DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Średniowieczny Facebook

post-img

 

 Średniowieczny Facebook, czyli dlaczego kiedyś było... tak samo?

Zamiast Wstępu: Od Nihilizmu do Rycerza z Zakutą Przyłbicą

Zacznijmy bez masek i bez udawania. Patrząc na dzisiejszy poziom debaty publicznej, trudno nie odnieść wrażenia, że wpadliśmy w pułapkę czystego, nihilistycznego hejtu. To już nie jest wymiana zdań – to festiwal pogardy, infantylnego populizmu i bluzgów, serwowanych pod szyldem „postępu”. Kiedy treść znika, a zostaje samo chamstwo, człowiek zaczyna szukać ratunku w historii... albo w czystym absurdzie.

Inspiracją do tego tekstu była nie tylko obserwacja współczesnej „dziczy klawiaturowej”, ale też pewna barwna postać z naszego lokalnego podwórka. Mowa o byłym namiestniku, a obecnie społecznym trybunie i „naczelnym komediancie” grodu, znanym szerzej jako Sir Tomasz Zakuta-Przyłbica. Ten samozwańczy satyryk swoimi występami udowadnia, że granica między jarmarcznym wygłupem a współczesnym postem jest cieńsza, niż nam się wydaje.

Zastrzeżenie redakcyjne: Wszelkie podobieństwo do osób żyjących, sprawujących mandat lub publikujących na lokalnych portalach jest – rzecz jasna – absolutnie zamierzone i w żadnym wypadku nie jest przypadkowe.

Era bezprzewodowa: Dowody naukowe

Zanim jednak przejdziemy do tego, jak nasi przodkowie radzili sobie z „hejtowaniem” bez użycia światłowodów, musimy wyjaśnić pewną naukową sensację. Otóż, jak dowiedli wybitni badacze (prawdopodobnie po kilku głębszych w lokalnej karczmie), średniowiecze było epoką w pełni bezprzewodową. Skąd to wiemy? To proste: podczas licznych prac konserwatorskich w Malborku, na Wawelu czy w innych zamkach, nie natrafiono na ani jeden metr kabla. Wniosek? Wi-Fi śmigało tam aż miło, a rycerze zamiast SMS-ów wysyłali „Gołębie-Push”.

Facebook, czyli Wielki Jarmark Próżności i Donosów

Dzisiejszy Facebook to po prostu cyfrowa wersja Głównego Rynku Miejskiego, na którym od świtu do nocy trwa jeden wielki chaos. Twój „Profil” to nic innego jak wystawienie się w dybach na widok publiczny. Grupy lokalne to z kolei odpowiedniki dusznych karczm, gdzie każdy wie wszystko o wszystkich, a pod każdym ogłoszeniem o zagubionym wozie wybucha awantura. Nad wszystkim czuwa kapryśny Wielki Inkwizytor (Algorytm), który decyduje, czy Twój okrzyk usłyszy całe miasto, czy zostaniesz spalony na stosie „bana”.

W tym całym zgiełku nie może zabraknąć naszego bohatera. Sir Tomasz Zakuta-Przyłbica pełni tu rolę jarmarcznego wesołka, który wdrapał się na beczkę po śledziach i ogłasza swoje „prawdy objawione”. Z zakutą głową (co tłumaczy brak dopływu świeżych argumentów) wykrzykuje satyry, z których śmieje się głównie on sam.

Logistyka hejtu: Dlaczego pergamin ratował honor?

Współczesny hejt jest tani i szybki. Ale wyobraźcie sobie Sir Tomasza w czasach, gdy za jedną książkę kupowało się wioskę. Gdyby nasz Rycerz chciał wtedy „skomentować” poczynania konkurencji, musiałby przejść przez logistyczne piekło.

Najpierw musiałby złapać owcę, wydepilować jej skórę i mozolnie oprawić pergamin. Koszt takiej operacji przewyższał cenę kilku skrzynek złocistego napoju z pianką. Potem przyszłaby pora na kaligrafię. Nasz bohaterski rycerz ma bowiem tak wielkie przekonanie o własnej racji, że on po prostu musi – bo inaczej się udusi! – ogłosić całemu światu, że „AM to kawał zbója”.

Sama litera „A” – z jej misternymi zawijasami – zajęłaby mu tydzień. A gdyby po tygodniu uznał, że wyszło krzywo? Atrament był tak drogi, że za jednego kleksa można było stracić pół zbroi. Prawdziwe schody zaczęłyby się przy próbie przekazania światu, że „GM to tylna część osła”. Tu nasz Rycerz poległby całkowicie. Litera „G” ze swoimi brzuszkami byłaby dla niego barierą nie do przejścia. Kaligrafia wymaga precyzji, a zakuta przyłbica skutecznie ogranicza widoczność kałamarza.

Od Chińczyków do Gutenberga: Rewolucja "Przemysłowego Hejtu"

Warto pamiętać, że w tamtych czasach kłamstwo rozchodziło się wolno, bo powielanie informacji było mordęgą. Co prawda już w XI wieku Chińczycy wynaleźli druk, ale to dopiero Jan Gutenberg w połowie XV wieku wymyślił ruchomą czcionkę.

To był prawdziwy „gamechanger”! Zanim Gutenberg poukładał te swoje metalowe literki, Sir Tomasz musiałby każdą zniewagę rzeźbić w drewnie. Ruchoma czcionka dała jednak nowe możliwości. Nagle można było „odlać” tysiąc liter „A” i masowo rozsiać po królestwie informację o tym, kto jest „zbójem”. To wtedy narodził się „hejt przemysłowy”.

Szlachta i Błazny: Od X do TikToka

Mimo wynalazku druku, każda platforma zachowała swój średniowieczny charakter:

  • X (Twitter): To Arena Szybkiej Riposty. Szybkie dźgnięcie sztyletem na tablicy ogłoszeń przy szubienicy.

  • Instagram: Królewska Galeria Iluzji. Dzięki filtrom „Świeca Majątkowa” każdy chłop wygląda na barona.

  • TikTok: Jarmark Rytmicznych Błazenad, gdzie każdy tańczy za miedziaka i robi fikołki.

„Wici Wybiórcze”, czyli Inkwizycja na Zlecenie

Nad tym wszystkim góruje organ zawodowy – „Wici Wybiórcze”. To lokalny biuletyn pisany jadowitym atramentem. Ich skrybowie wyszukują tematy „ni z gruchy, ni z pietruszki”, byle tylko przywalić lokalnemu działaczowi czy społecznikowi. Dla nich prawda nie istnieje – liczy się to, by tłum miał uciechę, a „stos” na rynku płonął regularnie co tydzień.

Prawda o cyfrowej przyłbicy: Podsumowanie

Ten felieton oczywiście nie opanuje fali tego, co dzieje się obecnie w internecie. Może jednak uświadomi nam, jak bardzo jesteśmy karmieni bezwartościową papką.

Warto też pamiętać: w internecie nikt nie jest anonimowy. Choć Sir Tomaszowi wydaje się, że ukrycie się za wizjerem fejkowego konta zapewnia nietykalność, rzeczywistość jest inna. Praktycznie wszyscy autorzy takich kont są znani redakcjom i administratorom. To, że ich „twórczość” wciąż wisi, nie wynika z ich sprytu, lecz z faktu, że taka jest cena demokracji i wolności słowa – wartości, które pozwalają istnieć nawet tym, którzy kompletnie ich nie szanują.

Nihilizm i chamstwo to tylko nowa zbroja dla starego jadu. Czy to średniowieczny jarmark, czy światłowód w 2026 roku – mechanizm niszczenia drugiego człowieka pozostał niezmienny. Może gdybyśmy wrócili do depilowania owiec przed napisaniem komentarza, świat byłby lepszy? Na pewno byłoby w nim mniej jadu, bo nikomu nie chciałoby się tyle pracować tylko po to, żeby być podłym.

Teodor z Wiśniowa

Błazen Krolewski

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic