DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Operacji „WODA 2026”

post-img

Zapadają szlabany na ulicy Moszczenickiej – od ronda Chlebika aż do skrzyżowania z Jagiełły ruch staje. Nad dachami pojawiają się drony zwiadowcze, na ulice wyjeżdża ciężki sprzęt. Jastrzębie-Zdrój zamienia się w poligon dla operacji „WODA 2026”. Wojsko i straż pożarna testują najczarniejsze scenariusze. I o ile mundurowi zdają swój egzamin celująco, manewry z całą mocą obnażają to, o czym w kuluarach mówi się od dawna: przerażającą lukę w obronie cywilnej i polityce informacyjnej miasta. 

Metan, komandosi i informacyjna próżnia. Prawdziwe lekcje z operacji „WODA 2026” w JastrzębiuWtorek, 6 października, godzina 7:30.

Punktem ciężkości pierwszego uderzenia była Elektrociepłownia Moszczenica, należąca do Orlen Termika Silesia. Ze względu na pracujące tam agregaty zasilane gazem z odmetanowania kopalń, standardowa interwencja policji z użyciem granatów hukowych czy broni gładkolufowej nie wchodziła w grę.

Ryzyko gigantycznej eksplozji wymusiło użycie zupełnie innych środków.

Do akcji odbicia zakładników i powstrzymania sabotażystów przed zatruciem sieci Jastrzębskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji wkroczyła gliwicka Jednostka Wojskowa AGAT.

Specjalsi działali w trybie cichego podejścia, opierając się na wsparciu snajperów i bezpośredniej walce w zwarciu, by uniknąć jakiegokolwiek iskrzenia. Tuż za nimi do strefy zero wszedł pododdział CBRN MERT, który musiał natychmiast zidentyfikować substancję mającą skazić ujęcia wody.

Równolegle kilkanaście kilometrów dalej, na rzekach Gmyrdek i Ruptawka, strażacy toczyli walkę z czasem po symulowanym, niekontrolowanym zrzucie ścieków.

Sukces zależał od jednego: bezbłędnej i natychmiastowej komunikacji między inżynierami JZWiK, TAURON-u a sztabem kryzysowym. Bez precyzyjnego wskazania przepustów przez cywilów, strażacy nie mieliby szans na szybkie rozstawienie zapór sorpcyjnych, co w realnym świecie oznaczałoby bezpowrotne zatrucie wód gruntowych.

Lekcja z Kijowa, której wciąż nie odrobiliśmy

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Powiedzmy to wprost i wyraźnie: nasza krytyka działań jastrzębskiego magistratu nie jest tanim, hejterskim atakiem wycelowanym w podbicie statystyk.

Skupiamy się na faktach, a te są niepokojące.

Obecność ciężkiego sprzętu i wojska w stutysięcznym mieście zawsze wywołuje w ludziach lęk. Reakcją władz – w tym prezydenta Michała Urgoła – było publikowanie w mediach społecznościowych uspokajających komunikatów. Problem w tym, że w Jastrzębiu-Zdroju, podobnie jak w większości polskich miast, brakuje stałego i wiarygodnego kanału edukacji i informacji o realnych zagrożeniach.

Wystarczy wizyta w objętej wojną Ukrainie – w Kijowie czy Lwowie – by na własne oczy zobaczyć, czym jest prawdziwa obrona cywilna. Tam nikt nie łudzi się, że dla każdego wystarczy miejsca w profesjonalnym bunkrze, bo takich obiektów po prostu brakuje. Siłą tamtejszych mieszkańców jest wiedza o tym, jak w ułamku sekundy zaadaptować własne otoczenie.

Ukraińcy wiedzą, że gdy wyją syreny, najbezpieczniej jest skryć się w łazience (gdzie nie ma okien odłamkowych), w piwnicy lub na klatce schodowej, wykorzystując nośne ściany. Zamiast szukać mitycznych, często nieosiągalnych na froncie „plecaków ewakuacyjnych”, wiedzą dokładnie, jakie dokumenty, leki i zapasy chwycić z szafki w drodze do przedpokoju.

Świadomość jastrzębian jest od tego oddalona o lata świetlne. Dowód? Wystarczy poczytać dyskusje w lokalnym internecie. Przy okazji jakichkolwiek manewrów mieszkańcy miotają się w domysłach, dopytując o lokalizacje schronów. W mieście wciąż pokutuje wręcz niebezpieczna miejska legenda, że w razie ataku można po prostu uciec i schronić się w kopalnianym schronie – co z perspektywy czasu reakcji, procedur i odległości jest scenariuszem całkowicie nierealnym.

Prawda jest brutalna: w sytuacji kryzysowej musimy umieć liczyć przede wszystkim na siebie, co dobitnie pokazała zresztą wczorajsza kompromitacja centralnego systemu ostrzegania. Jak szeroko informowała ogólnopolska prasa, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zamiast ostrzec mieszkańców województwa lubelskiego o możliwych zagrożeniach z powietrza, przez kuriozalną pomyłkę wysłało alarmujące SMS-y na drugi koniec Polski – do mieszkańców województwa lubuskiego.

Skoro zawodzi państwowy system alertów na najwyższym szczeblu, tym bardziej na poziomie lokalnym obywatel nie może pozostawać bezbronny i niedoinformowany.

Panika nie rodzi się z widoku wojska na ulicach. Panika powstaje wtedy, gdy brakuje elementarnej wiedzy, a ludzie nie wiedzą, co mają robić. Zamiast ograniczać się do jednodniowych akcji uspokajających przy okazji ćwiczeń, magistrat powinien potraktować to jako punkt wyjścia do rzetelnej, ciągłej edukacji.

Musimy wypracować system, w którym cywil wie, gdzie w swoim własnym bloku z wielkiej płyty przeczekać zagrożenie i po co sięgnąć do szuflady, gdy nie będzie czasu na pytania.

Budowanie tej świadomości to praca u podstaw, którą trzeba wykonać teraz – na chłodno.

 

Teodor Wiśniewski/Redakcja jas24info.pl

 

 

Jastrzębie-Zdrój, WODA 2026, JW AGAT, EC Moszczenica, obrona cywilna, zarządzanie kryzysowe, edukacja, wojna w Ukrainie, JZWiK.

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic