DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Henryk Sławik z Szerokiej, Pawłowice i Węgry. Kulisy historii

post-img

Kiedy pod koniec października 1956 roku sowieckie dywizje pancerne szykowały się do zmiażdżenia powstańczego Budapesztu, w górnośląskich punktach krwiodawstwa ustawiały się wielogodzinne kolejki górników, hutników i studentów. Dwanaście lat wcześniej w katowni Gestapo nad Dunajem chłopak z jastrzębskiej Szerokiej brał na siebie wyrok śmierci, by ocalić węgierskiego przyjaciela i pięć tysięcy Żydów. Patrząc na mapę Jastrzębia-Zdroju, Pawłowic i całego naszego subregionu, szybko odkryjemy, że polsko-węgierskie braterstwo nie powstało przy biesiadnym stole – wykuwano je w konspiracyjnych drukarniach, karpackich okopach i w cieniu dyplomatycznych gabinetów.

  1.  Fałszywe paszporty chłopaka z Szerokiej, krew ze Śląska i tajemnica kościoła w Pawłowicach. Nieznane kulisy naszych związków z Węgrami

 

795 litrów krwi i zrywane tablice w „Stalinogrodzie”. Październik 1956 na Śląsku

23 października to dla Węgrów jedno z najważniejszych świąt narodowych. Tego dnia w 1956 roku pod pomnikiem generała Józefa Bema w Budapeszcie zebrało się ponad dwieście tysięcy ludzi. Studenci i robotnicy przynieśli węgierskie flagi z wyciętym pośrodku komunistycznym herbem, a na transparentach nieśli hasła solidarności z polskimi robotnikami, którzy cztery miesiące wcześniej – w czerwcu 1956 roku – krwawo wystąpili przeciwko władzy w Poznaniu.

Pokojowa manifestacja nad Dunajem błyskawicznie przerodziła się w regularne powstanie narodowe. Gdy po krótkim złudzeniu zwycięstwa, 4 listopada 1956 roku, armia sowiecka rozpoczęła brutalną operację „Wicher”, rzucając przeciwko mieszkańcom Budapesztu ponad tysiąc czołgów, reakcja Polaków nie miała precedensu w powojennej Europie.

Twarde dane historyczne: Do połowy grudnia 1956 roku Polacy oddali dla rannych Węgrów 795 litrów pełnej krwi oraz 415 litrów osocza. Piętnaście samolotów transportowych PLL LOT – całkowicie zwolnionych z opłat – lądowało w Budapeszcie z ładunkiem medykamentów, a podczas ogólnokrajowej zbiórki PCK Polacy wpłacili ponad 31 milionów ówczesnych złotych – kwotę niemal dwukrotnie wyższą niż suma zebrana we wszystkich pozostałych krajach świata razem wziętych.

Na Górnym Śląsku solidarność z Madziarami splotła się z własnym buntem przeciwko stalinowskiemu aparatowi. Katowice w październiku 1956 roku wciąż jeszcze oficjalnie nosiły znienawidzoną nazwę „Stalinogród”, a Jastrzębie-Zdrój było wówczas niewielkim uzdrowiskiem, wokół którego geolodzy i górnicy dopiero zaczynali głębić pierwsze szyby przyszłych kopalń „Jastrzębie” i „Moszczenica”.

To właśnie wtedy w wojewódzkich i powiatowych stacjach krwiodawstwa – od Katowic i Zabrza, przez Rybnik, aż po Racibórz i Cieszyn – narodził się masowy, całkowicie oddolny ruch honorowego krwiodawstwa. Górnicy schodzący z szychty, hutnicy i studenci oddawali krew bezpłatnie, a w zakładach pracy Ziemi Rybnicko-Wodzisławskiej zbierano pieniądze z górniczych wypłat na koce, opatrunki i żywność dla budapeszteńskich szpitali. Nic dziwnego, że po latach węgierscy dyplomaci powtarzali zdanie, które na stałe weszło do kanonu relacji obu krajów: „W żyłach mieszkańców Budapesztu płynie krew z Katowic i Śląska”.

„Tak płaci Polska!”. Jak Henryk Sławik z Szerokiej oszukał Eichmanna

Aby zrozumieć, dlaczego na Węgrzech słowo „Ślązak” do dziś budzi głęboki szacunek, trzeba cofnąć się do 1894 roku i zajrzeć do Szerokiej – dzisiejszego sołectwa Jastrzębia-Zdroju. To tutaj, w wielodzietnej, niezamożnej rodzinie wiejskiej, jako dziewiąte dziecko przyszedł na świat Henryk Sławik.

Zanim stał się bohaterem dwóch narodów, był jednym z najodważniejszych ludzi pióra na przedwojennym Górnym Śląsku. Jako powstaniec śląski, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej i wieloletni redaktor naczelny „Gazety Robotniczej” w Katowicach, bezpardonowo piętnował wyzysk w kopalniach oraz rosnący w siłę niemiecki nazizm. Niemcy doskonale znali jego nazwisko – w 1939 roku umieścili Sławika w Sonderfahndungsbuch Polen, czyli specjalnej księdze gończej ludzi przeznaczonych do natychmiastowej likwidacji po wkroczeniu Wehrmachtu.

We wrześniu 1939 roku Sławik przedostał się na Węgry, które – mimo politycznego sojuszu z III Rzeszą – odmówiły Hitlerowi ataku na Polskę i otworzyły granice dla polskich uchodźców. W Budapeszcie śląski socjalista spotkał człowieka z zupełnie innego świata: Józsefa Antalla seniora, pochodzącego ze starej węgierskiej szlachty radcę ministerialnego w tamtejszym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Między synem chłopskiej rodziny spod Jastrzębia a węgierskim konserwatystą narodziła się bezwarunkowa przyjaźń. Sławik, stojący na czele Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Polskimi Uchodźcami, oraz Antall stworzyli w sercu Europy podziemną strukturę ratunkową o niespotykanej skali:

  • Fabryka fałszywych tożsamości: Dzięki wsparciu prymasa Węgier kard. Jusztiniána Serédiego oraz nuncjusza apostolskiego abp. Angelo Rotty, Sławik i Antall wystawiali tysiące oryginalnych formularzy katolickich metryk chrztu. Dokumenty te dawały polskim Żydom „aryjskie” papiery, umożliwiając legalne przetrwanie lub dalszą ucieczkę na Zachód i do Palestyny.

  • Sierociniec w Vác: W niewielkim miasteczku Vác w zakolu Dunaju stworzyli placówkę pod oficjalnym szyldem „Domu Sierot Polskich Oficerów”. W rzeczywistości ukryto tam żydowskie dzieci przemycone z gett w okupowanej Polsce. Polscy i żydowscy wychowawcy uczyli je katolickich modlitw i ministrantury na wypadek niemieckich inspekcji, a jednocześnie w tajemnicy dbali o to, by dzieci nie zapomniały własnej wiary i hebrajskich tradycji. Przez sierociniec przeszło blisko 500 dzieci.

  • Bilans ocalonych: Historycy szacują, że operacja kierowana przez Sławika i Antalla objęła opieką około 30 tysięcy polskich uchodźców, w tym uratowała od niechybnej śmierci w komorach gazowych co najmniej 5 tysięcy Żydów.

Dramat rozegrał się po 19 marca 1944 roku, gdy wojska niemieckie zajęły Węgry, a do Budapesztu przybył Adolf Eichmann, by osobiście nadzorować deportacje do Auschwitz. Sławik zdążył jeszcze wydać rozkaz ewakuacji dzieci z sierocińca w Vác, ale sam w lipcu 1944 roku wpadł w ręce Gestapo.

W więzieniu przy ulicy Fő w Budapeszcie był poddawany wielodniowym, brutalnym torturom. Niemcy wiedzieli, że bez zgody wysokiego urzędnika węgierskiego MSW podziemna siatka nie mogłaby działać. Zorganizowano konfrontację skatowanego Ślązaka z aresztowanym Józsefem Antallem. Sławik, mimo połamanych kości i wybitych zębów, wziął całą odpowiedzialność wyłącznie na siebie, konsekwentnie zeznając, że oszukiwał węgierskiego urzędnika.

Gdy po przesłuchaniu prowadzono ich więziennym korytarzem, ocalony od wyroku śmierci Antall uścisnął ukradkiem dłoń Sławika. Chłopak z Szerokiej wyszeptał wtedy słowa, które Antall zapamiętał do końca życia: „Tak płaci Polska!”. 23 sierpnia 1944 roku Henryk Sławik został powieszony w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen. Dziś w rodzinnej Szerokiej jego postać – odznaczona tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata – spogląda z pomnikowej ławeczki w stronę miejsca, gdzie stał jego rodzinny dom.

Dyplomata Batorego z Pawłowic i karpacka twierdza Legionu Śląskiego

Związki naszego subregionu z Węgrami sięgają jednak znacznie głębiej niż dramatyczny wiek XX. Przez stulecia ziemia pszczyńska, wodzisławska i rybnicka leżała na przedpolu Bramy Morawskiej – strategicznego korytarza handlowego łączącego Kraków i Wrocław z Niziną Węgierską.

Tajemnica kościoła w Pawłowicach i węgierski król

Mało kto, mijając zabytkowy kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Pawłowicach, zdaje sobie sprawę, jak mocno jego fundator wpisał się w środkowoeuropejską geopolitykę XVI wieku. Murowaną świątynię ufundował w 1596 roku rodowity mieszkaniec tej ziemi – biskup ołomuniecki Stanisław Pawłowski z Pawłowic.

Pawłowski nie był wyłącznie duchownym, lecz jednym z najzręczniejszych dyplomatów swojej epoki. Jako kanclerz i ambasador cesarza Rudolfa II Habsburga oraz zaufany negocjator Rzeczypospolitej, prowadził kluczowe rozmowy dyplomatyczne z księciem siedmiogrodzkim i królem Polski z węgierskiego rodu – Stefanem Batorym. To właśnie dzięki misjom Pawłowskiego udało się zażegnać groźbę wojny o spadek po Jagiellonach i ustabilizować szlaki handlowe, którymi z tzw. Górnych Węgier płynęła przez nasz region miedź z Bańskiej Bystrzycy oraz beczki z tokajem – słynnym „węgrzynem”.

Historia dopisała do pawłowickiej świątyni jeszcze jeden, niemal filmowy rozdział. W marcu 1945 roku wycofujący się żołnierze Wehrmachtu zaminowali i wysadzili w powietrze kościelną wieżę, która mogła służyć Armii Czerwonej za punkt obserwacyjny. Potężna eksplozja zmiotła dzwonnicę i obróciła w gruzy całą nawę główną. Z katastrofy ocalało jednak szesnastowieczne prezbiterium, a w nim – dosłownie o centymetry od zwałów cegieł – przetrwało unikatowe, renesansowe epitafium z wizerunkiem biskupa Pawłowskiego namalowanym na miedzianej blasze.

Legion Śląski na straży granic Królestwa Węgier (1914–1915)

Kiedy jesienią 1914 roku wybuchła I wojna światowa, w Cieszynie sformowano Legion Śląski – oddział ponad 600 ochotników ze Śląska Cieszyńskiego oraz pogranicza rybnicko-wodzisławskiego. Górnicy, rzemieślnicy, nauczyciele i gimnazjaliści weszli w skład 3. Pułku Piechoty II Brygady Legionów Polskich.

Ich chrzest bojowy nie odbył się jednak w Królestwie Polskim, lecz... w obronie historycznych granic Królestwa Węgier. Rosyjska armia carska parła wówczas przez Karpaty Wschodnie, próbując wedrzeć się do węgierskiego komitatu Marmarosz (Mármaros) i zalać Nizinę Węgierską. Śląscy legioniści ramię w ramię z węgierskimi honwedami zatrzymali rosyjski walec:

  • W październiku 1914 roku w ciągu zaledwie 50 godzin, przy mrozie sięgającym -25 stopni Celsjusza, wybudowali w litej skale i błocie drogę wojskową przez niedostępną Przełęcz Pantyrską (nazwaną później Przełęczą Legionów), umożliwiając przerzut artylerii na węgierską stronę Karpat.

  • Przez kolejne zimowe miesiące krwawili w dramatycznych bitwach pod Mołotkowem i Rafajłową, utrzymując górską twierdzę i ratując wschodnie rubieże Węgier przed rosyjską okupacją.

Z kolei dekadę później, gdy w czerwcu 1925 roku Niemcy wypowiedziały Polsce wyniszczającą wojnę celną, blokując odbiór węgla z górnośląskich kopalń, by rzucić młodą polską gospodarkę na kolana, to właśnie przekierowanie składów z „czarnym złotem” na południe – przez Bramę Morawską na rynki węgierskie, austriackie i włoskie (równolegle z budową magistrali węglowej do Gdyni) – pozwoliło śląskim kopalniom przetrwać najtrudniejsze lata kryzysu.

Od traktatów do przyjaźni sąsiedzkiej. Jak dziś wygląda współpraca w naszym regionie?

Współcześnie historyczny kapitał przekuwany jest w konkretną współpracę samorządów, szkół i strażaków z naszego subregionu. Najlepszym przykładem takiej wieloletniej, żywej relacji jest gmina Pawłowice, która już od 2005 roku rozwija oficjalne partnerstwo z węgierską gminą Perkupa – malowniczo położoną w komitacie Borsod-Abaúj-Zemplén, tuż u wrót Parku Narodowego Krasu Węgierskiego (Aggtelek).

Przez ponad dwie dekady wymiana między Pawłowicami a Perkupą wyszła daleko poza oficjalne wizyty urzędników. To dziesiątki wspólnych obozów młodzieżowych, zawody strażackie jednostek OSP, wymiany zespołów folklorystycznych i przyjaźnie zawierane bezpośrednio między rodzinami. Podobne mosty w całym Subregionie Zachodnim budują sąsiednie miasta: Żory współpracują z węgierskim kurortem termalnym Mezőkövesd, a Rybnik rozwija relacje z Szolnokiem, przy stałym wsparciu Konsulatu Generalnego Węgier w Krakowie.

Od renesansowej dyplomacji biskupa z Pawłowic, przez ośnieżone okopy Legionu Śląskiego i cichą odwagę Henryka Sławika z Szerokiej, aż po litry krwi oddawane dla powstańców w 1956 roku – nasza lokalna historia pokazuje jedno: wielkie geopolityczne sojusze zaczynają się od decyzji konkretnych ludzi. Ludzi stąd.

Autor: Alojzy Godos

 

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic