Dzisiaj, 28 sierpnia 2026 roku, mija dokładnie 80 lat od jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni komunistycznego aparatu terroru. W gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej zamordowano strzałem w tył głowy dwoje żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK: niespełna 18-letnią sanitariuszkę Danutę Siedzikównę „Inkę” oraz 42-letniego oficera Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. To tragiczna rocznica, która przypomina nam o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych – ludziach, o których pamięć kultywujemy dzisiaj ze szczególną troską również w naszym regionie i na łamach jas24info.
80 lat temu zginęli z okrzykiem „Niech żyje Polska!”.
Pamięć o „Ince” i „Zagończyku” wciąż żywa, także w Jastrzębiu-Zdroju
Służba i bezgraniczne oddanie Polsce w cieniu wojennego dramatu
Danuta Siedzikówna dorastała w patriotycznej, leśniczej rodzinie na urokliwym, ale naznaczonym wojną Podlasiu. Jej losy od samego początku wpisywały się w tragiczny scenariusz tamtych lat – ojciec zmarł z wycieńczenia po wywózce do sowieckiego łagru, a matkę brutalnie zamordowało Gestapo. Będąc okrutnie doświadczoną przez los sierotą, zaledwie w wieku 15 lat podjęła w pełni świadomą decyzję i złożyła przysięgę w Armii Krajowej.
Służąc jako łączniczka i sanitariuszka w oddziałach dowodzonych przez legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, młodziutka "Inka" cechowała się wyjątkową dojrzałością i empatią. Na polu walki, kierując się niezachwianą etyką chrześcijańską i żołnierską, ratowała ludzkie życie bez względu na to, jaki mundur nosił ranny. Historia zapamiętała, że opatrywała rany nawet funkcjonariuszom komunistycznej milicji, którzy z nią walczyli.
Razem z nią śmierć z rąk oprawców poniósł Feliks Selmanowicz, oficer z potężnym doświadczeniem frontowym. „Zagończyk” był weteranem zwycięskiej wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku, służył w elitarnym Korpusie Ochrony Pogranicza, a jego determinacja pozwalała mu z powodzeniem uciekać z sowieckich i litewskich obozów jenieckich oraz aresztów. W 1946 roku, nie składając broni przed sowieckim okupantem, dowodził patrolami dywersyjnymi walczącymi na Pomorzu.
Zdrada, bezwzględne śledztwo i komunistyczna farsa sądowa
Bohaterska walka oddziału została brutalnie przerwana w lipcu 1946 roku. Przyczyną była zdrada dawnej konspiracyjnej łączniczki, Reginy Żylińskiej, która po swoim aresztowaniu poszła na współpracę i wydała podziemie w ręce Urzędu Bezpieczeństwa. Zarówno „Inka”, jak i „Zagończyk” trafili do katowni UB, gdzie przeszli przez bestialskie śledztwo. Mimo że nastoletnia Danuta była bita, torturowana i systematycznie poniżana przez komunistycznych śledczych, nie ugięła się i nie wydała żadnego ze swoich towarzyszy broni.
Władza ludowa nie miała zamiaru oszczędzać polskich patriotów. Rozprawa sądowa przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Gdańsku przypominała tragikomiczną farsę – przeprowadzono ją w trybie doraźnym, a wyrok był z góry ukartowany. Proces trwał zaledwie kilka godzin. Opierając się na drakońskich, antypolskich przepisach Małego kodeksu karnego, oskarżyciel Wacław Krzyżanowski bezlitośnie zażądał kary śmierci dla dziewczyny, która w świetle ówczesnego prawa nie była jeszcze pełnoletnia. Decyzję przypieczętował Bolesław Bierut, odrzucając wszelkie wnioski o łaskę.
„Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”
Przed samą egzekucją, mimo beznadziejnej sytuacji, „Ince” udało się przemycić z celi krótki, lecz niesamowicie poruszający gryps o treści: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Te proste, ale pełne godności słowa przeszły do historii, stając się uniwersalnym testamentem moralnym nie tylko dla jej pokolenia, ale i dla współczesnych Polaków.
O świcie, 28 sierpnia 1946 roku, oboje skazańcy stanęli przed plutonem egzekucyjnym Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Z podniesionymi głowami i niesamowitą odwagą odmówili założenia opasek na oczy, chcąc patrzeć śmierci prosto w twarz. Tuż przed morderczą salwą wspólnie wykrzyczeli w stronę oprawców: „Niech żyje Polska!”, a „Inka” dodała jeszcze swoje ostatnie słowa: „Niech żyje »Łupaszko«!”.
Padły strzały. Co niezwykłe, młodzi żołnierze z plutonu egzekucyjnego, najwyraźniej porażeni i zawstydzeni niezłomną postawą nastolatki, celowo chybili. Wtedy do rannych, leżących na ziemi bohaterów, podszedł dowódca plutonu, ppor. Franciszek Sawicki, i z zimną krwią, strzałami w głowę, dokonał zbrodni.
Prawda zwycięża. Duma i pamięć w Jastrzębiu-Zdroju
Przez całe dekady stalinowski reżim dążył do całkowitego wymazania pamięci o tych bohaterach. Ich ciała zakopano pod osłoną nocy w bezimiennych dołach, by nikt nigdy nie mógł zapalić na ich grobach znicza.Prawda jednak ostatecznie zwyciężyła. W 2014 roku, po niezwykle żmudnych i trudnych poszukiwaniach, zespół badawczy Instytutu Pamięci Narodowej pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka odnalazł szczątki bohaterów ukryte głęboko pod płytami chodnikowymi Cmentarza Garnizonowego w Gdańsku.
Dzisiaj dziedzictwo Żołnierzy Wyklętych odbija się szerokim echem w całym kraju. Z okazji 80. rocznicy kaźni, 5 sierpnia 2026 roku Senat RP przyjął przez aklamację specjalną uchwałę oddającą hołd Danucie Siedzikównie. W Gdańsku zaplanowano potężny marsz pamięci z 80-metrową, biało-czerwoną flagą.
Dla nas, mieszkańców Jastrzębia-Zdroju i okolicznych miejscowości, ta historyczna pamięć ma również niezwykle silny, żywy i lokalny wymiar. To właśnie w naszym mieście prężnie działa Klub Sportowy Stowarzyszenie Lokalne Salezjańskiej Organizacji Sportowej (SL SALOS), który z dumą nosi imię Danuty Siedzikówny „Inki”. Warto w tym miejscu zaznaczyć ważną zmianę na oświatowej mapie Jastrzębia – siostry Salezjanki przeniosły się na ulicę Wielkopolską, gdzie z sukcesami kontynuują swoją misję, wychowując młodzież w duchu wartości patriotycznych i chrześcijańskich. Z kolei w obiektach przy ulicy Kusocińskiego, dawniej z nimi kojarzonych, funkcjonuje obecnie Akademia Talentów Jastrzębskiego Węgla, co tworzy piękny sportowo-edukacyjny obraz tej części miasta.
Lokalną świadomość na temat tamtych mrocznych, ale i bohaterskich dni wzmacniała również zorganizowana w tym roku w jastrzębskim Muzeum Miejskim głośna i bardzo poruszająca wystawa przygotowana przez IPN: „Niezłomna, wyklęta, przywrócona pamięci”, która cieszyła się ogromnym zainteresowaniem lokalnej społeczności.
Osiemdziesiąt lat po tragicznej śmierci w gdańskiej katowni, okrzyk „Inki” i „Zagończyka” wciąż nie milknie. Przesłanie, by w każdej, nawet najtrudniejszej życiowej sytuacji po prostu „zachować się jak trzeba”, żyje na nowo. I każdego dnia, także tu – w Jastrzębiu-Zdroju – inspiruje kolejne pokolenia do szlachetności i umiłowania ojczyzny.
opracował Alojzy Godos/(c) 2026 Portal Jas24info
foto z archiwum AIPN
Danuta Siedzikówna Inka, Feliks Selmanowicz Zagończyk, Żołnierze Niezłomni, Armia Krajowa, Jastrzębie-Zdrój, SL SALOS Jastrzębie, Muzeum Miejskie w Jastrzębiu-Zdroju, historia, patriotyzm, jas24info

