarowym dowodem na to, jak wielkie tradycje i zaufanie kibiców można roztrwonić przez organizacyjną niekompetencję, jest upadek piłkarskiego GKS-u Jastrzębie. W tym konkretnym przypadku dramat GKS-u to podręcznikowy przykład braku spójnej strategii zarządzania kryzysowego i życia ponad stan. Doprowadziło to do sytuacji, w której fani piłki nożnej w mieście przeżywają dziś dramat, organizując oddolne próby reaktywacji klubu od zera, od najniższego, amatorskiego szczebla B-klasy. Obecnie jedyną dużą dyscypliną, która w Jastrzębiu utrzymuje się jeszcze na powierzchni, jest hokej (JKH GKS), choć i to stąpanie po bardzo kruchym lodzie.
Czas rozliczeń
Wycofanie się Pniówka Pawłowice to bolesna lekcja, demaskująca patologie, na których przez lata opierał się lokalny sport. Z jednej strony dławi go dziś gospodarczy kryzys węglowego giganta i skutki wieloletniego uzależniania klubów od jednego mecenasa. Z drugiej – dobija brak kompetencji zarządczych w gabinetach.
Jeśli gospodarczy silnik regionu nie odzyska płynności, a w strukturach klubowych nie dojdzie do natychmiastowego otrzeźwienia i otwarcia się na czysty biznes, profesjonalne rozgrywki będziemy w naszych miastach przeżywać już tylko z pilotem od telewizora w ręku.
Pniówek Pawłowice, 1. liga śląska, upadek sportu Jastrzębie, kryzys JSW, Jastrzębska Spółka Węglowa, GKS Jastrzębie, Jastrzębski Węgiel.
opracowal Damian Skupien/Alojzy Godos /jas24info
foto GKS Pniowek



