Henryk Sławik z Jastrzębia-Zdroju. Polak, który ocalił 30 tysięcy osób
Dzisiaj, 16 lipca, przypada rocznica urodzin Henryka Sławika. W imię historycznej rzetelności musimy jednak zwrócić uwagę na drobną nieścisłość – archiwalia nie są całkowicie zgodne i część badaczy wskazuje 15 lipca jako datę jego przyjścia na świat. Niezależnie od tego, to doskonała okazja, by przywrócić pamięć o jednej z najwybitniejszych postaci XX wieku. Sławik przyszedł na świat we wsi Szeroka – dzisiejszej dzielnicy Jastrzębia-Zdroju.
Znamy go dziś jako „Bohatera Trzech Narodów” – Polaków, Węgrów i Żydów. To człowiek, który w samym środku wojennej pożogi zorganizował na Węgrzech machinę ratunkową, ocalając niemal 30 tysięcy uchodźców, w tym około 5 tysięcy obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Pamięć o nim jest wciąż zatrważająco słaba, a w cieniu imponujących liczb często gubi się to, co w jego postawie było najbardziej fascynujące: niezwykła ewolucja poglądów i otwartość umysłu. Henryk Sławik nie był pomnikowym, bezskazitelnym świętym oderwanym od rzeczywistości. Był człowiekiem z krwi i kości, który potrafił dla wyższego dobra przekroczyć własne uprzedzenia.
Buntownik z wyboru
Aby w pełni zrozumieć wielkość Henryka Sławika, trzeba spojrzeć na jego młodość. Wywodzący się z wiejskiego proletariatu „Chłopak z Szerokiej” wyrósł w II Rzeczpospolitej na niekwestionowanego lidera śląskiej lewicy. Jako redaktor naczelny „Gazety Robotniczej” i czołowy działacz Polskiej Partii Socjalistycznej był na Górnym Śląsku głosem najsłabszych – uciśnionych chłopów i strajkujących górników.
Był przy tym bezkompromisowym radykałem. Jego młodzieńcza publicystyka ociekała ostrymi atakami na to, co uważał za filary ucisku klasowego. Sławik z całą mocą uderzał w instytucje, które postrzegał jako hamulcowe postępu społecznego. Reprezentował świat ciężkiej pracy, który domagał się sprawiedliwości i równości, a z hierarchią zamożnych elit było mu, delikatnie mówiąc, nie po drodze.
Próba Węgier – sojusz ponad podziałami
Wszystko zmienił wrzesień 1939 roku. Sławik, uciekając przed Gestapo (które umieściło go na specjalnej liście proskrypcyjnej), trafia na Węgry. I to właśnie tam, w obliczu humanitarnej katastrofy, objawia się jego prawdziwa dojrzałość.
Kogo spotyka na uchodźczym szlaku? Konserwatywnego węgierskiego arystokratę, Józsefa Antalla. Rozpoczyna współpracę z hrabiną Erzsébet Szapáry. Pomoc dla setek żydowskich sierot (dla których zorganizowano brawurowy azyl w Vácu) i uciekinierów z gett organizuje w ścisłym porozumieniu z polskimi i węgierskimi księżmi, którzy wystawiają uciekinierom fałszywe, katolickie metryki chrztu.
To jest moment, w którym Sławik pokazuje swoją największą klasę. Zamiast unosić się ideologiczną dumą, natychmiast podejmuje współpracę. Zauważa, że w strukturach arystokratycznych i kościelnych tkwi potężny potencjał dobra, odwagi i organizacyjnej skuteczności, którego – jako zadeklarowany działacz socjalistyczny – wcześniej by się nie spodziewał. Z wrogiem zjednoczył siły, by walczyć o to, co najważniejsze: ludzkie życie.
„Tak odpłaca się Polska!”
Kiedy w marcu 1944 roku Wehrmacht wkroczył na Węgry, Sławik mógł ratować siebie i rodzinę ucieczką do Szwajcarii. Zdecydował się pozostać z ludźmi, za których wziął odpowiedzialność. Niedługo potem wpadł w ręce Gestapo.
Podczas brutalnych przesłuchań stanął przed ostatecznym testem. Niemcy chcieli, by obciążył zeznaniami Józsefa Antalla, co dałoby im pretekst do rozprawy z węgierskimi elitami. Zmasakrowany, ze spuchniętą od bicia twarzą, Sławik spojrzał na przerażonego węgierskiego przyjaciela i wykrzyczał oprawcom prosto w twarz: „Protestuję w imieniu moralności. Protestuję w imieniu prawa międzynarodowego. Nie oskarżajcie go!”.
Ocalił Antalla, ale za swój upór zapłacił najwyższą cenę. Kiedy po zakończonym przesłuchaniu ciężko ranny Sławik i uratowany Antall wracali więziennym transportem, Węgier dyskretnie odszukał skrępowane dłonie Polaka, by w milczeniu podziękować mu za ocalenie. Ślązak ze spokojem wyszeptał: „Tak odpłaca się Polska!”. Sławik został zamordowany pod koniec sierpnia 1944 roku w obozie Gusen (kompleks KL Mauthausen-Gusen).
Wymazany przez system, ocalony przez ocalałych
Po wojnie, w nowej rzeczywistości PRL-u, dla bohatera reprezentującego londyński Rząd RP na Uchodźstwie i antykomunistyczny nurt PPS nie było miejsca. Próba uhonorowania go nazwą ulicy w Katowicach w 1946 roku przetrwała zaledwie trzy dni – komunistyczne władze nakazały błyskawiczny demontaż tablic. Na pół wieku nad jego historią zapadła milcząca zmowa.
Pamięć o nim przetrwała jednak dzięki tym, których ocalił. Henryk Zvi Zimmermann, dawny łącznik Sławika z krakowskiego getta (numer obozowy 68220 z Płaszowa), który po wojnie zrobił karierę polityczną w Izraelu, obiecał sobie, że świat dowie się o „śląskim Wallenbergu”. Po dramatycznych, wieloletnich poszukiwaniach rodziny Sławika w Polsce, jego starania przyniosły owoc. W 1990 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Sławika tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Dwadzieścia lat później, w 2010 roku, sprawiedliwość dziejowa dopełniła się w ojczyźnie – prezydent RP odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.
Powrót do Szerokiej
Dzisiaj Henryk Sławik ostatecznie wrócił na rodzinną ziemię. Jastrzębie-Zdrój podjęło się wielkiego zadania pielęgnowania dziedzictwa swojego najsłynniejszego syna. Od 2017 roku jego imię z dumą nosi jastrzębska Szkoła Podstawowa nr 18 (o historycznych, sięgających XVI wieku korzeniach).
Najbardziej wymownym symbolem tej pamięci jest jednak pomnik-ławeczka, odsłonięty 16 lipca 2021 roku przy ulicy Powstańców Śląskich w Szerokiej. Rzeźba usytuowana obok zabytkowego kościoła pw. Wszystkich Świętych nie jest typowym, pełnym patosu monumentem. Spiżowy Sławik siedzi na niej w zamyśleniu i patrzy w bardzo konkretnym kierunku – w stronę parceli, na której przed wiekiem stała pokryta słomą chata jego rodziców. To właśnie stąd wyniósł wartości, które nie ugięły się przed największą machiną terroru w historii Europy.
Henryk Sławik udowodnił, że największym zwycięstwem człowieka w czasach pogardy jest zachowanie godności. Zbudował sojusz oparty na empatii, rzucając wyzwanie totalitaryzmowi. Dla nas, mieszkańców regionu, pamięć o „Chłopaku z Szerokiej” to nie tylko lekcja historii lokalnej. To uniwersalny drogowskaz pokazujący, że prawdziwe bohaterstwo nie pyta o poglądy, a odwaga cywilna i otwarty umysł są zawsze w cenie.
opracował Alojzy Godos/(c) 2026 Portal Jas24info.
Henryk Sławik, Jastrzębie-Zdrój, Szeroka, historia, II wojna światowa



