Wokół Hali Widowiskowo-Sportowej przy alei Jana Pawła II gęstnieje atmosfera niepewności, a listopadowy terminarz TAURON Ligi stawia przed nami brutalne pytanie: czy niedzielny pojedynek 5. kolejki pomiędzy Jastrzębiem Barkomem a PGE Projektem Warszawa (8 listopada, godz. 20:30) okaże się ostatnim meczem siatkarskiej ekstraklasy w naszym mieście, a po nim nastąpi… długo, długo nic? Po tym, jak awizowane pierwotnie na 19 listopada spotkanie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle zostało przełożone, w kalendarzu na ten miesiąc widnieje jeszcze co prawda domowe starcie z Bogdanką LUK Lublin (28 listopada), ale dziś nikt nie da gwarancji, że ten mecz w ogóle dojdzie w Jastrzębiu-Zdroju do skutku. W mieście historycznych Porozumień Jastrzębskich z 1980 roku musimy spojrzeć prawdzie w oczy: czy pozwolimy, by garstka politycznych cyników, żerujących na ksenofobii i niechęci do sąsiadów, do spółki z anonimowymi siewcami internetowej pogardy, już w tę niedzielę ostatecznie zgasiła światło w jastrzębskiej hali?
Piękna hala, lodowisko za 73 miliony, a po niedzieli… długo, długo nic? Czy mecz z Projektem Warszawa będzie ostatnim występem Barkomu w Jastrzębiu-Zdroju
Bilans sportowego Jastrzębia-Zdroju u progu zimy 2026 roku wygląda jak kronika dramatycznej walki o przetrwanie. Piłkarski GKS Jastrzębie S.A. po raz pierwszy w swojej historii wycofał się z rozgrywek w trakcie sezonu i ogłosił upadłość, a odbudowywany od fundamentów przez pasjonatów i weteranów GKS 62 Jastrzębie musi mozolnie przebijać się przez piłkarskie peryferia w klasie B. Hokeiści JKH GKS Jastrzębie – ostatni w pełni profesjonalny klub kultywujący lokalną tradycję – już drugi sezon z rzędu rozgrywają wszystkie „domowe” mecze za południową granicą, na tafli w czeskiej Karwinie, czekając na finał wartej ponad 73,4 miliona złotych przebudowy lodowiska Jastor.
Po finansowym krachu JSW Jastrzębskiego Węgla jedynym pomostem, który utrzymał nasze miasto w najbardziej elitarnych rozgrywkach ligowych w Polsce, stał się projekt Jastrzębie Barkom. Dziś ta konstrukcja chwieje się w posadach. Jeśli w najbliższych dniach zapadnie decyzja o wyprowadzce klubu, w 2027 roku obudzimy się w ponurej rzeczywistości: z nowoczesną, trzytysięczną Halą Widowiskowo-Sportową oraz pachnącym nowością, zmodernizowanym za dziesiątki milionów złotych Jastorem, ale bez moralnego i faktycznego prawa do posługiwania się dumnym hasłem „Jastrzębie – Miasto Sportu”. Zostaną nam mury za miliony, a po wielkich widowiskach – długo, długo nic.
Anatomia pozornego buntu: Jak ludzie niezwiązani z siatkówką storpedowali misję ratunkową dla miasta
Aby zrozumieć, dlaczego właściciel firmy Barkom Ołeh Baran oraz prezes Adam Gorol mają dziś pełne prawo rozważać ewakuację projektu z Jastrzębia-Zdroju, trzeba cofnąć się do lata 2026 roku i przeanalizować mechanizm socjotechniczny, który rozegrał się na naszych oczach.
Kiedy po wycofaniu finansowania przez Jastrzębską Spółkę Węglową nad utytułowanym klubem zawisło widmo bankructwa i wielomilionowych roszczeń wierzycieli, koncepcja ściągnięcia do miasta występującego w elicie od 2022 roku zespołu ze Lwowa była ruchem czysto pragmatycznym. Prezydent Jastrzębia-Zdroju Michał Urgoł oraz władze miasta od samego początku wykazywali w tej sprawie dobrą wolę i odpowiedzialność za lokalny sport. W Ratuszu doskonale rozumiano, że nagłe zniknięcie siatkówki na najwyższym poziomie będzie dla miasta dotkliwym ciosem wizerunkowym, dlatego publicznie wyrażano nadzieję na utrzymanie dyscypliny pod nowym szyldem przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości szkolenia młodzieży w Akademii Talentów.
Tak delikatna i skomplikowana pod względem prawnym operacja wymagała jednak elementarnego spokoju społecznego oraz czasu na wypracowanie docelowych rozwiązań organizacyjnych. I właśnie w ten proces bezpardonowo uderzyli ludzie, którzy wcześniej siatkówką nie interesowali się wcale, nie znali realiów budżetowych TAURON Ligi i nie bywali na meczach przy al. Jana Pawła II, ale wyczuli idealne paliwo do zbicia kapitału politycznego na niechęci i historycznych resentymentach.
Kiedy 9 lipca 2026 roku przed Urzędem Miasta stanęli działacze Konfederacji Nowa Nadzieja, organizując konferencję pod hasłem „Kibice czują się oszukani”, zastosowali klasyczną metodę podpalenia emocji społecznych bez wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za konsekwencje. Agresywna kampania w mediach społecznościowych, napędzana przez garstkę politycznych graczy oraz internetowych trolli, wykreowała iluzję powszechnego buntu – medialną bańkę sprawiającą wrażenie, jakby całe 80-tysięczne miasto sprzeciwiało się obecności siatkarzy.
Twarde realia finansowe w cieniu politycznej nagonki: Dlaczego projekt stanął pod ścianą?
Wywołana przez populistów burza przyniosła opłakane skutki, stawiając projekt w niezwykle trudnym położeniu formalnym i finansowym. Samorząd nie działa w próżni – obowiązuje go żelazna dyscyplina finansów publicznych, a w atmosferze sztucznie rozdmuchanego konfliktu politycznego oraz trwających wciąż przekształceń własnościowych między prywatnymi podmiotami, bezpośrednie zaangażowanie środków z miejskiej kasy stało się barierą nie do przeskoczenia. Właśnie te uwarunkowania formalne nakreślił 20 sierpnia w informacji dla Polskiej Agencji Prasowej rzecznik magistratu Jacek Stefaniak, wskazując, że samorząd nie jest stroną w wewnętrznych zmianach organizacyjnych klubów i na tym etapie rozlicza wynajem obiektów według obowiązującego cennika.
Z perspektywy inwestora, który przyszedł do Jastrzębia-Zdroju z gotowym produktem ekstraklasowym, zderzenie z realiami finansowymi okazało się jednak niezwykle bolesne. Przypomnijmy fakty i liczby, które w wywiadzie dla Polsatu Sport z 31 października 2026 roku przedstawił prezes Adam Gorol:
-
Spełnienie oczekiwań lokalnych: Podczas wstępnych rozmów wokół sprowadzenia drużyny do miasta kluczowe były dwa postulaty – umieszczenie członu „Jastrzębie” na pierwszym miejscu w nazwie zespołu oraz przeniesienie siedziby spółki z Elbląga do Jastrzębia-Zdroju.
-
Pełna lojalność inwestora: Ołeh Baran dotrzymał słowa w stu procentach – zmienił nazwę zasłużonego lwowskiego klubu, a we wrześniu 2026 roku w Krajowym Rejestrze Sądowym oficjalnie zarejestrowano przeniesienie siedziby spółki Volley Club Sp. z o.o. do Jastrzębia-Zdroju.
-
Ciężar stawek komercyjnych: Podczas gdy wcześniej JSW Jastrzębski Węgiel w ramach wieloletnich umów promocyjnych płacił za wynajem hali oraz pomieszczeń biurowych symboliczną złotówkę miesięcznie, otrzymując dodatkowo z budżetu miasta około 2 milionów złotych rocznie (w 2026 roku było to 600 tys. zł na rozwój zespołu, 250 tys. zł na szkolenie młodzieży oraz 999 999 zł z umowy na promocję miasta przez sport obowiązującej do 1 marca 2026 r.), nowy podmiot w okresie przejściowym musi mierzyć się z pełnymi stawkami komercyjnymi: 200–220 zł za każdą godzinę treningu oraz 2000 zł za dzień meczowy.
„Po pierwotnej akceptacji Barkomu w Jastrzębiu, czy też wręcz konkretnych ustaleniach, obecnie miasto nie ma przekonania do tego rozwiązania, a bez wsparcia miasta projekt nie wyjdzie” – podsumował gorzko sytuację prezes Adam Gorol, pokazując, jak skutecznie polityczni podżegacze zdołali zamrozić pierwotny entuzjazm wokół ratowania siatkówki.
