Najdroższa lekcja empatii. Jak wirtualny „przyjaciel” wycenił miłość do chorego psa na 5 tysięcy złotych
Żyjemy w epoce, w której ekran smartfona stał się naszym oknem na świat, a internetowe awatary nierzadko zastępują nam sąsiadów. W tej cyfrowej rzeczywistości łatwo o iluzję bliskości. Zbyt łatwo zapominamy, że po drugiej stronie światłowodu nie zawsze czeka człowiek o dobrych intencjach. Czasem czeka tam drapieżnik, który z chirurgiczną precyzją potrafi zlokalizować nasz najsłabszy punkt.
Dla 19-letniego mieszkańca Jastrzębia-Zdroju tym punktem była bezwarunkowa miłość do cierpiącego zwierzęcia.
Gra, która przestała być zabawą
Początek stycznia, zimowy wieczór. 19-latek szuka chwili oddechu w popularnej grze internetowej. To tam krzyżują się jego wirtualne ścieżki z mężczyzną, który przedstawia się jako mieszkaniec Wielkiej Brytanii. Zwykła, niezobowiązująca rozgrywka szybko przenosi się na komunikator Telegram. Rozmowy stają się częstsze, bardziej osobiste. Chłopak dzieli się swoim największym zmartwieniem – chorobą ukochanego psa i kosztami leczenia, które spędzają mu sen z powiek.
Wtedy następuje moment, w którym ofiara połyka haczyk. Nowy „znajomy” z zagranicy wielkodusznie oferuje pomoc finansową. W świecie pełnym złych wiadomości, taki gest wydaje się cudem. Kto z nas, patrząc w oczy cierpiącego pupila, odrzuciłby wyciągniętą dłoń?
Cyfrowa maskarada
Złudzenie staje się faktem, gdy na ekranie telefonu 19-latka ląduje potwierdzenie przelewu. Wszystko wygląda wiarygodnie, jednak na konto wciąż nie wpływają żadne środki. Gdy zaniepokojony chłopak dopytuje o szczegóły, oszust z mistrzowskim opanowaniem uruchamia kolejny etap manipulacji. Zwala winę na zawiłości systemu bankowego i zapewnia, że pracownicy banku skontaktują się z nim bezpośrednio. Prosi tylko o adres e-mail.
To, co dzieje się później, to już precyzyjnie zaplanowany teatr psychologiczny.
Skrzynka mailowa chłopaka zaczyna zapełniać się wiadomościami do złudzenia przypominającymi oficjalne komunikaty z banku. Każdy e-mail jest perfekcyjnie skrojoną wymówką. Cyberprzestępcy żonglują profesjonalnie brzmiącymi terminami: „Polityka Prywatności”, „procedura weryfikacji tożsamości”, „konto biznesowe”. Wykorzystują nawet geopolitykę – tłumaczą, że proces jest skomplikowany, ponieważ po Brexicie Wielka Brytania znalazła się poza strukturami Unii Europejskiej.
Cena fałszywej nadziei
Mechanizm pułapki zatrzaskuje się powoli, by nie spłoszyć ofiary. Najpierw pojawia się żądanie drobnych kwot na „weryfikację tożsamości”. Chłopak, zdesperowany i wciąż wierzący w obiecane wsparcie na leczenie psa, wykonuje kilka przelewów na łączną kwotę ponad 1000 złotych.
Ale dla oszustów to wciąż za mało. Chwilę później na maila trafia informacja o konieczności opłacenia fikcyjnego „podatku importowego”. Presja rośnie, stawka wydaje się zbyt wysoka, by teraz zrezygnować. 19-latek wykonuje kolejne transfery. Z jego konta znika ponad 3000 złotych.
Gdy obiecane funty wciąż pozostają jedynie wirtualnym mirażem w załącznikach z Telegrama, u chłopaka następuje wreszcie bolesne przebudzenie. Kurtyna opada. Nie ma bogatego dobroczyńcy z Wysp. Nie ma pieniędzy na leczenie psa. Zostaje tylko puste konto uboższe o blisko 5000 złotych i poczucie głębokiego, dojmującego zawodu.
Anatomia manipulacji – czego musimy się nauczyć?
Ta historia z Jastrzębia-Zdroju, która ujrzała światło dzienne w połowie lutego 2026 roku, to coś więcej niż policyjna kronika kryminalna. To potężne ostrzeżenie i studium współczesnej socjotechniki.
Oszuści XXI wieku nie włamują się do naszych komputerów łomem. Włamują się do naszych umysłów poprzez naszą wrażliwość. Używają naszej empatii, naszych trosk i nadziei jako najgroźniejszej broni przeciwko nam samym. Wiedzą, że w stresie, zwłaszcza tym podyktowanym miłością i troską o najbliższych – nawet jeśli mają oni cztery łapy – nasze racjonalne myślenie zostaje uśpione.
Zanim przelejesz, pomyśl:
-
Awatary nie mają sumienia. Zdjęcie i uprzejme wiadomości na komunikatorze (Telegram, WhatsApp) to nie dowód tożsamości.
-
Procedury bankowe nie działają w ten sposób. Żaden prawdziwy bank nie prosi klienta o wpłacanie pieniędzy w celu „weryfikacji” przelewu przychodzącego ani nie zmusza do opłacania rzekomego podatku bezpośrednio na nieznane rachunki z tytułu "rozwiązania problemu".
-
Gdy ktoś oferuje cud, bądź podwójnie czujny. Emocje są zawsze najgorszym doradcą finansowym.
Bądźmy rozważni. Nie każda wyciągnięta w wirtualnym świecie dłoń chce nam pomóc. Niektóre z nich chcą po prostu zacisnąć się na naszym portfelu, bezlitośnie wykorzystując nasze najlepsze, ludzkie odruchy.
info na podstawie policji jastrzebie foto Ai

