Tłusty Czwartek dla elit, chudy rok dla robotnika. Referendum to dopiero początek walki o sprawiedliwą władzę
To nie jest ponury żart. To rzeczywistość Polski dwóch prędkości. Co roku, gdy zbliża się Tłusty Czwartek, luksusowe warszawskie cukiernie prześcigają się w wymyślaniu absurdów, byle tylko zabłysnąć w mediach i na Instagramach celebrytów. W tym roku granica przyzwoitości znów została przekroczona. W stolicy serwują pączki pokryte płatkami jadalnego, 24-karatowego złota, z nadzieniem z drogiego szampana czy trufli. Cena?
Nawet 100 złotych za jedną sztukę. To, co dla stołecznej "elity" jest tylko chwilową, modną fanaberią, dla nas tutaj, na dole, jest policzkiem.
Niech im staną w gardłach te pączki ze złotem. Kiedy Warszawa bawi się w dekadencję, Śląsk zaciska pasa.
Dziś, w 11. rocznicę bitwy pod JSW, musimy powiedzieć sobie prawdę prosto w oczy: to referendum to nie jest koniec. To dopiero początek. To pierwszy krok do odsunięcia od sterów tych, którzy zapomnieli, skąd bierze się bogactwo tego kraju.
Władza musi wrócić w ręce tych, którzy znają smak potu i pyłu, a nie tylko szampana.
Władza sytych nie usłyszy głosu głodnych
Ten pączek za stówę to symbol przepaści, jaka wyrosła między "nimi" – sytą elitą, a "nami" – ludźmi ciężkiej pracy.
Władza, która mentalnie zajada się złotem, nigdy nie zrozumie robotnika, który zastanawia się, czy starczy mu do pierwszego.
Taka władza jest głucha. Nie słyszy biedy, która zagląda ludziom w oczy. Nie widzi, że w XXI wieku, w sercu Europy, ludzie ciężkiej pracy martwią się, czy ogrzeją swoje domy węglem, który sami wydobywają. To nie jest tylko niesprawiedliwość. To jest hańba.
Kiedy rządzą "złote pączki", ludzie umierają w biedzie
Powiedzmy to brutalnie szczerze: niesprawiedliwa władza ma swoje realne ofiary. Kiedy na górze liczy się tylko zysk i słupki w Excelu, na dole rozgrywają się dramaty. Bieda to nie jest statystyka. Bieda to zimne mieszkanie, to brak leków, to krótsze życie zaharowanego człowieka.
Nie możemy pozwolić na to, by ludzie, którzy całe życie budowali ten kraj, na starość drżeli z zimna i biedy, bo system uznał ich za zbędny koszt. Sprawiedliwa władza to taka, która nie zaśnie spokojnie, dopóki choć jeden jej obywatel marznie, bo nie stać go na opał.
Lekcja z 2015: Suweren musi ryknąć
11 lat temu pod JSW polała się krew, bo ówczesna władza też była głucha na argumenty, dopóki nie poczuła ognia. Musieliśmy wyjść na ulice, pokazać siłę, a potem dokończyć dzieła przy urnach wyborczych, żeby przywrócić elementarną sprawiedliwość i zapewnić dekadę spokoju.
Dziś historia znów mówi "sprawdzam". Dzisiejsze referendum to sygnał ostrzegawczy. To nasze "dość".
Ale nie łudźmy się – to tylko początek drogi. Musimy dążyć do takiej zmiany, w której rządzący będą sługami narodu, a nie jego panami. Władza musi być sprawiedliwa.
Musi słyszeć głos biedy i robotnika. Każda inna musi odejść

