„Pracuj dalej jak dotąd, bo twoja praca przynosi wielkie korzyści Kościołowi i twemu narodowi. Dziś sięga głos redaktora dalej niż głos kapłanów, kiedy kapłanom zamyka się usta” – te słowa wypowiedział w czerwcu 1880 roku w Watykanie papież Leon XIII, patrząc w oczy schorowanemu mężczyźnie z Górnego Śląska. Przed głową Kościoła nie stał wówczas żaden arystokrata ani dyplomata. Stał przed nim syn wiejskiego organisty z Pielgrzymowic, którego do chrztu trzymał nauczyciel z sąsiedniego Bzia. Człowiek, o którym sam kanclerz Otto von Bismarck z wściekłością mówił z trybuny parlamentu w Berlinie i któremu pruskie sądy wytoczyły 28 procesów tylko za to, że za pomocą zadrukowanego papieru odważył się obudzić w ludziach godność.
-
Zanim trysnęła tu solanka i wydobyto pierwszy węgiel, ta ziemia wydała człowieka z najtwardszego kruszcu. 201 lat temu w Pielgrzymowicach urodził się Karol Miarka
Od pielgrzymowickiej izby szkolnej do Miasta Porozumień Jastrzębskich
Dzieje pogranicza jastrzębsko-pawłowickiego układają się w twardy, logiczny ciąg przyczyn i skutków. Kiedy 22 października 1825 roku w skromnym budynku szkoły przy drewnianym kościele św. Katarzyny w Pielgrzymowicach przychodził na świat Karol Mateusz Szymon Miarka, wokół rozciągały się pola folwarczne, stawy i chłopskie zagony ziemi pszczyńskiej oraz wodzisławskiej.
Musiały minąć trzydzieści cztery lata od tamtego październikowego poranka, by w 1859 roku podczas wierceń poszukiwawczych w pobliskim Jastrzębiu Dolnym z głębi ziemi trysnęły solanki jodowo-bromowe, dając początek słynnemu uzdrowisku. Musiało upłynąć kolejne stulecie, by w drugiej połowie XX wieku ta sama ziemia zaczęła na przemysłową skalę oddawać „czarne diamenty” – najlepszy w Europie węgiel koksowy, który do dziś stanowi fundament tutejszej gospodarki.
Zanim jednak region dał światu uzdrawiającą wodę i węgiel, wydał człowieka ulepionego z najtwardszego kruszcu. To właśnie w tamtym pokoleniu wykuwał się miejscowy charakter: szacunek do rzetelnej pracy, upór w dochodzeniu swoich praw i głęboka niezgoda na traktowanie zwykłego człowieka z góry. Choć współczesne Jastrzębie-Zdrój w latach 60. i 70. XX wieku budowali ludzie przybyli z najdalszych stron Polski, to zjeżdżając razem pod ziemię, wchodzili w ten sam wypracowany przez pokolenia etos. Dlatego w sierpniu i wrześniu 1980 roku właśnie tutaj mogło narodzić się Porozumienie Jastrzębskie. Na dole w kopalni i przed bramami strajkowymi nie miało znaczenia, kto skąd przyjechał – liczyła się ta sama obywatelska podmiotowość, o którą ponad wiek wcześniej tuż za miedzą walczył nauczyciel z Pielgrzymowic.
Chrzestny z Bzia i chłopiec, któremu pruska szkoła odebrała język
Ojciec przyszłego redaktora, Antoni Miarka, przybył do Pielgrzymowic w październiku 1820 roku z podzabrzańskich Mikulczyc. Był pierwszym w dziejach wsi wykształconym nauczycielem po seminarium, a zarazem miejscowym organistą. Kiedy pięć lat później jego żona, Karolina z domu Borówka, urodziła pierworodnego syna, o trzymanie dziecka do chrztu poproszono zaprzyjaźnionych sąsiadów zza miedzy: Mateusza Jarosza, nauczyciela i organistę z pobliskiego Bzia (dziś sołectwa i dzielnicy Jastrzębia-Zdroju), oraz jego małżonkę Mariannę.
Młodość Karola nie zapowiadała przyszłego przywódcy ludowego. Z domu wyniósł twardą śląską gwarę, ale gdy w wieku dziesięciu lat trafił do niemieckiej szkoły w Pszczynie, a następnie do katolickiego gimnazjum w Gliwicach, machina germanizacyjna zrobiła swoje. Chłopiec miał zostać księdzem, a jego naukę finansował brat matki, ks. Jan Borówka. Nagła śmierć wuja przekreśliła jednak te plany – szesnastoletni Karol musiał opuścić gimnazjalną ławę i zarabiać na utrzymanie jako pomocnik nauczyciela w Ornontowicach.
W 1846 roku ukończył Królewsko-Katolickie Seminarium Nauczycielskie w Głogówku. Pruskie szkoły ukształtowały go do tego stopnia, że dorosły już Miarka myślał, czytał i pisał niemal wyłącznie po niemiecku. Zanim wrócił w rodzinne strony, przez cztery lata zbierał doświadczenie jako młody belfer w Lędzinach, Urbanowicach oraz w dzisiejszych katowickich Piotrowicach. To właśnie podczas pobytu w Lędzinach usłyszał stare podania o drewnianym kościółku św. Klemensa na wzgórzu Klimont, które dekadę później miały odmienić jego życie.
„Król okolicy” i spotkanie, które odwróciło bieg historii
W maju 1850 roku w Pielgrzymowicach zmarł Antoni Miarka. Miejscowi gospodarze nie wyobrażali sobie, by szkołę i organy objął ktoś obcy. Z dniem 1 czerwca 1850 roku gmina jednogłośnie powierzyła posadę niespełna 25-letniemu Karolowi.
Przez kolejne dziewiętnaście lat Miarka dźwigał w Pielgrzymowicach obowiązki, które dziś rozdzielono by między kilka instytucji. W wiejskiej szkole uczył w pojedynkę aż 200 dzieci schodzących się z czterech miejscowości: Pielgrzymowic, Golasowic, Kolonii Golasowickiej oraz Jarząbkowic. Równocześnie grał na organach, pełnił obowiązki kościelnego, założył głośny w całej okolicy chór chłopięcy, prowadził kancelarię jako pisarz gminny i rozstrzygał spory sąsiedzkie jako sędzia polubowny.
W rodzinnej wsi poślubił też Franciszkę Małek, z którą doczekał się licznego potomstwa – w tym urodzonego 16 czerwca 1856 roku syna Karola młodszego, późniejszego twórcy potęgi wydawniczej w Mikołowie. Autorytet pielgrzymowickiego nauczyciela wśród chłopów był tak wielki, że w całym powiecie pszczyńskim nazywano go krótko: „Królem okolicy”.
Przełom przyszedł w 1853 roku, kiedy do szkoły w Pielgrzymowicach przyjechał na wizytację radca szkolny rejencji opolskiej, późniejszy biskup wrocławski ks. Bernard Bogedain. Duchowny ten otwarcie sprzeciwiał się pruskiej polityce wynaradawiania i domagał się, by śląskie dzieci uczyć w języku ich matek.
„Ksiądz Bogedain był pierwszym człowiekiem, z którego ust usłyszałem czysty płyn polskiej mowy i pokochałem ją” – zapisał po latach w swoich wspomnieniach Miarka.
Gdy nauczyciel z Pielgrzymowic spisał swoją pierwszą powieść historyczną o lędzińskim wzgórzu – „Klemensową Górę” – rękopis był jeszcze zredagowany po niemiecku. Wtedy do Pielgrzymowic przyjechał współpracownik cieszyńskiej „Gwiazdki Cieszyńskiej”, młody redaktor Józef Chociszewski, a zza kordonu wsparł go Paweł Stalmach. Przekonali Miarkę, że jeśli jego słowo ma poruszyć śląski lud, musi brzmieć po polsku. Nauczyciel zamykał się nocami w szkolnej izbie ze słownikami, kronikami Jana Długosza i dziełami Adama Mickiewicza, ucząc się na nowo literackiej polszczyzny. W 1861 roku „Klemensowa Góra” ukazała się w odcinkach na łamach „Gwiazdki Cieszyńskiej”. Dwa lata później, w 1863 roku, Miarka – korespondujący już wówczas z Józefem Ignacym Kraszewskim – opublikował słynny traktat „Głos wołającego na puszczy górnośląskiej, czyli o stosunkach ludu polskiego na Śląsku”. Rzucił w nim pruskim urzędnikom w twarz otwarte oskarżenie o systemowe poniewieranie godnością górnośląskiego chłopa i robotnika.
Gdy lokalna prasa bierze odpowiedzialność za ludzi i wygrywa wybory
Pielgrzymowicka izba szkolna stała się za ciasna. Po krótkim i burzliwym epizodzie redakcyjnym w „Zwiastunie Górnośląskim” w Piekarach w 1868 roku, gdzie próbowano cenzurować jego temperament, 43-letni Miarka postawił wszystko na jedną kartę. W styczniu 1869 roku zrezygnował z bezpiecznej, dożywotniej posady w Pielgrzymowicach. Odkupił od Józefa Chociszewskiego prawa do wydawanego dotąd na Pomorzu w Chełmnie niewielkiego pisma „Katolik” i przeniósł redakcję w samo serce przemysłowego Śląska – do Królewskiej Huty (dzisiejszego Chorzowa), a po kilku latach do Mikołowa. Pierwszy górnośląski numer „Katolika” zszedł z prasy 1 kwietnia 1869 roku.
To, czego były nauczyciel z Pielgrzymowic dokonał w ciągu kolejnej dekady, pozostaje najlepszym dowodem na to, że regionowi najwięcej realnego pożytku nie przynoszą gabinetowe układy, lecz odważna, niezależna prasa, która patrzy władzy na ręce i organizuje obywateli od podstaw.
„Katolik” osiągnął zawrotny na owe czasy nakład ponad 8 tysięcy stałych prenumeratorów – a każdy egzemplarz w wiejskich chałupach i gospodach przechodził przez ręce dziesiątek czytelników. Miarka nie ograniczał się do pisania artykułów:
-
Zakładał polskie księgarnie, biblioteczki ludowe i amatorskie teatry, wystawiające jego sztuki (m.in. w założonym przez niego Kasynie Katolickim).
-
Tworzył Włościańskie Kółka Rolnicze uczące chłopów nowoczesnej uprawy roli.
-
Powołał w Królewskiej Hucie spółdzielnię spożywczą („Spółkę Poczciwych Wiarusów”) oraz kasy pożyczkowe, które chroniły rodziny górników i hutników przed lichwą.
-
Kiedy zimą na przełomie 1879 i 1880 roku ziemię pszczyńską i rybnicką nawiedziła katastrofalna klęska głodu i epidemia tyfusu, wobec której pruska administracja wykazała się bezduszną opieszałością, Miarka stanął w Mikołowie na czele Głównego Komitetu Ratunkowego. Jego apele poruszyły wszystkie ziemie polskie – pomoc finansową i wagony żywności przysyłali mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Poznania i Lwowa, a w zbiórkę włączył się sam Henryk Sienkiewicz.
Prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi redaktor „Katolika” wywołał jednak przy urnach wyborczych. Podczas wyborów do parlamentu Rzeszy (Reichstagu) w latach 1871–1872 Miarka poprowadził bezprecedensową kampanię informacyjną w okręgu pszczyńsko-rybnickim. Efekt zszokował Berlin: śląscy chłopi z wiosek wokół Pszczyny, Pawłowic, Jastrzębia, Żor i Rybnika zagłosowali wbrew woli swoich panów, pokonując potężnego księcia raciborskiego oraz wpływy księcia pszczyńskiego, i wybrali na posła wspieranego przez Miarkę ks. Eduarda Müllera.
Pięć rozpraw jednego dnia. Starcie z machiną Bismarcka
Tego upokorzenia kanclerz Otto von Bismarck nie zamierzał puścić płazem. Podczas debaty w berlińskim Reichstagu „Żelazny Kanclerz” osobiście zaatakował Karola Miarkę z mównicy parlamentarnej, wskazując na byłego nauczyciela z Pielgrzymowic jako głównego sprawcę politycznego przebudzenia Górnego Śląska. W dobie Kulturkampfu przeciwko redaktorowi „Katolika” uruchomiono cały aparat policyjno-sądowy państwa pruskiego.
Na redakcję spadła lawina rewizji, konfiskat nakładów i rujnujących grzywien. W ciągu zaledwie dwóch lat prokuratorzy wytoczyli Miarce aż 28 procesów sądowych. Zdarzały się dni, w których redaktor musiał stawiać się przed sądem na pięciu różnych rozprawach od rana do wieczora. Skazywano go łącznie szesnaście razy. Z dziewięciu lat najbardziej intensywnej pracy wydawniczej ponad trzy lata spędził w pruskich więzieniach – między innymi w Gliwicach, Bytomiu i Raciborzu.
W wilgotnych więziennych celach nabawił się ciężkiej cukrzycy (nazywanej wówczas „cukrową chorobą”), która bezlitośnie niszczyła jego organizm. Pruskie sądy zdołały odebrać mu zdrowie i doprowadzić na skraj finansowej ruiny, ale nie potrafiły złamać jego kręgosłupa. Pisał artykuły zza krat, redagował kolejne numery gazety między jedną rozprawą a drugą, dowodząc, że dziennikarza wiernego swoim czytelnikom nie da się uciszyć żadnym paragrafem.
To właśnie w uznaniu tej postawy w czerwcu 1880 roku papież Leon XIII przyjął schorowanego redaktora na audiencji w Watykanie, wypowiadając pamiętne słowa o głosie redaktora, który niesie się dalej niż głos kapłanów, którym zamknięto usta.
Ostatni przystanek za kordonem
W 1881 roku, wycieńczony chorobą i nieustannym nadzorem pruskiej policji, Karol Miarka sprzedał „Katolika” ks. Stanisławowi Radziejewskiemu, natomiast mikołowską drukarnię przekazał swojemu synowi – Karolowi Miarce młodszemu, który w kolejnych latach rozbudował ją w jeden z najnowocześniejszych zakładów poligraficznych z maszynami parowymi w Europie Środkowej.
Sam weteran słowa drukowanego wyjechał za granicę prusko-austriacką do Cieszyna, chroniąc się przed kolejnymi wyrokami. Zmarł tam w kamienicy przy dzisiejszej ul. Stalmacha 18 w dniu 15 sierpnia 1882 roku, mając niespełna 57 lat.
Pierwotnie spoczął na Starym Cmentarzu w Cieszynie, skąd pół wieku później – w 1932 roku – jego prochy uroczyście przeniesiono do Grobu Zasłużonych na Cmentarzu Komunalnym. Spoczywa tam ramię w ramię z Pawłem Stalmachem oraz ks. Ignacym Świeżym (którego rocznica śmierci z 1902 roku, niezwykłym zrządzeniem historii, również przypada dokładnie 22 października).
Dziś, w 201. rocznicę jego narodzin w Pielgrzymowicach, życiorys Karola Miarki starszego brzmi wyjątkowo mocno. Przypomina, że wolne, lokalne słowo pisane z szacunku do mieszkańców ma siłę kruszenia najtwardszych układów – pod warunkiem, że ten, kto trzyma pióro, nie kłania się okolicznościom.
Karol Miarka starszy (1825–1882) w liczbach:
-
22 października 1825 r. – przychodzi na świat w budynku szkoły przy kościele św. Katarzyny w Pielgrzymowicach (do chrztu trzyma go nauczyciel Mateusz Jarosz z sąsiedniego Bzia).
-
19 lat i 200 uczniów – od 1850 do 1869 roku uczy w pojedynkę dwie setki dzieci z Pielgrzymowic, Golasowic, Kolonii Golasowickiej i Jarząbkowic, pełniąc jednocześnie funkcje organisty, pisarza gminnego i sędziego polubownego.
-
Ponad 8 000 prenumeratorów – do takiego nakładu doprowadza odkupioną w 1869 roku gazetę „Katolik”, czyniąc z niej najpotężniejszy ośrodek opinii społecznej na Górnym Śląsku.
-
28 procesów w 2 lata – tyle spraw karnych i prasowych wytacza mu aparat kanclerza Ottona von Bismarcka w szczycie Kulturkampfu (bywa, że Miarka staje przed sądem 5 razy jednego dnia).
-
16 wyroków i ponad 3 lata za kratami – tyle czasu spędza łącznie w pruskich więzieniach w Gliwicach, Bytomiu i Raciborzu za obronę praw ludności Górnego Śląska.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ):
Gdzie urodził się Karol Miarka starszy i co łączyło go z Jastrzębiem-Zdrojem? Karol Miarka starszy urodził się 22 października 1825 roku w Pielgrzymowicach (obecnie gmina Pawłowice, bezpośrednio przy granicy z Jastrzębiem-Zdrojem). Jego ojcem chrzestnym był Mateusz Jarosz – nauczyciel i organista z sąsiedniego Bzia (dziś części Jastrzębia-Zdroju). Przez blisko 20 lat Miarka kształcił dzieci z Pielgrzymowic, Golasowic, Kolonii Golasowickiej i Jarząbkowic, a w latach 1871–1872 jego działalność wydawnicza doprowadziła do przełomowego zwycięstwa wyborczego chłopów w okręgu pszczyńsko-rybnickim.
Dlaczego Karola Miarkę nazywano „Królem okolicy”? Przydomek „Król okolicy” nadali mu mieszkańcy ziemi pszczyńskiej w latach 1850–1869, gdy pracował w Pielgrzymowicach jako nauczyciel, organista, dyrygent chóru, pisarz gminny oraz sędzia polubowny. Cieszył się wśród miejscowych gospodarzy tak ogromnym autorytetem, że rozstrzygał spory bez udziału pruskich sądów.
Za co Karol Miarka był więziony przez władze pruskie w okresie Kulturkampfu? Jako wydawca i redaktor naczelny gazety „Katolik” (od 1869 r.) otwarcie bronił praw języka polskiego, katolików oraz godności śląskich chłopów i robotników przed polityką kanclerza Ottona von Bismarcka. Po tym, jak zmobilizował mieszkańców Górnego Śląska do niezależnego głosowania w wyborach do parlamentu w Berlinie, wytoczono mu kilkadziesiąt procesów prasowych i politycznych, w wyniku których spędził ponad trzy lata w więzieniach w Gliwicach, Bytomiu i Raciborzu.
Autor: Alojzy Godos
foto: Karol Miarka starszy (1825–1882) – w Pielgrzymowicach i wokół Jastrzębia nazywano go „Królem okolicy”, a w Berlinie kanclerz Bismarck widział w nim wroga państwa numer jeden.
Karol Miarka, Pielgrzymowice, Gmina Pawłowice, Bzie, Golasowice, Jarząbkowice, Jastrzębie-Zdrój, historia Górnego Śląska, Porozumienie Jastrzębskie, Katolik, Alojzy Godos, , rocznica urodzin