Wyobraźmy sobie imieniny u cioci, która obraża się śmiertelnie, bo gość odmawia wciągnięcia przy stole kreski kokainy. Brzmi jak absurd? Tymczasem dokładnie ten sam mechanizm towarzyskiego przymusu działa w Polsce przy każdym kieliszku wódki, lampce wina i puszce piwa. Podczas I Jastrzębskiego Forum Abstynenckiego w Kinie „Centrum” nie było moralizowania ani straszenia z ambony. Były twarde dowody z zakresu neurobiologii, rozkład na czynniki pierwsze tego, co dzieje się w ludzkim mózgu o godzinie 22:27 po ciężkim dniu, oraz odpowiedź na pytanie, dlaczego u tak wielu pacjentów na oddziałach odwykowych pod maską nałogu kryje się zupełnie inny, nierozpoznany przez lata problem
Gdyby alkohol odkryto dzisiaj, byłby nielegalny. Gorzka prawda o „szarej strefie”, biochemicznej chwilówce i powrocie do ustawień fabrycznych na I Jastrzębskim Forum Abstynenckim [WIDEO]
Sobota, 3 października 2026 roku, sala kinowa Miejskiego Ośrodka Kultury (Kino „Centrum”) w Jastrzębiu-Zdroju. Na widowni obok siebie zasiadają przedstawiciele Regionalnego Związku Stowarzyszeń Abstynenckich, członkowie klubów trzeźwościowych z całego województwa śląskiego, terapeuci, samorządowcy, osoby, które wyszły z najcięższych zakrętów uzależnienia, ich bliscy oraz uczniowie jastrzębskich szkół.
Pierwsze Jastrzębskie Forum Abstynenckie, zorganizowane pod hasłem „Od tabu do świadomości – dowody naukowe obalają iluzje i wspierają modę na abstynencję”, zaczęło się od pytania rzuconego w stronę sali przez prowadzącą wydarzenie Monikę Sokołowską: gdyby alkohol wynaleziono dzisiaj, czy byłby legalny?
Powrót do ustawień fabrycznych i dwupasmówka z Jastrzębia do Gliwic
Za całym przedsięwzięciem stoi działający w naszym mieście od ponad czterech dekad Klub Abstynentów „Arka”, kierowany przez prezesa zarządu Marka Langiewicza. Otwierając forum, szef stowarzyszenia nie krył emocji, dziękując ludziom, którzy poświęcili dziesiątki godzin prywatnego czasu, by wydarzenie tej rangi mogło odbyć się w Jastrzębiu-Zdroju – szczególnie Ewie, Magdzie, Krzysztofowi i Basi z klubu „Arka”, a także pracownikom Urzędu Miasta i partnerom instytucjonalnym.
Kiedy Marek Langiewicz przeszedł do wyjaśnienia, czym na co dzień zajmuje się stowarzyszenie, odłożył oficjalne formułki na bok:
– Pomagamy ludziom w powrocie do ustawień fabrycznych. Nikt nie urodził się alkoholikiem – zostało to nabyte gdzieś w trakcie. Na początku u jednych było jedno piwo, u innych lampka wina. Potem pojawił się „piątek, piąteczek”, na weekend coś więcej. W mózgu łączą się pierwsze dwie synapsy, potem kolejne, robi się ścieżka, a z niej szeroka droga. Człowiek nawet nie wie, w którym momencie staje się uzależniony – tłumaczył prezes Klubu Abstynentów „Arka”.
Aby wytłumaczyć, na czym polega wyjście z nałogu, posłużył się porównaniem, które w Jastrzębiu-Zdroju rozumie każdy kierowca:
-
Stara droga do Gliwic przez Rybnik to wydeptana przez lata trasa uzależnienia. Jest uciążliwa i niebezpieczna, ale mózg zna ją na pamięć. Kiedy człowiek przestaje pić, ta stara droga wcale nie znika z krajobrazu – ona wciąż tam leży i czeka na chwilę słabości.
-
Nowa trasa alternatywna przez Mszanę i Żory – z dwoma pasami ruchu od Mszany i trzema od Żor – to życie budowane w trzeźwości. Zaczyna się od jednego dnia bez alkoholu, od przekroczenia progu stowarzyszenia, terapii i zwykłych, codziennych zajęć. Chodzi o to, by wybudować obok starej szosy na tyle wygodną, bezpieczną i satysfakcjonującą „autostradę”, żeby na starą drogę przez Rybnik po prostu nie chciało się już zjeżdżać.
Tegoroczny rozmach działań Klubu „Arka” nie byłby możliwy bez decyzji samorządu. Miasto Jastrzębie-Zdrój w 2026 roku czterokrotnie zwiększyło pulę środków w konkursach na profilaktykę przeciwalkoholową. Dzięki temu stowarzyszenie wyszło z pomocą daleko poza swoją siedzibę przy ul. Zielonej.
Pierwszym dużym projektem byli „Rycerze Trzeźwości” – cykl warsztatów profilaktycznych, które we współpracy z klubem poprowadził Irek Brachaczek w Szkołach Podstawowych nr 4 oraz nr 19 w Jastrzębiu-Zdroju. Przez zajęcia przewinęło się dokładnie około 435–450 dzieci, a finałem akcji był średniowieczny piknik z namiotami rycerskimi, kowalstwem i garncarstwem w parku.
Drugim filarem stało się sobotnie Forum, objęte honorowym patronatem prezydenta miasta Michała Urgoła.
– Pytanie o to, czy alkohol byłby dziś legalny, jest prowokacyjne, ale warto je postawić nie po to, by rozmawiać o zakazach czy nakazach, lecz o zdrowiu i profilaktyce. Dlatego czterokrotnie zwiększyliśmy środki budżetowe, by ostrzec młodych ludzi przed zagrożeniami i pokazać im alternatywę. Dziś świadomy wybór życia bez alkoholu jest wyborem zdrowia, a nie wyłącznie walką z nałogiem – zaznaczył prezydent Michał Urgoł, dziękując członkom „Arki” za ich całoroczną pracę u podstaw oraz zapraszając gości z innych miast województwa do odwiedzenia Parku Zdrojowego i obecnego na sali dyrektora Carbonarium.
Godzina 22:27, waza Rubina i kot biegnący do puszki. Neurobiologia nałogu bez tajemnic
Pierwszy wykład pt. „Ten sam mózg, dwa kierunki: neurobiologia uzależnienia i zmiany” (zobacz pełny zapis wideo z prelekcji dr Ingi Dziembowskiej) wygłosiła dr Inga Dziembowska – neuropsycholożka pracująca na co dzień na Oddziale Terapii Uzależnień od Alkoholu w Wojewódzkim Szpitalu Zdrowia Psychicznego w Świeciu oraz adiunkt w Katedrze Patofizjologii Collegium Medicum w Bydgoszczy (UMK w Toruniu), która przyjechała do Jastrzębia-Zdroju aż 500 kilometrów.
Zaczęła od pytania, które najczęściej zadają bezradni bliscy osób uzależnionych: dlaczego człowiek, który traci zdrowie, pieniądze, rodzinę i szacunek, robi coś kompletnie sprzecznego z własnym interesem i znów sięga po alkohol?
Od godziny 6:30 do 22:27 – anatomia kapitulacji
Zamiast rzucać podręcznikowymi definicjami, dr Dziembowska przedstawiła historię pani Anny. Jest godzina 6:30 rano. Anna budzi się zmęczona, bo poprzedniego wieczoru do późna oglądała serial i jadła czekoladę, po której ma płytki sen i koszmary. Rano jej kora przedczołowa działa bez zarzutu. Plan jest prosty i racjonalny: „Dzisiaj zjem lekką kolację, nie tknę słodyczy i położę się wcześnie spać”.
Potem jednak zaczyna się prawdziwe życie:
-
W pracy lawina pilnych wiadomości; zadanie, które miało zająć kwadrans, pożera godzinę, a zamiast podziękowania przełożony wytyka same błędy.
-
Po wyjściu z biura – ostra kłótnia z partnerem o drobiazg; padają słowa, które bolą i krążą w głowie przez kolejne godziny.
-
W drodze powrotnej – stłuczka samochodowa. Nikt nie ucierpiał, ale trzeba stać na deszczu i spisywać oświadczenia.
-
Gdy Anna idzie pieszo do domu w zimnie i wietrze, przejeżdżający autobus oblewa ją wodą z kałuży od stóp do głów.
-
W domu czeka jeszcze kilka niedokończonych obowiązków. Dopiero o 21:00 Anna siada pod kocem i włącza serial – ma wreszcie chwilę dla siebie.
Wybija godzina 22:27. Na ekranie bohater odczytuje wstrząsającą wiadomość, po czym pojawia się napis „Koniec odcinka” i automatyczny zegar: „Następny odcinek za 5... 4... 3 sekundy”. Obok na stoliku leży czekolada. Poranny cel („chcę się jutro wyspać”) stał się w jej mózgu blady, odległy i abstrakcyjny, natomiast lista niezaspokojonych potrzeb – głód ulgi, odpoczynku, redukcji napięcia – krzyczy z pełną mocą. Sam widok czekolady i wspomnienie szelestu odwijanego sreberka uruchamia reakcję fizjologiczną.
Waza Rubina: dlaczego „on chce pić” to tylko połowa prawdy
Aby wyjaśnić, co dzieje się z uwagą człowieka w takiej chwili, neuropsycholożka pokazała słynną wazę Rubina z psychologii postaci (Gestalt) – dwuznaczny rysunek, na którym w zależności od tego, co stanie się figurą, a co tłem, widzimy albo biały kielich, albo dwa czarne profile twarzy.
– Kiedy patrzymy na osobę sięgającą po alkohol, bardzo łatwo przychodzi nam wyjaśnienie: „On po prostu chce pić, nic innego się dla niego nie liczy”. To zdanie opisuje jego pragnienie w tej jednej, konkretnej sekundzie, ale nie mówi prawdy o tym, czego ten człowiek chce dla swojego życia. On może jednocześnie szczerze pragnąć być trzeźwy, odzyskać zaufanie bliskich, przeżyć spokojny dzień – tylko w tym momencie obietnica natychmiastowej ulgi zajęła cały pierwszy plan, spychając resztę do tła – wyjaśniała dr Inga Dziembowska.
Kiedy powtarzające się uleganie pokusie zamienia się w chorobę? Najnowsza klasyfikacja medyczna (ICD-11) wskazuje, że o uzależnieniu mówimy wówczas, gdy spełnione są przynajmniej dwa z trzech kryteriów:
-
Coraz trudniej kierować używaniem: człowiek planuje określoną ilość, ale wielokrotnie ją przekracza; powtarza sobie i bliskim „tym razem naprawdę miało być inaczej”, lecz scenariusz wraca w kolejnych tygodniach i miesiącach.
-
Substancja przejmuje pierwszeństwo: alkohol po cichu wypycha z kalendarza dawne życie – najpierw odwołuje się spotkanie, potem rezygnuje z treningu, następnie przestaje oddzwaniać do znajomych ze wstydu, aż w końcu telefon milknie na dobre, a cały dzień obraca się wokół używania substancji.
-
Fizjologiczne przystosowanie organizmu: może rozwijać się tolerancja, czyli potrzeba przyjmowania większych ilości substancji w celu uzyskania podobnego efektu, oraz objawy odstawienne pojawiające się po ograniczeniu lub zaprzestaniu jej używania.
Urzędnik z pieczątką i przesterowany głośnik w głowie
Dlaczego mózg tak łatwo daje się oszukać? Bo wbrew obiegowym opiniom dopamina nie jest hormonem przyjemności, lecz neuroprzekaźnikiem motywacji i zmiany stanu. Dr Dziembowska porównała ją do skrupulatnego urzędnika z pieczątką, który zauważa szybką zmianę samopoczucia i przybija na danym zachowaniu stempel: „Ważne! Uwzględnij przy następnym wyborze” – z dopiskiem drobnym drukiem: „Przyjemność nie jest gwarantowana”.
Co gorsza, dopamina zaczyna wydzielać się nie w chwili spożycia, ale już na sam sygnał zapowiadającysubstancję. Działa to dokładnie tak samo, jak u dzieci, które nie reagują na porządkowanie dokumentów, ale na dźwięk odwijanego papierka od cukierka w drugim pokoju natychmiast pojawiają się obok, albo jak u kota, który śpi podczas awantury i wycia syren za oknem, lecz na dźwięk otwieranej puszki z karmą w ułamku sekundy melduje się przy nogach.
Kiedy pijemy wodę, jemy posiłek, uprawiamy sport lub rozmawiamy z kimś bliskim, poziom dopaminy faluje łagodnie i bezpiecznie wraca do równowagi. Tymczasem alkohol i inne substancje psychoaktywne mogą silnie oddziaływać na układ nagrody, wywołując zmiany w przekaźnictwie dopaminergicznym, a w przypadku niektórych substancji, zwłaszcza psychostymulantów, odpowiedź ta może być szczególnie intensywna.
Mózg nie jest ewolucyjnie przystosowany do takich „superbodźców”. Traktuje ten nienaturalny wyrzut jak nagłe rozkręcenie głośnika na pełną moc – w obronie własnej gwałtownie ścisza dźwięk poniżej progu słyszalności. Po krótkim skoku następuje dotkliwy spadek dopaminy poniżej normy. Wtedy człowiek wpada w błędne koło: skutki wczorajszego picia (rozbicie, lęk, bezsenność) stają się bezpośrednim powodem, by sięgnąć po substancję ponownie.
Siedemnastoletnia Klaudia i pytanie za milion punktów
Dr Dziembowska pokazała również, dlaczego tak łatwo w tę sieć wpadają młodzi ludzie. Mózg rozwija się etapami – jak u dziecka uczącego się grać na klarnecie, u którego wzmacniają się wyłącznie ćwiczone połączenia nerwowe, a pozostałe zanikają. U nastolatka (który jeszcze chwilę temu malował się kosmetykami mamy jak dorosła kobieta, a kwadrans później bawi się lalką) obszar odpowiadający za emocje działa już z pełną siłą, natomiast kora przedczołowa (hamowanie impulsów, planowanie) nie jest jeszcze wystarczająco dojrzała, by te emocje wyregulować.
Gdy 17-letnia Klaudia wchodzi na imprezę do nowej grupy znajomych z postanowieniem „dziś nie piję, jutro mam ważną klasówkę”, a ktoś bez żadnego przymusu pyta ją po prostu: „Chcesz?”, w ułamku sekundy jej mózg przeżywa gigantyczne przeciążenie. Ewolucyjnie wykluczenie z plemienia oznaczało dla człowieka pierwotnego śmierć i do dziś odrzucenie przez grupę jest odbierane przez mózg równie silnie jak ból fizyczny. Dlatego samo promowanie spotkań bezalkoholowych zdejmuje z głów młodych ludzi ogromny ciężar decyzyjny.
Kulisy oddziału odwykowego: ukryte diagnozy i „różne zegary zdrowienia”
Na koniec swojej prelekcji badaczka ze Świecia odczarowała mit oddziału terapii uzależnień jako miejsca rygoru i oceniania:
-
Drugie dno nałogu: W praktyce klinicznej u znacznej części pacjentów podejmujących terapię uzależnienia ujawniają się dodatkowe trudności psychiczne, niekiedy nierozpoznane przez wiele lat. Mogą to być m.in. ADHD, zaburzenia depresyjne, lękowe czy zaburzenia osobowości. Kiedy psycholog pyta takich pacjentów o czasy szkolne, często mówią: „Nie uczyłem się, bo byłem leniwy”. Dopiero rzetelna diagnoza pokazuje, że z powodu zaburzeń neurorozwojowych nie byli w stanie wysiedzieć 45 minut w ławce albo paraliżował ich lęk w relacjach z rówieśnikami, a alkohol stał się później wtórną próbą samoleczenia.
-
Różne zegary zdrowienia: Pacjent po kilku tygodniach trzeźwości – jak opisany przez prelegentkę pan Marek – często pyta z bezradnością: „Nie piję, staram się, omijam sklepy, dlaczego nadal nie potrafię się skupić, zapominam ustaleń i gubię wątek, gdy mówią trzy osoby naraz?”. Powód jest biologiczny: zegar odliczający czas od odstawienia alkoholu biegnie szybko, ale zegary odpowiadające za regenerację sprawności poznawczej, uwagi i wyciszenie układu nerwowego chodzą w innym tempie.
-
Społeczność jako siłownia i lekcja z nawrotu: Ośmiotygodniowa terapia działa jak poligon treningowy, na którym w bezpiecznych warunkach ćwiczy się odmawianie, stawianie granic i rozwiązywanie konfliktów. A jeśli po wyjściu zdarzy się nawrót? Nie przekreśla on wykonanej pracy – pod warunkiem, że człowiek zatrzyma się i przeanalizuje potknięcie krok po kroku, zamiast pozostawać w poczuciu klęski.
Przyczepa na Helu, ginekolog z czerwonym winem i walka z „wewnętrzną Małpą”
Po przerwie scenę Kina „Centrum” przejęła Marta Jaskulska – psycholożka kliniczna z 20-letnim stażem, autorka książki „Żyj ciekawiej. 30 dni bez alkoholu” oraz twórczyni projektu „Ciekawiej”, którego społeczność liczy dziś kilkadziesiąt tysięcy osób (zobacz pełny zapis wideo z wystąpienia Marty Jaskulskiej).
Jaskulska od razu zaznaczyła, że nie dzieli świata na „ludzi pijących normalnie” i „alkoholików” (słowo, które z racji silnej stygmatyzacji wycofano już z nowoczesnej terminologii psychiatrycznej). Jej projekt powstał dla tzw. „szarej strefy” – ogromnej grupy ludzi, którzy piją mniej lub bardziej umiarkowanie, nie tracą pracy i nie powodują awantur, ale alkohol stanowi dla nich regularną, cotygodniową rutynę.
Sierpień 2023 na Półwyspie Helskim: jak ryba zauważyła wodę
Jej własna historia z abstynencją zaczęła się w sierpniu 2023 roku zupełnie przypadkiem – z czystej ciekawości. Spędzała lato w przyczepie kempingowej nad morzem na Półwyspie Helskim:
– Budziłam się rano i na przestrzeni całego dnia, od śniadania do późnego wieczora, widziałam, jak ludzie na wakacjach podlewają się tym alkoholem. Zaczęło mi to przeszkadzać do tego stopnia, że postanowiłam zrobić sobie 30-dniowy eksperyment bez alkoholu. Nie miałam problemu, piłam dwa–trzy razy w tygodniu białe wino, nie upijałam się, nie miewałam kaca. O 7:00 rano medytowałam, robiłam techniki oddechowe i czytałam etykiety produktów, dbając o zdrowie, a o 19:00 nalewałam sobie kieliszek wina i wydawało mi się, że wszystko trzyma się kupy – wspominała Marta Jaskulska.
Po miesiącu bez alkoholu przeżyła podwójne zaskoczenie. Pierwsze było fizjologiczne: nawet przy odstawieniu tak niewielkich ilości zyskała głęboki, regenerujący sen, wyższy poziom energii, krystaliczną jasność myślenia i znacznie większy spokój w sytuacjach stresowych. Drugie zaskoczenie było kulturowe: okazało się, jak trudno w Polsce być osobą niepijącą. Gdy odmawiała kieliszka, widziała pełne politowania lub podejrzliwości spojrzenia („Masz problem? Nie miałaś umiaru?”), a czasem wręcz otwartą frustrację i oburzenie otoczenia.
Alkohol w polskiej kulturze przypomina wodę, w której pływają ryby – jest tak wszechobecny, że zauważamy go dopiero wtedy, gdy przestajemy pić. Psycholożka przytoczyła przykład z własnego życia: dwadzieścia lat temu, gdy była w ciąży ze swoim pierwszym synem i miała niski poziom żelaza, lekarz zachęcał ją do popijania czerwonego wina. Z kolei podczas maratonu w Wenecji obserwowała biegaczy, którzy po przekroczeniu mety we wszystkich kawiarniach „nawadniali się” piwem i Aperolem.
Twarde liczby, które obnażają kulturową tresurę
Wystąpienie Marty Jaskulskiej opierało się na danych pokazujących, jak społeczeństwo jest od dziecka przyzwyczajane do obecności alkoholu – od obserwowanych przy rodzinnym stole toastów, przez kartki na 18. urodziny w drogeriach, gdzie ponad połowa wzorów przedstawia kufle i butelki, aż po przekazy ekranowe:
| Zjawisko / Badanie | Dane przytoczone podczas Forum | Co to oznacza w praktyce? |
| Skala spożycia w Polsce | 84% dorosłych Polaków pije alkohol; 28%sięga po niego minimum raz w tygodniu | Regularne picie traktowane jest jako norma towarzyska, a nie ryzykowny nawyk |
| Ukryta reklama w kulturze | W 84% filmów i seriali występuje alkohol – średnio 21 scen w jednym filmie(ponad 4 minuty na ekranie) | Podprogowe kodowanie: whisky = władza i sukces, szampan = świętowanie, wino = relaks i randka |
| Strach przed stygmatyzacją | Średnio 7 lat mija od pierwszego niepokoju o własne picie do pójścia po pomoc | Lęk przed łatką „alkoholika” sprawia, że ludzie latami samotnie brną w głąb problemu |
| Ranking szkodliwości narkotyków | 1. miejsce alkoholu w metaanalizie prof. Davida Nutta („The Lancet”) | Po zsumowaniu szkód dla pijącego i jego bliskich alkohol wyprzedza heroinę, krak i kokainę |
| Ryzyko onkologiczne (WHO) | Kancerogen grupy 1. (jak azbest); wywołuje 7 typów nowotworów | Co czwarty (25%) rak piersi u kobietwiąże się z piciem alkoholu – także w dawkach umiarkowanych |
– Kiedyś na studiach uczono nas o tzw. bezpiecznych limitach picia. Dziś Światowa Organizacja Zdrowia i wszystkie środowiska medyczne mówią jasno: nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu. Niezależnie od tego, czy pijesz wyrafinowany koniak, wino do obiadu czy najtańszą wódkę, wlewasz do organizmu ten sam toksyczny rozpuszczalnik – dokładnie tę samą cząsteczkę chemiczną, którą wlewamy do spryskiwaczy samochodowych – mówiła prelegentka.
Biochemiczna chwilówka: co dzieje się po jednym kieliszku wina?
Największą iluzją osób z „szarej strefy” jest przekonanie, że alkohol poprawia nastrój i redukuje stres. W rzeczywistości działa jak chwilówka, która jedną ręką daje 100 złotych, a drugą wyciąga nam z kieszeni cały portfel:
-
Pierwsze 20–30 minut: Alkohol podnosi poziom neuroprzekaźnika GABA (wewnętrznego hamulca dającego uczucie błogiego puszczenia napięcia) i obniża poziom glutaminianu (odpowiedzialnego za czuwanie i alert). Jednocześnie wystrzeliwuje dopaminę i serotoninę.
-
Kolejne godziny i poranek: Mózg, walcząc o równowagę, obniża poziom GABA, dopaminy i serotoniny poniżej poziomu wyjściowego, a glutaminian gwałtownie rośnie. Co więcej, wątroba i układ nerwowy rozpoznają etanol jako truciznę, uruchamiając wielogodzinny wyrzut kortyzolu (hormonu stresu). U osób pijących regularnie zaledwie kilka kieliszków wina tygodniowo poziom kortyzolu bywa podwyższony na stałe, co tłumaczy poranny niepokój, drażliwość i utratę zdolności do cieszenia się codziennymi rzeczami.
Jak dogadać się z „Małpą”, skoro „Strateg” wieczorem śpi?
Dlaczego więc, wiedząc to wszystko, wieczorem znów otwieramy butelkę? Marta Jaskulska – nazywana przez uczestników swojego projektu żartobliwie „treserką małp” – podzieliła mózg na dwóch lokatorów:
-
Strateg (kora przedczołowa): racjonalny, wykształcony, chodzi z notesikiem i o 7:00 rano podejmuje mądre postanowienia. Problem w tym, że działa wolno, a wieczorem, gdy człowiek jest zmęczony i przebodźcowany, Strateg po prostu traci siłę.
-
Małpa (układ limbiczny i pierwotny mózg emocjonalny): starsza ewolucyjnie część, która kiedyś ratowała nas przed tygrysem. Jest impulsywna, nie analizuje faktów medycznych, wierzy w obrazki z filmów i chce natychmiastowego bezpieczeństwa oraz ulgi. To Małpa podejmuje większość naszych codziennych decyzji, a pokonany Strateg dorabia do nich tylko elegancką racjonalizację („Daj spokój, miałaś ciężki dzień, należy ci się”).
Jak zatem zmienić nawyk bez wewnętrznej szarpaniny na zaciśniętych pięściach?
-
Zamiast zakazu – zmiana tożsamości: Małpa nie znosi zakazu „nie mogę pić” – reaguje na niego jak dziecko rzucające się na podłogę w supermarkecie. Zamiast zakazu należy przyjąć nową tożsamość: „Jestem osobą niepijącą” i spisać na kartce swoje osobiste, głębokie „dlaczego”.
-
Stoper na 13 minut: Fala ochoty na alkohol czy słodycze ma swoją dynamikę – osiąga szczyt około 12.–13. minuty, a potem naturalnie opada. Wystarczy ją z ciekawością zaobserwować i przeczekać.
-
Przeprojektowanie otoczenia i nagrody: Usunięcie alkoholu z widoku, przygotowanie w lodówce bezalkoholowych zamienników lub postawienie butów do biegania tuż przy drzwiach, zanim zmęczenie przejmie stery. A jeśli w ciągu 30 dni zdarzy się jedno potknięcie? Zamiast samobiczowania (które natychmiast popycha Małpę po kolejną dawkę ukojenia), należy docenić 29 trzeźwych dni i potraktować wpadkę jako lekcję na temat własnych wyzwalaczy.
Otwarta rozmowa i muzyczne wyciszenie
Po niemal czterech godzinach naszpikowanych wiedzą wykładów, tuż po godzinie 13:00, rozpoczęła się otwarta część spotkania – panel dyskusyjny „Zapytaj. Porozmawiaj. Zrozum”, moderowany przez Monikę Sokołowską. Zgromadzeni w Kinie „Centrum” mieszkańcy, terapeuci i członkowie klubów abstynenckich mogli bezpośrednio skonfrontować swoje pytania z dr Ingą Dziembowską oraz Martą Jaskulską, rozmawiając m.in. o tym, jak reagować na towarzyski przymus picia i jak mądrze wspierać bliskich na różnych etapach wychodzenia z nałogu.
Zwieńczeniem I Jastrzębskiego Forum Abstynenckiego nie była kolejna przemowa, lecz przestrzeń na złapanie oddechu – koncert „Pieśni niosące spokój” w wykonaniu duetu Angela Gaber i Marcelina Sokół, po którym w holu kina jeszcze długo toczyły się rozmowy przy stoisku autorskim.
Goście wychodzili z Kina „Centrum” z jednym pytaniem, które Marta Jaskulska zostawiła na sam koniec swojego wystąpienia – pytaniem ważniejszym niż wszystkie medyczne tabelki: „Czy z alkoholem na pewno żyje się ciekawiej?”.
Autor: Redakcja jas24info.pl
Jastrzębie-Zdrój, I Jastrzębskie Forum Abstynenckie, Klub Abstynentów Arka, Marek Langiewicz, Michał Urgoł, Inga Dziembowska, Marta Jaskulska, Kino Centrum Jastrzębie, profilaktyka uzależnień, Rycerze Trzeźwości, neurobiologia uzależnień, Żyj ciekawiej 30 dni bez alkoholu, Monika Sokołowska