Maszyna pogardy i opustoszałe sektory przy al. Jana Pawła II
Skutki oddania przestrzeni publicznej krzykaczom widać dziś jak na dłoni – zarówno w internecie, jak i na trybunach. Na inauguracyjnym meczu domowym z ChKS Chełm (1 listopada 2026 r.) w obiekcie mogącym pomieścić 3112 kibiców zasiadło zaledwie 226 widzów. To raptem 7,3% pojemności hali i najgorszy wynik w całej TAURON Lidze, gdzie nawet najsłabsze frekwencyjnie ośrodki gromadzą na trybunach po 1200–1500 osób.
Należy tu uczciwie oddzielić dwie postawy. Oficjalny Klub Kibica Siatkówki w Jastrzębiu-Zdroju pod przewodnictwem prezesa Janusza Kalisza miał pełne prawo podjąć suwerenną decyzję o niewspieraniu nowego podmiotu w imię wierności tradycji i przenieść swój doping do hali w Szerokiej („kurnika”) oraz Hali Akademii Talentów na mecze drugoligowego KS Jastrzębie-Borynia. Zorganizowani kibice zachowali się z klasą: w oficjalnym oświadczeniu podkreślili, że nie prowadzą żadnego bojkotu, rozumieją dobre intencje władz miasta i życzą siatkarzom powodzenia na parkiecie.
Problem w tym, że przestrzeń w lokalnym internecie zawłaszczyła ślepa agresja, która z przywiązaniem do klubowych barw nie ma nic wspólnego. W sekcjach komentarzy pod lokalnymi artykułami działa dziś zautomatyzowany mechanizm hejtu – niezależnie od poruszanego tematu, te same konta uruchamiają identyczny festiwal wyzwisk. Największy rynsztok wylewa się obecnie w dwóch miejscach:
-
Pod każdą informacją o siatkarskim Jastrzębiu Barkomie – gdzie anonimowi „patrioci klawiatury” życzą spadku i wyjazdu drużynie, w której pracują polscy szkoleniowcy (na czele z trenerem Andrzejem Kowalem i legendą jastrzębskiego klubu Leszkiem Dejewskim) i w której występuje sześciu polskich siatkarzy, w tym wychowanek lokalnej Akademii Talentów.
-
Pod czysto informacyjnymi relacjami z legalnych zgromadzeń publicznych, takich jak protest pod Trybunałem Konstytucyjnym – gdzie mimo rzetelnego, wynikającego z prawa prasowego obowiązku dokumentowania życia społecznego, sekcje komentarzy zamieniają się w pole plemiennej wojny i osobistych obelg.
Ta spirala wrogości zdążyła już przekroczyć granice ekranów. Gdy podstawowy atakujący reprezentacji Ukrainy i Jastrzębia Barkomu, 34-letni Wasyl Tupczij, opowiada w ukraińskich mediach o uszkadzaniu samochodów zawodników i naklejaniu na szyby haseł „Wracaj do Ukrainy”, kwitując to gorzkim wyznaniem: „Myślę, że to mój ostatni sezon w klubie w Polsce” – a libero reprezentacji Polski Kamil Szymura przyznaje na antenie TVP Sport, że od przyjazdu do Jastrzębia-Zdroju nie spotkał na ulicy ani jednego życzliwego kibica, słysząc wokół wyłącznie wrogość – przestajemy rozmawiać o sporze wokół tożsamości klubu. To jest czerwony alarm dla nas wszystkich jako mieszkańców.
Przełożona ZAKSA i wielki znak zapytania nad Bogdanką: Czy po 8 listopada nastąpi „długo, długo nic”?
Sygnały o wyczerpującej się cierpliwości inwestorów Jastrzębia Barkomu układają się z listopadowym terminarzem TAURON Ligi w niezwykle niepokojącą całość. Spojrzenie w kalendarz pozwala zrozumieć, dlaczego właśnie niedzielny wieczór (8 listopada) może być w naszej hali tym ostatnim:
-
Koniec plotek o Krakowie – w niedzielę gramy przy al. Jana Pawła II: Krążące w wyszukiwarce Google oraz serwisie SofaScore informacje, jakoby niedzielny mecz z PGE Projektem Warszawa (8 listopada) miał odbyć się w krakowskiej hali Suche Stawy, wynikają wyłącznie z błędu technicznego zewnętrznych baz danych, które od debiutanckiego sezonu 2022/2023 nie zaktualizowały domyślnego obiektu przypisanego do lwowskiego klubu. Niedzielne spotkanie o godz. 20:30 odbędzie się w Hali Widowiskowo-Sportowej przy al. Jana Pawła II 6 w Jastrzębiu-Zdroju.
-
Trzy tygodnie przerwy po przełożeniu meczu z ZAKSĄ: Zaplanowany pierwotnie na czwartek, 19 listopada, domowy pojedynek z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle został oficjalnie przełożony i wypadł z listopadowego grafiku naszej hali. Co to oznacza w praktyce? Po niedzielnym starciu z warszawskim Projektem zespół wyjeżdża z miasta na długą serię spotkań wyjazdowych: 11 listopada gra z Norwidem Częstochowa, 15 listopada z Treflem Gdańsk, a 24 listopada z Aluronem CMC Wartą Zawiercie.
-
Czy mecz z Bogdanką LUK Lublin (28 listopada) w ogóle odbędzie się w Jastrzębiu-Zdroju? W oficjalnym terminarzu TAURON Ligi kolejny domowy występ w naszej hali widnieje dopiero w sobotę, 28 listopada, przeciwko liderowi tabeli – Bogdance LUK Lublin. Problem w tym, że dokładnie w tym trzytygodniowym oknie wyjazdowym między 8 a 28 listopada ważą się losy gabinetowe całego projektu. Prezes Adam Gorol zadeklarował 31 października, że potrzebuje właśnie od dwóch do trzech tygodni na sfinalizowanie układów z wierzycielami zadłużonej spółki JSW Jastrzębski Węgiel oraz uzyskanie zgód korporacyjnych na tzw. „drugą drogę” ratunku – czyli ścisłe połączenie sił i docelową fuzję z dysponującym licencją TAURON Ligi oraz budżetem Barkomem.
Jeżeli te rozmowy utkną w martwym punkcie, a atmosfera wokół drużyny się nie zmieni, dwudziestodniowa przerwa wyjazdowa po 8 listopada będzie z logistycznego punktu widzenia najbardziej naturalnym momentem na wyprowadzkę klubu do innego ośrodka. Dziś nikt nie jest w stanie zagwarantować, że 28 listopada siatkarze Jastrzębia Barkomu i Bogdanki LUK Lublin w ogóle wybiegną na parkiet przy al. Jana Pawła II. Niedzielny mecz z PGE Projektem Warszawa może być ostatnim akordem wielkiej siatkówki w mieście, a po nim nastąpi już tylko długo, długo nic.
Przeliczmy to bez emocji, na chłodnym kalkulatorze. Ceny biletów w Jastrzębiu-Zdroju skalkulowano na poziomie 20 zł (ulgowy) i 40 zł (normalny). Przy 226 osobach na trybunach przychód z dnia meczowego ledwo pokrywa sam czynsz za wynajem hali (2000 zł), nie mówiąc o kosztach ochrony, zabezpieczenia medycznego, obsługi technicznej i codziennych treningów (200–220 zł za godzinę). Dla porównania: w poprzednim sezonie w Elblągu na mecze Barkomu przychodziło średnio 1041 widzów (w tym 1621 na mecz z Projektem Warszawa i 1990 na starcie z Bogdanką LUK Lublin). Obecność klubu wygenerowała dla tamtego samorządu ponad 8,3 miliona złotych ekwiwalentu medialnego oraz około 2 milionów złotych bezpośrednich wpływów do lokalnej gospodarki – dla hoteli, gastronomii i rynku wynajmu mieszkań.
Jeżeli podczas niedzielnego hitu z PGE Projektem Warszawa (8 listopada) jastrzębska hala znów będzie świecić pustkami, Ołeh Baran nie będzie miał żadnego racjonalnego ani biznesowego powodu, by pod koniec miesiąca wracać z drużyną do miasta, w którym internetowi krzykacze traktują jego zespół jak intruza.
Czas na „Sprawdzam” dla Konfederacji Nowa Nadzieja: Połóżcie swój plan na stole!
Zanim jednak w niedzielny wieczór w Hali Widowiskowo-Sportowej być może po raz ostatni zgaśnie światło nad parkietem ekstraklasy, jako redakcja zwracamy się z otwartym, publicznym pytaniem do lokalnych działaczy Konfederacji Nowa Nadzieja, którzy w lipcu tak chętnie ustawiali się przed kamerami pod Urzędem Miasta, protestując przeciwko obecności Jastrzębia Barkomu.
