Czy to prawda o śledztwie w JSW: Kto próbuje zniszczyć ostatni bastion pracowniczej solidarności?
W przestrzeni medialnej zawrzało od oskarżeń i krzykliwych nagłówków dotyczących rzekomej „wielomilionowej afery” w strukturach związkowych Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Zanim jednak wydamy wyrok na podstawie medialnych doniesień, musimy przypomnieć o fundamencie demokratycznego państwa prawa: zasadzie domniemania niewinności. Dopóki wina nie zostanie udowodniona prawomocnym wyrokiem sądu, każdy jest niewinny. Obecne śledztwo prokuratury toczy się w sprawie (in rem), a nie przeciwko komukolwiek. Nikomu nie postawiono zarzutów.
Zamiast ulegać panice, warto spojrzeć na tę sytuację chłodnym okiem. Ewentualna kontrola i weryfikacja mogą ostatecznie wyjść na dobre – oczyszczą gęstą atmosferę i raz na zawsze utną spekulacje. Zanim to jednak nastąpi, musimy zadać sobie pytanie: komu zależy na wywołaniu tej burzy właśnie teraz i dlaczego oskarżenia kierowane pod adresem największych central mijają się z logiką?
Żelazny dowód: Składki z paska i system, którego nie da się oszukać
Główny zarzut, którym epatują media, to rzekome dublowanie członkostwa – zapisywanie tych samych osób do kilku związków jednocześnie, by sztucznie pompować statystyki i wyciągać etaty. W przypadku NSZZ „Solidarność” ten argument od samego początku jest całkowicie chybiony i logicznie dziurawy. Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta i znana każdemu pracownikowi: składki członkowskie "Solidarności" są potrącane bezpośrednio z paska wypłaty. To oznacza, że przepływają one przez systemy księgowe i kadrowe samej Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Gdyby w „Solidarności” istniało zjawisko podwójnego członkostwa na masową skalę, pracodawca i jego systemy finansowe wykryłyby to niemal obligatoryjnie w tym samym miesiącu. Każdy przelew, każde potrącenie zostawia ślad. Próba wmówienia opinii publicznej, że w największym związku w spółce działają „martwe dusze”, z których wypłat księgowość firmy rzekomo ściąga składki, jest po prostu absurdem.
Co więcej, polskie prawo dopuszcza swobodę zrzeszania się, ale to same statuty potężnych i odpowiedzialnych organizacji – takich jak „Solidarność” – kategorycznie zabraniają swoim członkom przynależności do innej organizacji związkowej u tego samego pracodawcy.
/NSZZ Solidarność - STATUT: Rozdział II (§8 - §13) https://share.google/VWO836i4DnPcI7aiF
Czas na zmianę: Archaiczne prawo z lat 90. niszczy polski ruch pracowniczy
Zamiast szukać afery w największych i najbardziej transparentnych organizacjach, które faktycznie walczą o prawa suwerena – polskiego robotnika – należy spojrzeć na prawdziwe źródło problemu. Jest nim Ustawa o związkach zawodowych z 23 maja 1991 roku.
Musimy pamiętać o historii. Ta ustawa powstawała w gorącym okresie transformacji ustrojowej, tuż po upadku komuny. Jej głównym, świętym celem było zagwarantowanie obywatelom absolutnej wolności zrzeszania się. Twórcy prawa za wszelką cenę chcieli zapobiec sytuacji, w której jakakolwiek władza czy aparat państwowy mogliby ponownie zablokować powstawanie niezależnych związków. Dlatego wprowadzono niezwykle liberalny próg – zaledwie 10 osób wystarczy, by założyć nowy związek zawodowy.
To, co w latach 90. było ratunkiem przed totalitaryzmem, dziś stało się narzędziem patologii. W wielkich zakładach pracy, takich jak polskie kopalnie, te szlachetne regulacje są z premedytacją wykorzystywane. Niestety, w ruchu związkowym – jak w każdym środowisku – pojawiają się jednostki, którymi nie kieruje etos pracy, lecz cynizm, prywata i chęć szybkiego zysku. To właśnie ta żądza przywilejów sprawia, że ambitni, ale pozbawieni poparcia działacze rozbijają jedność załogi, tworząc dziesiątki mikrozwiązków "kanapowych".
Czas powiedzieć to głośno: ta ustawa wymaga natychmiastowej nowelizacji. Prawodawstwo nie może dłużej promować rozbicia i patologicznego mnożenia bytów, które zamiast chronić pracowników, kompromitują samą ideę ruchu związkowego.
Atak w najtrudniejszym momencie
Nie można ignorować szerszego kontekstu. Sprawa wybucha w momencie krytycznym dla JSW. Spółka zmaga się z potężnym kryzysem finansowym. W połowie lutego 2026 roku załoga wykazała się ogromną odpowiedzialnością – w drodze referendum zwykli pracownicy zgodzili się na bolesne cięcia, w tym zawieszenie „czternastki”, aby ratować firmę przed upadkiem.
Zrzucenie w tym właśnie momencie "bomby" o rzekomo wyprowadzanych milionach to klasyczny mechanizm dzielenia załogi. To próba skłócenia zmuszonych do zaciskania pasa górników z ich własnymi reprezentantami, oparta na "zaprzyjaźnionym doniesieniu". Trudno oprzeć się wrażeniu, że cały ten splot wydarzeń jest celowym działaniem mającym na celu osłabienie największej siły robotniczej w Polsce. Górnicza "Solidarność" to dziś de facto ostatni wielki bastion etosu Porozumień Sierpniowych z 1980 roku. Uderzenie w nią to uderzenie w suwerenność i podmiotowość polskiego świata pracy.
Którego wilka będziemy karmić?
Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale dokładnie. Zanim to śledztwo zostanie zakończone, minie sporo czasu. Dlatego dziś, bardziej niż kiedykolwiek, nie możemy dać się ponieść emocjom. Poczekajmy na rzetelne zakończenie pracy prokuratury, na ewentualne twarde dowody i prawomocne wyroki sądu. To właśnie wtedy – i tylko wtedy – opierając się na faktach, a nie na medialnej histerii, przyjdzie czas na ostateczną ocenę sytuacji i ferowanie wyroków.
Do tego czasu każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na jedno, fundamentalne pytanie. Znana indiańska przypowieść mówi, że w sercu każdego człowieka toczy się nieustanna walka dwóch wilków. Jeden z nich uosabia gniew, zawiść, chciwość, kłamstwo i podziały. Drugi wilk to prawda, spokój, życzliwość, zdrowy rozsądek i solidarność.
Który wilk wygra tę próbę sił w naszym środowisku? Wygra ten, którego będziemy karmić.
Nie karmmy złego wilka niesprawdzonymi plotkami, podejrzliwością i wzajemną nienawiścią, która służy tylko tym, co chcą nas podzielić. Zadbajmy o jedność. To ona zawsze była i pozostanie największą siłą śląskich górników
Alojzy Godos
Redakcjia jas24info
żrodlo jsw zwiaski i informacjie własne
foto Ai

