DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Nie oddamy miasta w ręce PiS

post-img

Nie oddamy miasta w ręce PiS – Część II: Szachownica bez Hetmana, Rodzina na Swoim i Doktryna Neumanna

OŚWIADCZENIE REDAKCJI: Poniższy tekst ma charakter wyłącznie publicystyczny i stanowi analizę sytuacji polityczno-społecznej. W treści nie formułujemy żadnych zarzutów o charakterze karnym. Jesteśmy przekonani o formalnej i prawnej poprawności przeprowadzonych konkursów na stanowiska urzędnicze. Naszym celem jest postawienie pytań o wymiar etyczny i polityczny podejmowanych decyzji oraz analiza strategii wyborczych, a nie udowadnianie przestępstw.


Lekcja historii zamiast kazania

Uważnie czytamy Wasze komentarze pod pierwszą częścią naszego cyklu. Niektórzy z Was słusznie zauważyli, że cytaty z Biblii mogą wydawać się "słabe" lub nieadekwatne do twardej, lokalnej polityki. Przyjmujemy tę krytykę z pokorą. Dlatego zmieniamy narrację. Zamiast pism natchnionych, sięgniemy do słów człowieka, który politykę rozumiał jak nikt inny – twórcy polskiej niepodległości po 123 latach zaborów.

Marszałek Józef Piłsudski, obserwując nieudolność niektórych działaczy, powiedział kiedyś słynne, dosadne słowa:

„Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.

Niech to zdanie stanowi motto dzisiejszej analizy kampanii i kadr byłej władzy. A dla najbardziej dociekliwych Czytelników mamy małą zagadkę: sprawdźcie sami, w jakim czasie, w jakim momencie i, co najważniejsze, komu Marszałek rzucił te słowa w twarz.

Odpowiedź może dać Wam do myślenia w kontekście tego, co dzieje się w naszym mieście.

Równia pochyła marketingu politycznego

Wracając na nasze podwórko i analizując zarzuty o "kolesiostwo" czy "złe rządzenie", musimy cofnąć się do źródła problemu, czyli historii kampanii wyborczych pani Anny Hetman. To tutaj tkwi przyczyna obecnego stanu rzeczy.

Pierwsza kampania prezydencka Anny Hetman była majstersztykiem. Oparta na inteligentnym, szachowym skojarzeniu nazwiska "Hetman" z najsilniejszą figurą na planszy, niosła ze sobą jasny przekaz: siła, strategia, skuteczność.

Nie wiemy, kto był autorem tej koncepcji, ale z perspektywy czasu widać wyraźnie, że w sztabie zabrakło tej osoby w kolejnych latach. Odejście tego stratega lub osoby zajmującej się strategią kampani wyborczych, było punktem zwrotnym.

Druga kampania była już zauważalnie słabsza, pozbawiona tamtego błysku.

Trzecia natomiast – trzeba to nazwać po imieniu, parafrazując Marszałka – była marketingową katastrofą.

Gambit Królowej: Utrata Hetmana, nie piona

W kluczowym, ostatnim starciu zabrakło kogoś, kto rozumiałby taktykę szachową nie tylko z nazwy. Gdyby w zespole doradczym znalazł się – przywoływany w kuluarach jako autorytet w tej dziedzinie – Mistrz Polski Pracowników WORD, wynik mógłby być zupełnie inny.

Taka osoba wytłumaczyłaby sztabowi, co w politycznej praktyce oznacza "Gambit Królowej".

W tym przypadku to nie jest zwykła wymiana pionków. To ryzykowna gra, w której na szali stawia się najsilniejszą figurę – Hetmana. Jeśli nie rozumie się tej zasady, traci się królową bezpowrotnie, zamiast poświęcić ją dla ostatecznego zwycięstwa. Brak tej świadomości i odpowiedniego doradztwa sprawił, że zamiast szachowego triumfu, doszło do strategicznej porażki.

Wygrana, która przy odpowiednim rozegraniu byłaby niezagrożona, wymknęła się z rąk.

Matematyka wyborcza: Błąd w sztuce

Analiza "na chłodno" pokazuje, że do utrzymania stabilnej większości w Radzie Miasta zabrakło niewiele – a dokładnie jednej, kluczowej decyzji personalnej. Gdyby radna Rosińska wystartowała z listy komitetu Wspólnoty Samorządowej, architektura dzisiejszej władzy wyglądałaby inaczej.

Symulacja wyników jest bezlitosna: w takim scenariuszu głosy rozłożyłyby się w stosunku 12 do 11 na korzyść koalicji. Wspólnota Samorządowa, w swojej ówczesnej sile, teoretycznie nie miała szans na zdobycie więcej niż 2 mandatów w wyborach do Rady Miasta. Jednak start pani Rosińskiej z ramienia Wspólnoty dałby tę decydującą przewagę. Byłoby – używając kolokwializmu – "pozamiatane". Zamiast szachowego mata, mieliśmy jednak serię błędów.

Miękkie lądowanie i "Doktryna Neumanna"

Przegrana w wyborach to w polityce zawsze trzęsienie ziemi. Po dwóch kadencjach sprawowania władzy, utrata stanowiska Prezydenta Miasta wywołała w jastrzębskim magistracie burzę. Ludzie oddani poprzedniej władzy tracą posady – ci na najwyższych szczeblach gremialnie, ci na pomniejszych stanowiskach rzadziej.

W kuluarach coraz głośniej mówi się, że w regionie zaczyna obowiązywać stara, niepisana zasada polityczna, znana szerzej jako "Doktryna Neumanna" (od słów polityka Sławomira Neumanna: "Będę cię bronił jak niepodległości"). Mówi ona wprost: nieważne, jakie masz kompetencje, ważne, że jesteś "nasz". Będziemy cię bronić i zagospodarujemy cię, dopóki stoisz w naszym szeregu.

Może być mierny, byle był wierny.

Pani Anna Hetman, posiadająca tytuł Honorowego Profesora Oświaty, znalazła nową przystań w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli "WOM" w Rybniku. Objęła tam stanowisko wicedyrektora. Dla porządku dodajmy – jest to placówka podległa Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Śląskiego.

Wielkim nietaktem, a wręcz kłamstwem, byłoby twierdzenie, że stanowisko to stworzono specjalnie dla niej. Natomiast fakty, które sprawdziliśmy w Biuletynach Informacji Publicznej (BIP), są nieubłagane: do roku 2024 w strukturach WOM w Rybniku funkcjonował etat tylko dla jednego wicedyrektora. Sytuacja zmieniła się akurat teraz. Czy to przypadek?

Dramat człowieka, który kochał sport

W tej politycznej układance nie możemy pominąć postaci tragicznej, a zarazem pomnikowej dla lokalnego samorządu.

Mowa o Krzysztofie Baradzieju – byłym wiceprezydencie, społeczniku i, co w Jastrzębiu znaczy więcej niż tytuły, fanatyku GKS Jastrzębie.

To człowiek, który dla klubu i miasta zrobił bardzo wiele, płacąc za to najwyższą cenę osobistą. Przez pięć długich lat ciągano go po sądach. Jego matka musiała patrzeć na zdjęcia syna w gazetach – z czarną opaską na oczach, jak u pospolitego bandyty. Z łzami w oczach pytała: "Synu, coś ty zrobił?". On wiedział jedno: jest niewinny. I sprawiedliwość w końcu zwyciężyła – został całkowicie oczyszczony z zarzutów. Ale bólu matki i lat stresu nikt mu nie odda.

Patrząc na nagonkę i styl, w jakim rozprawiono się z tym zasłużonym samorządowcem, ciarki przechodzą po plecach. Mimowolnie przypominają się groźne słowa Józefa Cyrankiewicza z 1956 roku:

„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie.”

Wtedy chodziło o władzę ludową, tu chodziło o partyjną pamiętliwość. Czym Krzysztof Baradziej "podniósł rękę" na ówczesny układ? Tym, że lata temu, budując siłę Wspólnoty Samorządowej, skutecznie przekonał do siebie dwójkę radnych z Platformy Obywatelskiej. Tego politycznego upokorzenia partyjna wierchuszka nigdy mu nie zapomniała. Czekano latami na moment, by tę rękę symbolicznie odrąbać.

I ten moment nadszedł. Pełniąc funkcję Prezesa Zarządu w Przedsiębiorstwie Gospodarki Wodnej i Rekultywacji S.A. (PGWiR), został zwolniony na rok i dwa miesiące przed emeryturą. Wyrzucono na bruk fachowca, wykorzystując fakt, że pracował na kontrakcie menedżerskim. Do zwolnienia doszło już w czasie, gdy prezydentem miasta był Michał Urgoł, ale władzę w spółkach JSW przejęła nowa, ogólnopolska "Uśmiechnięta Koalicja".

I ty, Brutusie? Uczeń zastępuje Mistrza

Krzysztof Baradziej to twórca i ojciec chrzestny  sukcesu Wspólnoty Samorządowej, choć nie był jej założycielem. Wydawałoby się, że w swoim środowisku może liczyć na szacunek. Niestety, polityka nie zna sentymentów.

Wiceprezesem PGWiR – po wyrzuconym Baradzieju – został nie kto inny, jak były II wiceprezydent miasta (Robert Cichowicz) – człowiek wywodzący się ze Wspólnoty Samorządowej. Ten sam, którego Krzysztof Baradziej politycznie wychował. Ten sam, który zawdzięcza mu karierę. Uczeń bez skrupułów zastąpił mistrza, nie zważając na jego wiek, zasługi ani okres ochronny. To lekcja lojalności, którą jastrzębianie zapamiętają na długo.

Szwagier nie rodzina, wątroba nie mięso

Ale to nie koniec zmian w PGWiR. Skoro uczeń zajął fotel wiceprezesa, to kto został Prezesem Zarządu?

Tu na scenę wkracza rodzina byłego I wiceprezydenta miasta, Romana Foksowicza.

Jak mawia stare ludowe porzekadło: „Szwagier nie rodzina, wątroba nie mięso”. Prezesem został bowiem szwagier Romana Foksowicza.

Układ idealny? Nazwiska różne, więc w "papierach" nic nie widać, ale w mieście wszyscy wiedzą, jak silne są to więzy. Rodzinny biznes kręci się w najlepsze.

"Zaczynamy się urządzać..."

Patrząc na to, co dzieje się na styku miasta i spółek, trudno nie przywołać gorzkich słów Stefana Kisielewskiego, które idealnie oddają ducha obecnych czasów i pasują do tego, co widzimy w PGWiR czy WOM-ie:

„To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.”

I rzeczywiście, niektórzy urządzają się całkiem wygodnie. Były wiceprezydent Roman Foksowicz również nie zginął. Odnalazł się na zaszczytnym stanowisku Wiceprezesa Zarządu w spółce GPW Inżynieria Sp. z o.o. (spółka-córka Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów, kontrolowanego przez Województwo Śląskie, gdzie rządzi jego koalicja).

Mamy więc sytuację kuriozalną. Środowisko byłej pani prezydent atakuje w artykule sponsorowanym obecne władze miasta za politykę kadrową w lokalnym JZWiK, podczas gdy ich własny człowiek – były wiceprezydent – korzysta z politycznego desantu w wojewódzkim GPW. Czy to nie jest definicja hipokryzji? Zarzucać komuś "kolesiostwo" w mieście, a samemu korzystać z "partyjnej windy" w województwie?

A skoro już jesteśmy przy urządzaniu się... Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy: małżonka pana Foksowicza pracuje w Miejskim Zespole Obsługi Szkół i Przedszkoli (MZOSiP). To miejska jednostka, która odpowiada za księgowość jastrzębskiej oświaty. Czy to przypadek, że trafia akurat do stabilnej budżetówki? Oczywiście, wierzymy, że decydowały wyłącznie kompetencje.

Panie A.Matusiak czy po likwidacji przedszkola cała kadra księgowa będzie potrzebna?

Ciąg dalszy nastąpi...

Szanowni Państwo, materiału jest tak dużo, że nie sposób zmieścić wszystkiego w jednym tekście. O kolejnych "kwiatkach" i powiązaniach napiszemy w części trzeciej.

A kończąc dzisiejsze rozważania na temat tego, kto ma rację w sporze o "złe rządzenie"?

Aby uczciwie odpowiedzieć na pytanie, kto uprawia nepotyzm – bohaterowie artykułu sponsorowanego  czy osoby opisane przez Nas w tym artykule – należy przyłożyć do obu grup tę samą miaręposłużymy się jeszcze jednym cytatem z Marszałka Józefa Piłsudskiego, który idealnie zamyka temat:

„Racja jest jak dupa, każdy ma swoją.”

Zostawiamy Was z tą myślą. Sami wydajcie ocenę.

Ciąg dalszy do przeczytania wkrótce!

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic