DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Likwidacja kopalń przez PiS.

post-img

Likwidacja kopalń: Fakty kontra wroga narracja. Odpowiedź na zarzuty

Odnosząc się do pojawiających się głosów krytycznych, sugerujących, że środowisko PiS "przeszło do porządku dziennego nad likwidacją kopalń", trzeba powiedzieć wprost: to nie jest tylko zwykłe kłamstwo. To polityczna niedorzeczność i cyniczna próba narzucenia fałszywej historii, która stoi w całkowitej sprzeczności z faktami i dokumentami.

Zarzucanie obecnym lokalnym politykom hipokryzji wymagałoby całkowitego wymazania z pamięci roku 2015. Spójrzmy zatem na twarde dane, bo one nie kłamią.

Kto pociągnął za spust? Wyrok ze stycznia 2015 roku

Fundamentem dzisiejszej sytuacji w górnictwie nie są decyzje PiS, ale Porozumienie z 17 stycznia 2015 roku, podpisane przez rząd Ewy Kopacz. To wtedy, pod presją fatalnej sytuacji finansowej, zapadły wiążące decyzje o "restrukturyzacji", która była eufemizmem na przygotowanie gruntu pod zamykanie zakładów.

To rząd PO-PSL stworzył listę kopalń do likwidacji lub przekazania do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Na celowniku znalazły się wtedy m.in. KWK Bobrek-Centrum, KWK Sośnica-Makoszowy, KWK Pokój czy KWK Brzeszcze.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości, przejmując władzę pod koniec 2015 roku, zastał:

  1. Kompanię Węglową na skraju bankructwa, której upadek oznaczałby niekontrolowaną likwidację dziesiątek tysięcy miejsc pracy.

  2. Podpisane zobowiązania wobec Komisji Europejskiej dotyczące wygaszania pomocy publicznej.

  3. Gotowy mechanizm przekazywania majątku do SRK, uruchomiony przez poprzedników.

Oskarżanie PiS o ten proces to tak, jakby winić strażaka, że wynosi meble z płonącego domu, który podpalił ktoś inny. PiS nie zamykał kopalń z własnej woli – rząd Zjednoczonej Prawicy ratował to, co dało się uratować, tworząc Polską Grupę Górniczą (PGG), by przejąć aktywa upadającej Kompanii Węglowej. Bez tej interwencji, likwidacja byłaby znacznie szersza i gwałtowniejsza, co było bezpośrednim skutkiem zaniedbań lat 2007-2015.

Warto przypomnieć, że to właśnie wtedy, w 2015 roku, nastąpił pierwszy poważny kryzys w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, który groził jej całkowitą zapaścią. Dopiero po przejęciu rządów przez Zjednoczoną Prawicę, ustabilizowaniu sytuacji i wdrożeniu programów naprawczych, nadeszły dla JSW tzw. tłuste lata, które pozwoliły spółce na generowanie zysków i inwestycje

Kopalnia to nie komórka z węglem – nieodwracalność procesu

W debacie publicznej próbuje się narzucić narrację, że proces zamykania można zatrzymać jednym podpisem. To manipulacja. Zamknięcie kopalni to nie jest zamknięcie drzwiczek do komórki z węglem, które w każdej chwili można otworzyć na nowo.

Proces likwidacji to skomplikowana operacja inżynieryjna. Raz rozpoczęta procedura przekazania kopalni do SRK (co zaplanowano za rządów PO), obejmująca demontaż maszyn, likwidację ścian i zasypywanie szybów, jest w praktyce nieodwracalna. PiS przejął zakłady, w których wyroki zapadły wcześniej. Zatrzymanie tej rozpędzonej machiny generowałoby gigantyczne koszty i zagrożenie dla bezpieczeństwa powszechnego.

Jedyna suwerenna decyzja – przypadek KWK Krupiński

Aby być uczciwym, trzeba oddzielić procesy odziedziczone (Makoszowy, Centrum, Jas-Mos) od decyzji autonomicznych. Rząd Zjednoczonej Prawicy podjął w istocie jedną autonomiczną decyzję o zamknięciu – dotyczyła ona KWK Krupiński.

Jednak i tutaj narracja o "złym PiS-ie" jest fałszywa. Decyzja ta nie wynikała z ideologii czy uległości, lecz z twardego rachunku ekonomicznego Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Kopalnia ta generowała stałe straty, które zagrażały płynności finansowej całej Grupy JSW. Co jednak najważniejsze i co odróżnia to działanie od "dzikiej transformacji" firmowanej przez liberałów: zabezpieczono wszystkich ludzi.