Krytykować z boku, podsycać niechęć do sąsiadów ze Wschodu i zbijać kapitał polityczny na nostalgii kibiców potrafi każdy. Skoro jednak wzięliście Państwo na siebie rolę recenzentów i przyłożyliście rękę do wypchnięcia tego projektu z miasta, czas wziąć odpowiedzialność za słowa i przedstawić mieszkańcom Jastrzębia-Zdroju realną alternatywę. Co proponujecie na moment, w którym po 8 listopada w jastrzębskiej hali nastąpi „długo, długo nic”? Oczekujemy konkretnych wyliczeń w złotówkach, a nie kolejnych haseł na konferencjach prasowych:
-
Skąd weźmiecie miliony złotych na spłatę długów spółki JSW Jastrzębski Węgiel? Obecny mechanizm naprawczy opiera się na tym, że Ołeh Baran i Jastrzębie Barkom udostępniają zadłużonej spółce powierzchnie reklamowe w hali warte miliony złotych i dzielą się przychodami od sponsorów podczas transmisji telewizyjnych TAURON Ligi. Jeśli po meczu z Projektem Warszawa Barkom spakuje walizki i opuści Jastrzębie-Zdrój, z jakich funduszy działacze Konfederacji Nowa Nadzieja zamierzają zaspokoić wierzycieli i byłych zawodników, by uchronić czterokrotnego mistrza Polski przed upadłością likwidacyjną?
-
Jak zamierzacie obronić pozycję i perspektywy Akademii Talentów? Obecność TAURON Ligi w mieście to dla młodych adeptów siatkówki naturalny punkt odniesienia, okno wystawowe i szansa na zetknięcie się z siatkówką na najwyższym krajowym poziomie, o co apelował w naszym mieście sam prezes PZPS Sebastian Świderski. Co zaoferujecie młodym siatkarzom i sponsorom szkolenia młodzieży, gdy w Jastrzębiu-Zdroju całkowicie zniknie ekstraklasa?
-
Kto zapłaci za utrzymanie opustoszałej Hali Widowiskowo-Sportowej? Dziś spółka Volley Club płaci miastu komercyjne stawki za każdą godzinę treningu i każdy dzień meczowy. Gdy wypchniecie TAURON Ligę z miasta, cały ciężar utrzymania gigantycznego obiektu przy al. Jana Pawła II spadnie bezpośrednio na budżet samorządu, czyli na kieszenie jastrzębskich podatników. Czy na tym polega Wasza definicja gospodarności?
-
Którego prywatnego inwestora przyprowadziliście do Ratusza? Nawet prezes Adam Gorol przyznaje wprost, że alternatywna ścieżka – czyli mozolna odbudowa od II ligi w oparciu o młodzież – to proces niezwykle kosztowny i rozpisany na wiele lat, podczas których budżety klubów TAURON Ligi odjadą jeszcze bardziej. Prosimy o wskazanie z nazwy choćby jednej firmy lub funduszu inwestycyjnego, który dzięki zabiegom działaczy Konfederacji Nowa Nadzieja jest gotów wyłożyć kilkanaście milionów złotych rocznie na jastrzębską siatkówkę.
Niedziela, godzina 20:30: Ostatni dzwonek przed wielką ciszą?
W niedzielny wieczór, 8 listopada o godzinie 20:30, na parkiet przy al. Jana Pawła II wybiegnie trzecia drużyna tabeli – naszpikowany gwiazdami PGE Projekt Warszawa z Janem Firlejem i Kevinem Tillie w składzie. Naprzeciwko nich stanie szósta siła TAURON Ligi – zespół Jastrzębie Barkom, który pod wodzą Andrzeja Kowala i Leszka Dejewskiego potrafił już w tym sezonie przywieźć cenne zwycięstwa z trudnych terenów w Suwałkach i Gorzowie, udowadniając na boisku sportową wartość i charakter.
Kupno biletu na to spotkanie nie wymaga składania żadnych politycznych deklaracji ani wyrzekania się wspomnień o dawnych triumfach. Jest natomiast być może ostatnią okazją, by pokazać, że w Jastrzębiu-Zdroju wciąż są ludzie, którzy rozumieją różnicę między twardą ekonomią profesjonalnego sportu a internetowym populizmem. Bo jeśli w niedzielę wieczorem hala znów odpowie głuchą ciszą, a siatkarze po wyjeździe na serię spotkań wyjazdowych już do niej nie wrócą, po wielkiej siatkówce w naszym mieście zostanie tylko wyłączona z prądu tablica wyników – a potem długo, długo nic. Na konkretny, policzony w złotówkach plan ratunkowy od działaczy Konfederacji Nowa Nadzieja niezmiennie na łamach redakcji czekamy.
Autor:Teodor Wiśniewski Redakcja portalu jas24info.pl
