Obecna koalicja rządząca nazwała się „demokracją walczącą”. To założenie spowodowało, że rząd mianujący się demokratycznym wykorzystuje to, by zniszczyć konstytucję i prawa z niej wynikające. Więc do suwerena należy obecnie obowiązek obrony instytucji i konstytucyjnych reguł, nawet za pomocą obywatelskiego oporu. W ostatnim czasie używa się też zwrotu „mniejsze zło”, usprawiedliwiając w ten sposób kolejne przekraczanie granic. „Mniejsze zło” nie daje organom władzy żadnego osobnego uprawnienia do obchodzenia prawa.
Tak to widzę: „Demokracja walcząca”, czyli „mniejsze zło” Autor: Piotr Tomasz Szereda
Granice władzy a Konstytucja RP
Art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Przepis ten wyraża fundamentalną dla demokratycznego państwa prawnego zasadę legalizmu (oraz praworządności), która wiąże wszystkie organy państwowe i samorządowe. Więc tzw. obrona demokracji może być celem działania, ale nie jego samodzielną podstawą prawną.
Jeśli chodzi o ograniczanie praw i wolności, Konstytucja przewiduje, że musi ono wynikać z ustawy i spełniać warunki z art. 31 ust. 3. Wszelkie ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.
Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Czyli nie wystarczy powiedzieć: „robimy to dla ratowania demokracji” — trzeba wskazać konkretną kompetencję i działać w jej granicach.
Niebezpieczne echa przeszłości
Tak dla przypomnienia obecnej władzy historycznie: stan wojenny w Polsce został wprowadzony 13 grudnia 1981 roku przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON) na czele z generałem Wojciechem Jaruzelskim w obronie demokracji i był też tłumaczony przez komunistów „mniejszym złem”. Obecnie Rząd Donalda Tuska tak tłumaczy swój brak siły, aby rozwiązać problemy w Polsce. Ale to uzasadnienie ma granice.
Obrona demokracji nie może stać się pretekstem do łamania prawa, uciszania i niszczenia opozycji czy skupiania wszystkich instytucji władzy tylko w swoich rękach. Ograniczenia muszą być konieczne, proporcjonalne, czasowe i podlegać kontroli. Obecne „mniejsze zło” Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Polski 2050 i Nowej Lewicy przypomina zło, przed którym trzeba chronić instytucje państwowe.
Tylko dla przypomnienia, jeżeli mówimy o psuciu np. Trybunału Konstytucyjnego, trzeba szukać praźródła tej sytuacji. A to wszystko działo się o wiele wcześniej, kiedy ustępujący rząd Platformy Obywatelskiej i PSL-u wybrał „na zapas” czterech sędziów Trybunału. To było pierwsze naruszanie prawa przez Rząd premiera Donalda Tuska, tak na odchodne przed oddaniem władzy w parlamencie.
Szopka z kandydaturą Macieja Berka
Kolejne „mniejsze zło” realizowane przez „demokrację walczącą” to szopka z panem Maciejem Berkiem. Nie chcę tu wspominać tylko jednej gruntownej zasady, że gdy kandydat do spółki skarbu państwa nie spełnia wymogów formalnych, nie może stać się członkiem zarządu ani rady nadzorczej.
A tu większość parlamentarna bez wskazania praw uznała, że pan Maciej Berek z brakiem udokumentowanego stażu pracy jako radca prawny (czyli nie spełnił wymogu formalnego) i będąc prawą ręką premiera Donalda Tuska w zakresie procesów legislacyjnych, ma bezprawnie zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego.
Podczas gdy premier Donald Tusk i marszałek Włodzimierz Czarzasty wmawiają opinii publicznej, że ślubowanie w sejmowych salach ma jakąkolwiek moc, ustawa mówi o ślubowaniu wobec Prezydenta. Trzeba wykazać podstawę prawną zastosowania innej procedury, a nikt jej nie wykazał.
Składa się ślubowanie wobec Prezydenta bez obecności Prezydenta. Bezczynność jednego organu nie tworzy automatycznie kompetencji innego organu władzy. W Konstytucji jest napisane, że organy władzy publicznej działają – przypominam – na podstawie i w granicach prawa. Krótko mówiąc: pan Maciej Berek sędzią nie jest, a rząd zafundował Polakom nielegalną maskaradę. Co więcej, sam Maciej Berek to polityk rządu, prawa ręka premiera, wepchnięty siłą do sądu wbrew wcześniejszym deklaracjom polityków koalicji rządzącej. Ale „cóż szkodzi obiecać” – to credo obecnych polityków pełniących ważne funkcje w Polsce.
Apel samorządowca: Siła niczego nie rozwiąże
I na zakończenie: premier Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych nagranie, na którym je żurek, mówiąc: „Niezły ten żurek, co? A będzie jeszcze drugie danie, deser”. Sędzia Żurek mówi już wprost: w grudniu wszystko może zostać jakby ustawione na nowo. Ale przypominam, że grudzień w Polsce bywa niebezpieczny dla władzy. Obawiam się, że władza może próbować siłowo stłumić protesty. To mogłoby oznaczać katastrofalny koniec praworządności, tak jak w 1981 roku, kiedy władza strzelała do ludzi.
Jako samorządowiec, który działa w ramach prawa, apeluję: Droga władzo, jeśli ktoś zechce zlekceważyć wolę Polaków i złamać polskie prawo, może się okazać, że przed Trybunałem Konstytucyjnym nie pojawią się tylko uczestnicy ostatnich manifestacji, lecz dziesiątki tysięcy ludzi. Myślę, że nikt nie wykona po raz drugi w Polsce zbrodniczego rozkazu. Wierzę, że obecna Polska nie jest krajem zbrodniarzy. Rząd Donalda Tuska musi zdawać sobie sprawę, że jeśli zdecyduje się działać siłą, łamiąc prawo, spotka się z oporem. Sama siła władzy niczego nie rozwiąże. Kiedy ludzie staną murem w obronie swoich praw, czy pozostanie tolerowanie po raz kolejny „mniejszego zła”?
