Dwa głosy starej Karwiny. Refleksje po spotkaniu z Karin Lednicką
Są takie wieczory, po których trudno zasnąć, a obrazy pod powiekami układają się w zupełnie nową całość. Tak było po spotkaniu z Karin Lednicką w naszej bibliotece. Słuchając o losach bohaterów „Krzywego kościoła”, o tej znikającej, zapadającej się pod ziemię Karwinie, czułem, jak historia naszego regionu nabiera niesamowitej ostrości. Ale w pewnym momencie przyszła do mnie jedna, bardzo wyraźna myśl: aby naprawdę dopełnić ten obraz, aby poczuć go każdym zmysłem, musimy obok książki Lednickiej położyć „Czarną Julkę” Gustawa Morcinka.
Gdzie dokument spotyka duszę
Dla mnie te dwie publikacje to absolutny fundament. To najlepsze, co napisano o życiu na Śląsku Cieszyńskim w tamtych twardych, przedwojennych czasach.
Fascynuje mnie to, jak tytaniczny wysiłek Karin Lednickiej – jej lata badań i docierania do prawdy o pograniczu – buduje szkielet tej historii. Autorka bez żadnych filtrów, bez upiększania, pokazała świat, w którym nacjonalizm i granice rwały ludzkie losy na strzępy.
Jednak to właśnie u Morcinka, w „Czarnej Julce”, odnajdujemy to emocjonalne tętno, które sprawia, że ta historia ożywa.
Morcinek i Lednicka mówią o tym samym miejscu i czasie, a czytani razem dają nam pełne spektrum tego, czym był i jest nasz region.
Kobiety twardsze niż węgiel
To, co najmocniej wybrzmiało podczas spotkania, to rola kobiet. „Krzywy kościół” to w swojej najgłębszej strukturze hołd dla nich. Opowieść o ich niesamowitym, twardym charakterze, który hartował się w codziennym trudzie. W świecie rozdartym między Polskę a Czechosłowację, w cieniu pyłu i kopalnianych tragedii, to one były fundamentem.
Ich siła nie brała się z wielkich haseł, ale z cichego poświęcenia dla rodziny. To była walka o to, by dzieci miały co jeść, by dom był bezpieczną przystanią, choć ziemia pod nim dosłownie się trzęsła.
Te kobiety żyły marzeniami o tym, by wyrwać się z biedy, by ich dzieci nie musiały dźwigać tego samego ciężaru. Ich upór i niezłomność to lekcja, o której zbyt rzadko się mówi w kontekście wielkiej historii.
Miejsce, gdzie historia ożywa
Wychodząc z biblioteki, miałem poczucie, że te dwie książki powinny stać na półce obok siebie nie tylko w śląskich domach, ale przede wszystkim w każdej bibliotece,
Stanowiąc obowiązkowy kanon dla każdego, kto chce nas zrozumieć. Bo tylko znając obie te perspektywy – tę dokumentalną, surową od Lednickiej i tę pełną ducha od Morcinka – możemy naprawdę pojąć, kim jesteśmy i skąd przyszliśmy.
Na koniec słowa wdzięczności należą się paniom z biblioteki za zorganizowanie tego fantastycznego spotkania. Dziękujemy za Wasz trud i za to, że potraficie tak skutecznie uwrażliwiać nasze męskie, często twarde i „górnicze” charaktery na piękno oraz bolesną prawdę zawartą w literaturze. Robicie kawał dobrej roboty.
