„Doszło do tego, że okradam własną mamę. Wstyd! Budkę 24h mam przed domem i na serio nie ma dnia, żebym tam nie był. Ostatnio ktoś mi powiedział w pracy, że jestem hazardzistą i powiem Wam, że mnie to zabolało. Nie chcę tam chodzić, ale nie potrafię!” – to dramatyczne wyznanie z forum brzmi jak krzyk człowieka uwięzionego w klatce. Choć z krajobrazu jastrzębskich osiedli dawno zniknęły oklejone czarną folią pawilony z automatami, nałóg wcale nie wygasł. Przeniósł się do smartfonów, odebrał graczom ostatnie hamulce bezpieczeństwa, a nocami coraz częściej wylewa się na lokalnych forach pod postacią pijanego, anonimowego hejtu.
„Okradam własną mamę, wstyd!”. Od osiedlowej budki 24h do kasyna w smartfonie i pijanego hejtu z fałszywych kont
Każdy, kto pamięta realia naszego miasta sprzed dziesięciu czy piętnastu lat, bez trudu przywoła ten ponury krajobraz. W górniczym Jastrzębiu-Zdroju – gdzie po dziesiątym dniu miesiąca, a szczególnie w okresie Barbórki czy wypłat czternastek, w obiegu zawsze krążyła duża, żywa gotówka – punkty z „jednorękimi bandytami” wyrastały niemal na każdym kroku. W potocznym języku i w żargonie samych graczy nazywano je krótko: „budkami 24h”, „blaszakami” albo „kontenerami”.
Wpychano je wszędzie tam, gdzie codziennie przewijały się tłumy mieszkańców: wzdłuż alei Piłsudskiego, przy ulicy Harcerskiej, Mazowieckiej, Wrocławskiej czy Wielkopolskiej, w rejonie targowisk oraz bezpośrednio w środku wielkopłytowych osiedli. Adaptowano na nie dawne kioski ruchu, ciasne przybudówki w osiedlowych pawilonach i zaplecza barów. Te miejsca nie potrzebowały wymyślnych szyldów ani nazw firm. Wystarczały szyby szczelnie zaklejone czarną lub lustrzaną folią, ciężki, stojący w powietrzu zapach taniego tytoniu i agresywny, migający po zmroku neon „GRY 24h” albo „777”. Dla człowieka wpadającego w ciąg hazardowy fakt, że taki blaszak stał kilkadziesiąt metrów od jego klatki schodowej, oznaczał wyrok w zawieszeniu.
Stalowe zasuwy, domofon i sto tysięcy kary za jedną maszynę
Wiosną 2017 roku państwo postanowiło przeciąć ten wrzód. Zaostrzona ustawa hazardowa wyjęła prywatne punkty z automatami spod prawa, oddając ścisły monopol w ręce państwowego Totalizatora Sportowego. Część osiedlowych „budek 24h” opustoszała z dnia na dzień, ale najbardziej zuchwali właściciele zeszli do głębokiego podziemia.
Z okien zdarto migające diody, a na drzwiach pojawiły się stalowe zasuwy, elektrozaczepy i miniaturowe kamery przemysłowe. Do środka nie wchodziło się już z ulicy – obsługa wpuszczała wyłącznie sprawdzonych graczy po weryfikacji twarzy przez domofon. Przez kolejne lata funkcjonariusze Śląskiej Krajowej Administracji Skarbowej wspólnie z jastrzębską policją regularnie wchodzili siłowo do takich zakonspirowanych lokali na terenie naszego miasta, wywożąc z nich kolejne partie nielegalnych maszyn. Prawo stało się bezlitosne: za każdy zarekwirowany automat groziła kara administracyjna w wysokości 100 tysięcy złotych – nakładana nie tylko na organizatora gier, ale również na właściciela nieruchomości, który wynajął lokal pod ten proceder.
Fizyczne „budki 24h” w końcu przestały straszyć pod blokami. Szybko okazało się jednak, że służby celno-skarbowe wygrały bitwę ze sprzętem, który i tak odchodził do lamusa. Wobec nowego kasyna łom i taran są całkowicie bezradne.
Zniknęły dwa ostatnie hamulce: sąsiedzki wstyd i nocny marsz do bankomatu
Dawna osiedlowa budka z automatami, przy całej swojej niszczycielskiej sile, stawiała przed uzależnionym człowiekiem dwie naturalne zapory, które czasem ratowały mu skórę.
Pierwszą barierą był społeczny wstyd. Żeby wrzucić banknot w szczelinę maszyny, trzeba było założyć kurtkę, wyjść z mieszkania, minąć sąsiada na klatce schodowej i nacisnąć klamkę drzwi, za którymi całe osiedle wiedziało, co się dzieje. W lokalnej społeczności obawa przed tym, że kolega z kopalni, znajomy z bloku czy ktoś z rodziny zobaczy nas wchodzących do „budki 24h”, bywała ostatnim hamulcem bezpieczeństwa. Słowa autora wpisu z forum – „ktoś mi powiedział w pracy, że jestem hazardzistą i powiem Wam, że mnie to zabolało” – pokazują, jak bardzo osoba uzależniona boi się zdemaskowania.
Drugą barierą była fizyczna gotówka. Kiedy w środku nocy automat pochłonął ostatnie sto złotych z portfela, gra się przymusowo kończyła. Żeby grać dalej, trzeba było wyjść z dusznego lokalu na mróz i pójść do najbliższego bankomatu albo wrócić do domu. Te kilkaset metrów samotnego marszu po pustym osiedlu często wystarczało, by opadła pierwsza fala hazardowego amoku, a w głowie zapaliła się czerwona lampka.
Współczesny hazard bezlitośnie zlikwidował obydwie te przeszkody. Dziś do całodobowego kasyna nie trzeba iść przez osiedle – otwiera się je kciukiem na ekranie smartfona, leżąc pod kołdrą we własnej sypialni.
Kiedy na koncie zabraknie pieniędzy, gracz nie musi nigdzie wychodzić ani patrzeć nikomu w oczy. Wystarczy kilka dotknięć ekranu, kod BLIK, podpięta karta kredytowa albo wniosek o internetową chwilówkę, który automatyczny algorytm firmy pożyczkowej zatwierdza w trzy minuty, nawet o trzeciej nad ranem. W dawnej budce pod blokiem przegrywało się to, co miało się w kieszeni. Na ekranie telefonu w kwadrans można przegrać nie tylko miesięczną wypłatę, ale i dziesiątki tysięcy złotych pożyczonych jednym kliknięciem na lichwiarski procent.
Jak trenuje się mózg nastolatka, zanim skończy osiemnaście lat
Z punktu widzenia pracy ludzkiego mózgu między zadymionym blaszakiem sprzed piętnastu lat a elegancką aplikacją w telefonie nie ma najmniejszej różnicy. Obydwa systemy żerują na tym samym mechanizmie biologicznym: nieregularnym nagradzaniu oraz złudzeniu „bliskiej wygranej”. Kiedy na ekranie zatrzymują się dwa główne symbole, a trzeci przeskakuje dosłownie o milimetr dalej, mózg uzależnionego nie rejestruje porażki. Zalewa go wyrzut dopaminy niemal identyczny jak przy prawdziwym zwycięstwie, wysyłając zwodniczy komunikat: „byłeś o włos, następnym razem się uda, nie odpuszczaj”.
Dramat człowieka, który wyznaje, że okrada własną matkę i nie potrafi przestać chodzić do budki, polega na tym, że w zaawansowanej fazie choroby nikt nie gra już dla zysku czy rozrywki. Gra się wyłącznie po to, żeby „się odegrać” – by rozpaczliwie zasypać dziurę w budżecie, spłacić poprzednią pożyczką kolejną pożyczkę i choć na godzinę uciszyć paraliżujący strach przed tym, że domownicy odkryją prawdę.
Co najbardziej niepokojące, współczesny przemysł rozrywkowy dokładnie w tym samym schemacie trenuje dziś dzieci i młodzież z naszych szkół. Granica między zwykłą grą wideo a twardym hazardem została celowo zatarta. Płatne skrzynki z losową zawartością (tzw. loot boxy), wirtualne ruletki i koła fortuny w grach na smartfony czy zakłady bukmacherskie na żywo, w których obstawia się już nie końcowy wynik meczu, ale to, kto w ciągu najbliższych trzydziestu sekund wykona rzut z autu albo rzut rożny – wszystko to buduje w młodym układzie nerwowym identyczne ścieżki uzależnienia, zanim nastolatek w ogóle osiągnie pełnoletność.
Drugie dno nałogu: nocny hejt z fałszywego konta „w stanie wskazującym”
Ta cicha epidemia uzależnień ma jeszcze jedno, mroczne oblicze, o którym mówi się niezwykle rzadko, a które z naszej perspektywy redakcyjnej obserwujemy niemal każdej nocy.
Wystarczy przyjrzeć się fałszywym kontom na Facebooku – tym anonimowym profilom bez prawdziwego imienia, nazwiska i zdjęcia, które z obsesyjną regularnością wylewają wiadra pomyj, wulgaryzmów i jadu pod lokalnymi artykułami. Z naszych wieloletnich obserwacji – i nie są to teoretyczne rozważania akademickie, lecz twarde wnioski z codziennego przyglądania się temu zjawisku – wyłania się uderzający obraz.
Kiedy udaje się ustalić, kto w rzeczywistości kryje się za klawiaturą takiego etatowego hejtera, niemal nigdy nie jest to człowiek spełniony i spokojny. Bardzo często są to osoby głęboko uwikłane w nałogi: uzależnione od alkoholu, od hazardu, a nierzadko jednocześnie od samej agresji w sieci.
To nie przypadek, że najbardziej jadowite, chaotyczne i pełne nienawiści komentarze pojawiają się na lokalnych forach późnym wieczorem i w nocy – dokładnie wtedy, gdy ich autor znajduje się „w stanie wskazującym” po kolejnej porcji alkoholu albo właśnie przegrał pieniądze przed ekranem.
Mechanizm psychologiczny jest tu boleśnie czytelny. Człowiek, który w czterech ścianach własnego mieszkania mierzy się z tym, o czym pisał autor cytatu z forum – z palącym wstydem, pogardą do samego siebie, długami i poczuciem całkowitej życiowej przegranej – dusi się od wewnętrznego napięcia. Alkohol wyłącza ostatnie hamulce moralne, a fikcyjne konto na Facebooku daje iluzję bezkarności.
Wylanie żółci na sąsiada, osobę publiczną czy przypadkowego rozmówcę w sieci staje się najtańszym wentylem bezpieczeństwa. Upokorzenie kogoś zza zasłony fałszywego profilu i wywołanie awantury w komentarzach daje zatrutemu nałogiem mózgowi dokładnie to samo, co pociągnięcie za dźwignię automatu: krótki, prymitywny strzał dopaminy i chwilowe złudzenie, że nad czymś jeszcze w życiu panuje.
Zrozumienie tego mechanizmu całkowicie zmienia spojrzenie na internetowych agresorów. Za maską bezwzględnego, nocnego „sędziego” z fałszywego konta najczęściej siedzi głęboko nieszczęśliwy, samotny człowiek w szponach nałogu, który nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem.
Jak zbudować „domową tarczę”, zanim pętla się zaciśnie?
Kiedyś rodzina dostawała wyraźny sygnał ostrzegawczy: ojciec, mąż czy syn zaczynał znikać wieczorami na osiedlu, wracał przesiąknięty dymem z „budki 24h” albo zionął alkoholem. Dziś dramat rozgrywa się w białych rękawiczkach i w całkowitej ciszy. Uzależniony dorosły siedzi na tej samej kanapie co reszta rodziny, a nastolatek zamyka się w pokoju ze słuchawkami na uszach. Zniknięcie blaszaków z naszych ulic uśpiło czujność, podczas gdy zagrożenie weszło prosto do naszych domów.
Wspólnym mianownikiem każdego nałogu – czy jest to hazard w smartfonie, alkohol, ucieczka w wirtualny świat, czy kompulsywny hejt – jest izolacja i bezradność bliskich, którzy często zbyt późno orientują się, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami pokoju.
Dlatego w ramach naszego cyklu poświęconego współczesnym zagrożeniom i higienie cyfrowej nie zostawiamy Państwa wyłącznie z diagnozą problemu, ale wskazujemy konkretne miejsce i ludzi, którzy potrafią pomóc.
Już w najbliższy poniedziałek, 19 października 2026 roku o godzinie 17:00, w Jastrzębiu-Zdroju odbędą się bezpłatne warsztaty dla rodziców organizowane w ramach cyklu „Akademia Świadomego Rodzica”. Spotkanie pod hasłem „Uzależnienie – świadomość i DZIAŁANIE, czyli sygnały i pierwsze kroki w przypadku uzależnienia oraz jak budować »domową tarczę« wsparcia” poprowadzą doświadczeni terapeuci i specjaliści z Ośrodka Terapii i Rozwoju Osobistego „Akademia Sukcesu” przy ul. Arki Bożka 20C w Jastrzębiu-Zdroju.
Warsztaty są realizowane w ramach powierzonego zadania publicznego Miasta Jastrzębie-Zdrój w dziedzinie przeciwdziałania uzależnieniom i patologiom społecznym w roku 2026 pod tytułem „Bliskość i wsparcie III – rodzinne warsztaty przeciwdziałania uzależnieniom”. To niezwykle ważna okazja, by bez wstydu i oceniania dowiedzieć się, jak odczytać pierwsze, ukryte sygnały nałogu, jak rozmawiać z bliską osobą, by nie pchnąć jej w jeszcze głębszą izolację, i jak krok po kroku zbudować w rodzinie bezpieczną tarczę ochronną. Szczegółowe informacje o możliwości uczestnictwa i zapisach publikujemy na naszym profilu na Facebooku.
Gdzie w Jastrzębiu-Zdroju szukać bezpłatnego ratunku i wsparcia?
Uzależnienie (od hazardu, alkoholu, substancji psychoaktywnych czy zachowań w sieci) jest chorobą, a nie wadą charakteru. Leczenie w poradniach posiadających kontrakt z NFZ jest całkowicie bezpłatne i nie wymaga skierowania od lekarza rodzinnego. Z darmowej terapii i wsparcia mogą skorzystać również bliscy i rodzice (osoby współuzależnione), nawet jeśli sam uzależniony nie chce jeszcze podjąć leczenia.
Bezpłatne warsztaty dla rodziców „Uzależnienie – świadomość i DZIAŁANIE”: poniedziałek, 19.10.2026 r., godz. 17:00, Ośrodek Terapii i Rozwoju Osobistego „Akademia Sukcesu”, Jastrzębie-Zdrój, ul. Arki Bożka 20C (informacje o zapisach i udziale na naszym Facebooku).
NSZOZ „NEURO-MED” Centrum Terapii Nerwic, Depresji i Uzależnień: Jastrzębie-Zdrój, ul. Dębowa 20, tel. 32 476 73 55.
NWZOZ „SALUS” Poradnia Leczenia Uzależnień: Jastrzębie-Zdrój, ul. Wrocławska 12a, tel. 32 471 37 71.
Ogólnopolski Telefon Zaufania (Uzależnienia Behawioralne – hazard, internet): tel. 801 889 880 (czynny codziennie w godz. 17:00–22:00).
Krajowy Telefon Interwencyjny KAS (zgłaszanie nielegalnego hazardu): bezpłatny nr 800 060 000 lub e-mail:
powiadomKAS@mf.gov.pl.
Autor: Alojzy Godos / Zespół Redakcyjny jas24info
Kiedyś przed ostatnim krokiem powstrzymywał wstyd przed sąsiadem i pusty portfel. Dziś kasyno i fałszywe konto do wylewania nocnej frustracji mieszczą się na jednym ekranie, tuż obok śpiącej rodziny. (Fot. Ilustracja / jas24info.pl)
Jastrzębie-Zdrój, uzależnienie od hazardu, alkoholizm, hejt w internecie, Akademia Sukcesu Jastrzębie, warsztaty dla rodziców, publicystyka, społeczeństwo

Plakat bezpłatnych warsztatów dla rodziców „Uzależnienie – świadomość i działanie” (19.10.2026 r., godz. 17:00, ul. Arki Bożka 20C w Jastrzębiu-Zdroju) (Fot. Materiały organizatora / Akademia Sukcesu)