"Świątynia ludzkich losów”. Otwarcie poruszającej wystawy poświęconej Żołnierzom Wyklętym
Po zakończeniu II wojny światowej Polska nie doświadczyła wolności. Ziemie polskie ponownie znalazły się pod obcą okupacją, a ci, którzy wcześniej walczyli z Niemcami, musieli stawić czoła nowemu, narzuconemu siłą aparatowi władzy. Dziś, w przestrzeni niezwykłej wystawy, przywracamy pamięć o tych, którzy zapłacili najwyższą cenę za miłość do Ojczyzny.
Jak przypomniał podczas otwarcia wystawy dr Jędrzej Lipski, tylko wiosną 1945 roku między Odrą a Bugiem działało ponad sto sześćdziesiąt leśnych formacji niepodległościowych. Byli to ludzie, którzy nie potrafili pogodzić się z oddaniem Polski w ręce komunistów bez wolnych wyborów. Skala ich bitew, potyczek i akcji samoobronnych, zwłaszcza w pierwszych latach powojennych, przypominała wręcz lokalne powstania.
Dekady kłamstw i przywracanie godności
Przez lata jedyną oficjalną „prawdą” na ich temat była brutalna propaganda. Władza komunistyczna nazywała ich bandytami, wyrzutkami i zdrajcami własnej ziemi.
Dziś patrzymy na te stare fotografie zupełnie inaczej. Widzimy na nich bohaterów, których pragnienie wolności okazało się silniejsze niż strach przed represjami. Zrozumieli, że wolna Polska to nie dar, lecz długa i ciężka droga, którą trzeba przejść krok po kroku. Ich walka nie była tylko zbrojnym starciem – była dramatycznym sprzeciwem wobec systemu, który chciał zamienić nadzieję w strach i zetrzeć wszystko, co przypominało o prawdziwej, suwerennej Rzeczypospolitej.
Legendy, które były ludźmi z krwi i kości
Inka, Nil, Pług, Łupaszka, Ogień, Zapora... Kiedy dziś wymawiamy te pseudonimy, nie mówimy tylko o odległych legendach. Mówimy o konkretnych, młodych ludziach z krwi i kości. Ludziach pełnych uczuć, nadziei i strachu, którzy świadomie postawili wszystko na jedną kartę.
Dla wielu z nich finałem tej drogi była śmierć w wirze walki lub z rąk katów w ubeckich katowniach – jak w przypadku majora Adama Lazarowicza czy komendanta Józefa Batorego, zamordowanych strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 1 marca 1951 roku.
W ich świadectwach i listach wciąż rezonują słowa, które do dziś chwytają za serce i stanowią testament niezłomności:
-
Danuta „Inka” Siedzikówna, młoda sanitariuszka, w obliczu wyroku śmierci przekazała bliskim: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Jej ostatnim okrzykiem przed egzekucją było wymowne w swej prostocie: „Niech żyje Polska!”.
-
Łukasz Ciepliński „Pług”, żegnając się z synem, pisał z celi: „Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość”.
-
Generał August Emil Fieldorf „Nil” przed wykonaniem wyroku mówił z niezachwianym honorem: „Czy wiesz, dlaczego mnie skazali? Bo odmówiłem współpracy z nimi. Pamiętaj, żebyś nie prosiła ich o łaskę! Zabraniam tego!”.
-
Józef Kuraś „Ogień” pozostawił po sobie proste, ale dobitne przesłanie: „Walczyliśmy o Orła, teraz – o koronę dla Niego. Naszym hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna”.
Nie zgadzali się na kompromisy z kłamstwem. Jak brzmiało stanowisko wobec rzekomych aktów łaski: „Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie”.
Jak trafnie podsumował dr Jędrzej Lipski, miejsce, w którym prezentowana jest wystawa, przestało być zwykłym pomieszczeniem z eksponatami. Stało się świątynią ludzkich losów, krwią zapisanych kart historii i lat zapomnienia, którą dopiero dziś zaczynamy prawdziwie odczytywać.
To hołd oddany braciom, synom, ojcom i matkom. Ludziom, których okrzyk miłości do Ojczyzny był tak głośny, że władza komunistyczna uczyniła z niego grzech. Kiedy inne, zastraszone głosy milczały, oni krzyczeli: wolność! I za to byli więzieni i mordowani w majestacie fałszywych wyroków.
Wystawa to nie tylko lekcja historii – to przypomnienie o cenie, jaką zapłacono za godność narodu.
opracował na podstawie wypowiedzi Dyrektora Muzeum dr Jędrzeja Lipskiego podczas otwarcia wystawy
Alojzy Godos