W przypadku Krupińskiego nikt nie został na bruku. Górnicy otrzymali gwarancję zatrudnienia w rentownych zakładach JSW (m.in. Pniówek, Borynia-Zofiówka). Było to odpowiedzialne przesunięcie zasobów ludzkich tam, gdzie węgiel jest potrzebny i opłacalny.

Podsumowanie: Dość odwracania kota ogonem

Stawianie znaku równości między środowiskiem PiS a PO w kwestii górnictwa jest błędem merytorycznym i historycznym kłamstwem.

  • Rząd Ewy Kopacz: Zgodził się na unijne dyrektywy, podpisał porozumienia o wygaszaniu w styczniu 2015 i doprowadził Kompanię Węglową na skraj upadłości.

  • Rząd PiS: Utworzył PGG ratując branżę przed natychmiastowym upadkiem, musiał zarządzać procesami odziedziczonymi po poprzednikach i podejmował trudne decyzje (Krupiński) wyłącznie tam, gdzie ekonomia nie dawała szans, zawsze chroniąc miejsca pracy górników.

Każdy, kto twierdzi inaczej, albo nie zna faktów, albo celowo wprowadza opinię publiczną w błąd, próbując zrzucić odpowiedzialność za własne decyzje polityczne sprzed lat na obecnych oponentów.

Postscriptum: Oświadczenie osobiste

Skoro już wypadłem na jeden dzień z obiegu informacji o regionie, wyjaśnijmy przy okazji inne sprawy i zarzuty wobec mojej osoby. Bardzo bawią mnie ataki w moją stronę typu "jaskupa24pis info". Jakim trzeba być frustratem, żeby pisać takie błazeństwa zamiast merytorycznych argumentów?

Wyjaśnijmy to raz na zawsze: nie jestem związany z żadną partią polityczną. Moje opinie i teksty nie powstają na partyjne zamówienie, ale są wynikiem poznawania faktów i ciężkiej pracy związanej z ich odnalezieniem i weryfikacją.

Jeśli już miałbym określić swoje sympatie, to historycznie bliżej mi było do KPN (Konfederacji Polski Niepodległej) – ale tego z czasów Polski Walczącej. Mam na myśli formację tworzoną przez ludzi takich jak Leszek Moczulski, Adam Słomka, Romuald Szeremietiew czy Tadeusz Jandziszak. To byli ludzie czynu. Niestety, po wejściu do Sejmu, wiele w tym środowisku się rozsypało, szczególnie po tzw. nocy teczek. Nie mam wiedzy operacyjnej, by stwierdzić, czy Moczulski był agentem, czy nie, więc nikogo nie posądzam. Jednak jego późniejsze zbliżenie się do środowiska Aleksandra Kwaśniewskiego oceniam jako bardzo zły ruch.

Jednocześnie zaznaczam: dzisiejsza "Konfederacja" to dla mnie katastrofa, niemająca nic wspólnego z etosem dawnego KPN-u. Nie chcę tu wchodzić w głębokie oceny, bo byłyby one drastyczne. Jednak oceniam ruch polityczny, a nie osobę. Niestety, postępowanie obecnych przedstawicieli tej formacji nie służy polskiej racji stanu.

Nie wyobrażam sobie współpracy z pewnym byłym jastrzębskim politykiem, a obecnie "działaczem społecznym" i miejskim komediantem. Poziom jego prywatnych komentarzy nie jest nawet żenujący – jest oznaką, w mojej ocenie, całkowitego i tragicznego upośledzenia emocjonalnego, nie rokującego żadnej poprawy.

Styl bycia i zachowania, które obserwuję, nasuwają jednoznaczne wnioski, każąc pytać, czy nie dochodzą tam wręcz jakieś problemy z uzależnieniami.

Działając w systemie demokracji – choć sam demokratą nie jestem – wiem, że nieoddanie głosu w wyborach jest największą katastrofą. Jeśli nie wybierasz Ty, wybierają za Ciebie inni.

Dlatego właśnie, z powodu braku innego wyboru, głosuję na Zjednoczoną Prawicę. I zaznaczam jasno: pomimo popełnienia przez te rządy błędów w trakcie dwóch kadencji, uważam, że ten czas był najlepszym okresem po odzyskaniu niepodległości dla naszej Ojczyzny i suwerenów.

Na koniec kwestia podpisów. Często mi to zarzucacie. Odpowiedź jest prosta: nie ma u mnie "ciśnienia na szkło". Nie potrzebuję rozgłosu ani nie będę brał udziału w żadnych wyborach.

Piszę dla prawdy. Jednak, aby uciąć spekulacje, ten tekst podpisuję swoim nazwiskiem oraz pseudonimem reporterskim, pod którym będę działał.

Bogusław Wawro vel Alojzy Godos

redakcja Jas24info

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic