DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Narodowe Czytanie Dziady Mickiewicza Jastrzębie-Zdrój - relacja

post-img

W przestrzeni miejskiej rzadko zdarzają się chwile, w których czas na moment staje w miejscu, a zgiełk codzienności ustępuje miejsca absolutnej ciszy. Wczorajsze popołudnie i wieczór, 5 września, udowodniły jednak, że odpowiednio zinterpretowana klasyka wciąż dysponuje taką siłą. Piętnasta odsłona ogólnopolskiej akcji Narodowego Czytania, poświęcona dramatom Adama Mickiewicza, przybrała w Jastrzębiu-Zdroju formę pełnowymiarowego, angażującego widowiska. Widowiska, które nie byłoby możliwe, gdyby nie rzadko spotykana, niezwykle spójna kooperacja lokalnych instytucji kultury.

Zmierzyć się z tajemnicą. Jastrzębskie obchody Narodowego Czytania „Dziadów” na długo zapadną w pamięć

Zwykło się uważać, że publiczne czytanie wielkich dzieł niesie ze sobą ryzyko wpadnięcia w pułapkę szkolnej sztampy – rzędu krzeseł, surowego światła i monotonnej recytacji. W Jastrzębiu-Zdroju ten schemat odrzucono w całości. Miejska Biblioteka Publiczna, oraz Muzeum Miejskie udowodniły, że wspólna wizja może przekształcić literackie spotkanie w wydarzenie z pogranicza teatru, sztuk wizualnych i obrzędu.

Tam, gdzie kończy się rozum. Wizualny wstęp do mrocznego świata

Zanim jednak w Parku Zdrojowym w pełni zapadł zmrok, organizatorzy zadbali o odpowiednie przygotowanie merytoryczne i estetyczne widzów. Jeszcze w świetle popołudniowego słońca, w murach Muzeum Miejskiego, otwarto wystawę kuratorską pod intrygującym tytułem „To jest nad rozum człowieczy”.

Dla tych, którzy pamiętają tekst dramatu, cytat ten nie był przypadkowy. To słowa Guślarza, wypowiedziane w momencie skrajnej bezradności, gdy zjawia się milczące, tajemnicze Widmo, niepodatne na żadne znane zaklęcia. Wobec tak niepojętej tajemnicy zawodzi ludzki intelekt i codzienna logika. Jak usłyszeliśmy podczas doskonałego słowa wstępnego wygłoszonego na wernisażu – tam, gdzie kończy się rozum, do głosu musi dojść sztuka.

To ona próbuje nadać temu, co niewidzialne, jakikolwiek namacalny kształt.

W Muzeum Miejskim ten kształt przybrał formę siedemnastu unikatowych grafik Czesława Borysa Jankowskiego (1862–1941). Ten wybitny rysownik i ilustrator, pół wieku po śmierci Mickiewicza, podjął się w 1896 roku niemal karkołomnego zadania zilustrowania luksusowego wydania „Dziadów” (części I, II i IV) przygotowywanego przez renomowaną księgarnię Hermana Altenberga.

Oglądając wystawę z bliska, można było uzmysłowić sobie skalę wyzwania, przed którym stanął ówczesny twórca. Jak za pomocą samej czerni i bieli oddać świat z pogranicza jawy i snu? Jak w dwuwymiarowej przestrzeni grafiki zróżnicować ciężar bytu cielesnego od ulotnej natury zjaw? Jankowskiemu udało się to mistrzowsko, w dużej mierze dzięki nowatorskim u schyłku dziewiętnastego wieku technikom cynkografii i fotograwiury.

Oglądanie tych precyzyjnych, a zarazem dusznych i mrocznych ilustracji stanowiło idealne, intelektualne preludium do tego, co miało wydarzyć się niebawem.

Między dawnym wierzeniem a dramatem moralnym

Zanim padły pierwsze wersy, przypomniano zgromadzonym o niesamowitej architekturze samego dzieła Mickiewicza. Poeta, wzrastający na nowogródzkiej ziemi, przesiąkł światem, w którym oficjalna, chrześcijańska liturgia współistniała z ludowymi, zakorzenionymi głęboko w przeszłości wierzeniami. Historie o duchach, błąkających się duszach, nieuchronnej karze i winie były tam codziennością.

Mickiewicz dokonał jednak czegoś wielkiego – nie ograniczył się do roli etnografa dokumentującego wschodni obrzęd zaduszny. Wziął ten surowy, ludowy protokół i wykuł z niego monumentalny dramat, w którym zjawiska nadprzyrodzone są jedynie pretekstem do rozmowy o kondycji człowieka.

Kiedy duchy zjawiają się na wezwanie Guślarza, nie robią tego, by wzbudzać prosty strach. Przychodzą, by obnażyć prawdę o żyjących. Historie okrutnego Złego Pana, któremu ptaki wyszarpują pożywienie, czy zawieszonej w próżni Zosi, niosą potężny ładunek humanizmu. To dramat o odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Park Zdrojowy jako kaplica. Rytuał z udziałem mieszkańców

Kulminacyjny punkt wczorajszego wydarzenia rozpoczął się w fazie przejściowej – zanim w pełni zapadł zmrok. Park Zdrojowy, ze swoją jeszcze nie jesienną, wciąż letnią aurą i szumem starych drzew, zachodzącym słońcem i chmurami na niebie okazał się naturalną, niemal organiczną scenografią. Powierzenie interpretacji II części „Dziadów” (uzupełnionej o zręcznie wplecione fragmenty części III i IV) samym mieszkańcom Jastrzębia-Zdroju było decyzją odważną, ale jakże trafną.

Brak profesjonalnego, aktorskiego zacięcia w tym konkretnym przypadku był ogromnym atutem – nadał tekstowi surowości, prawdy i autentyzmu. Zebrani poczuli, że to nie jest spektakl dla publiczności, ale wspólny rytuał, w którym uczestniczą.

Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o niewidzialnych bohaterach wczorajszego popołudnia. Cała ta starannie budowana iluzja runęłaby w mgnieniu oka, gdyby nie rzemiosło akustyków. To ich wysoce profesjonalne wsparcie techniczne stworzyło architekturę tej przestrzeni. Dzięki bezbłędnej realizacji dźwięku każde słowo niosło się wyraźnie, potęgując nastrój grozy, a przemyślana, oszczędna gra świateł sprawiła, że wraz z gęstniejącym półmrokiem plenerowa Muszla Koncertowa przeobraziła się we wnętrze cmentarnej kaplicy.

Gdy w rześkim, wrześniowym powietrzu wybrzmiały słowa: „Bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”, w parku zapanowała absolutna cisza. To był ten moment, w którym literatura wygrała z codziennym pośpiechem. Jastrzębie-Zdrój pokazało wczoraj, że kultura nie potrzebuje sztucznego patosu – wystarczy szacunek do tekstu, mądra kooperacja i przestrzeń na refleksję.

 

Redakcja jas24info.pl (Alojzy Godos)

foto własne  Zjawy

Narodowe Czytanie 2026, Jastrzębie-Zdrój, Dziady Mickiewicz, Park Zdrojowy, Miejska Biblioteka Publiczna w Jastrzębiu, Muzeum Miejskie, Miejski Ośrodek Kultury, Czesław Borys Jankowski

 

 

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic