Kiedy pędzisz ponad 150 kilometrów na godzinę wąską, zalesioną drogą, a margines błędu mierzony jest w milimetrach, nie ma czasu na strach. Jest tylko rytm, precyzja i głos w słuchawkach, który musi wyprzedzać rzeczywistość o ułamek sekundy. Współczesny motorsport przestał być wyłącznie walką człowieka z maszyną – to skomplikowana partia szachów rozgrywana przy tętnie sięgającym 180 uderzeń na minutę. Na prawym fotelu tej ekstremalnej rozgrywki zasiada człowiek, który udowadnia, że inżynieria i sport to dwa oblicza tej samej pasji. Poznajcie Marcina Paska – trzydziestoletniego inżyniera z Jastrzębia-Zdroju, absolwenta gliwickiej Politechniki Śląskiej, który zdominował bezdroża Dakaru, by teraz dyktować tempo na domowym asfalcie.
Inżynieria Przetrwania. Jak analityczny umysł z Jastrzębia-Zdroju podyktował warunki fabrycznym potęgom świata
Zmysł przetrwania: Od UKS Jedynka po bezkres pustyni
Aby w pełni zrozumieć fenomen trzydziestoletniego nawigatora rajdowego, błędem byłoby analizowanie wyłącznie jego najnowszych kontraktów w zespołach fabrycznych. Tajemnica jego niezłomności i lodowatego spokoju leży w Jastrzębiu-Zdroju. To właśnie tutaj, w barwach klubu UKS Jedynka – działającego w jego czasach przy szkole zawodowej na ulicy 11 Listopada – młody Marcin stawiał swoje pierwsze, kluczowe kroki w świecie sportu. Równolegle z dumą reprezentował Zespół Szkół nr 1 (przy ulicy Granicznej) podczas zaciętych zawodów szkolnych.
Nie były to jednak głośne tory wyścigowe, lecz cisza lasów podczas biegów na orientację (BnO). Wbrew pozorom, to właśnie ten sport okazał się absolutnym fundamentem dla przyszłego mistrza kierownicy. Biegi na orientację bezlitośnie weryfikują zdolność logicznego myślenia przy skrajnym wyczerpaniu tlenowym organizmu. Biegając z mapą i kompasem, Pasek całkowicie nieświadomie wypracował w sobie coś bezcennego: wewnętrzny radar. Wykształcił podświadomy, wręcz instynktowny zmysł kierunku i niezłomną pewność działania pod presją czasu. Dziś, gdy na środku bezkresnej arabskiej pustyni znikają wszelkie punkty odniesienia, a kurz ogranicza widoczność do metra, ten wyuczony za młodu instynkt pozwala mu natychmiast opanować panikę, zrekalibrować trasę i bez wahania wskazać kierowcy właściwy azymut.
Inżynier pokładowy z dyplomem Politechniki
Kolejny, decydujący cios w drodze na szczyt Marcin Pasek wyprowadził w salach wykładowych. Dyplom inżyniera mechanika, z dumą zdobyty na prestiżowej Politechnice Śląskiej w Gliwicach, całkowicie zmienił jego status w samochodzie. Pasek przestał być jedynie "odważnym pasażerem dyktującym zakręty". Stał się pełnoprawnym inżynierem pokładowym.
Współczesne rajdówki z klas T1+ czy Challenger to zaawansowane prototypy naszpikowane telemetrią. Kiedy kilkaset kilometrów od strefy serwisowej elektronika zaczyna wariować, a systemy ostrzegawcze migają na czerwono, Pasek nie czeka na wóz pomocy technicznej. Mechanika płynów, termodynamika układów chłodzenia, kinematyka zawieszenia – to wszystko układa mu się w głowie w ułamku sekundy. Posiada unikalną zdolność zinterpretowania wibracji wału napędowego szybciej, niż wskaźniki zmuszą załogę do postoju. To właśnie inżynieryjna wiedza z Gliwic pozwala mu na improwizowane naprawy z dosłownie niczego i dowożenie wyników, gdy inni muszą się poddać.
Piekło Dakaru i azjatycka epopeja
Krzywa rozwoju kariery jastrzębianina w rajdach Cross-Country jest absolutnie imponująca. Od krajowych debiutów w 2017 roku, poprzez triumfy w mistrzostwach Polski (RMPST), aż po spektakularne podium w Pucharze Europy Rajdów Baja w 2024 roku – każdy kilometr przybliżał go do rajdowego Olimpu: Rajdu Dakar. Trajektoria jego dakarowej epopei to gotowy scenariusz na film akcji.
Zaczął niezwykle analitycznie. W 2023 roku pojechał na Dakar jako Team Manager. Zamiast od razu rzucać się w wir walki, obserwował potężną machinę od zaplecza. Zarządzał logistyką, łańcuchami dostaw i pracą mechaników, ucząc się na błędach innych. Rok później przeszedł do historii jako pierwszy mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju, który wystartował w tym legendarnym maratonie. U boku saudyjskiej zawodniczki Mahy Al-Hamali pokonał 8 tysięcy kilometrów, łamiąc po drodze bariery kulturowe i językowe.
Prawdziwy test przetrwania przyszedł w roku 2025. Startując z bahrajńskim kierowcą Hasanem Al-Saddadi, załoga straciła ciężarówkę serwisową. Pasek zmuszony był operować na szczątkowym sprzęcie, dodatkowo radząc sobie z odnowioną kontuzją kręgosłupa swojego kierowcy. Został wtedy nawigatorem, głównym mechanikiem i psychologiem w jednym.
Ten pokaz niezłomności nie umknął uwadze gigantów. Na edycję 2026 Pasek został zakontraktowany przez potężny, fabryczny zespół Buggyra ZM Racing. Zasiadł w absolutnie topowej kategorii Ultimate (T1+), w potężnym, turbodoładowanym modelu Red-Lined Revo T1+ GTR, biorąc pod swoje skrzydła zaledwie 21-letnią Aliyyah Koloc. Start w najtrudniejszym rajdzie świata okrasili awansami w klasyfikacji generalnej mimo problemów ze wspomaganiem układu kierowniczego. Jednak to nie Dakar okazał się w tym roku ich ostatnim słowem. Po zmaganiach w Arabii Saudyjskiej zespół wysłał polsko-seszelską załogę na Daleki Wschód. Skierowano ich na morderczy, liczący 4500 kilometrów Rajd Taklimakan w Chinach, aby poddać fabryczny prototyp JJ3 ostatecznemu testowi wytrzymałościowemu. Efekt? Szokujące, historyczne 10. miejsce w klasyfikacji generalnej w imprezie, z której wycofała się niemal połowa z ponad 150 startujących załóg!
Zderzenie Światów: Chirurgiczna precyzja na asfalcie
Kiedy dakarowy pył opada, Marcin Pasek staje przed zupełnie innym wyzwaniem – klasycznymi, płaskimi rajdami asfaltowymi rangi Mistrzostw Europy czy Mistrzostw Polski. To tutaj następuje spektakularne zderzenie dwóch mechanicznych światów, nad którymi Pasek panuje w sposób perfekcyjny.
O ile w rajdach terenowych i baja (gdzie z powodzeniem nawiguje w potężnych, narowistych konstrukcjach typu Can-Am Maverick R, radząc sobie z wysoko osadzonym środkiem ciężkości na zdradliwych szutrach) liczy się improwizacja, o tyle na asfalcie panuje bezwzględna dyktatura precyzji.
Głównym orężem na odcinkach płaskich staje się dla niego Peugeot 208 VTI R2. Ta lekka, zwinna, przednionapędowa maszyna ("ośka") to pojazd, który nie wybacza zawahań. Aby pojechać nim szybko, silnik musi być nieustannie utrzymywany na niebotycznie wysokich obrotach. Wymaga to od Paska wygłaszania autorskich notatek (pacenotes) z absolutną płynnością – "flow" musi być tak perfekcyjne, aby kierowca ani na ułamek sekundy nie musiał zdejmować nogi z gazu przed wejściem w zakręt.
Kiedy załoga wpada na techniczne sekcje w Jastrzębiu – jak karkołomny zjazd do wąwozu przy ulicy Libowiec czy ciasne nawroty na ulicy Spółdzielczej, gdzie hamulec ręczny idzie w ruch – dyktando jastrzębskiego inżyniera musi być chirurgiczne. Spóźnienie o pół sekundy oznacza w tych warunkach koniec rajdu.
Duma regionu i zjednoczone siły Jastrzębia
Marcin Pasek to żywy dowód na to, że systematyczna, interdyscyplinarna praca – od biegów na orientację w młodzieńczym wieku, po dyplom z mechaniki – pozwala chłopakowi z Jastrzębia-Zdroju dyktować warunki na światowych salonach motorsportu. Ale to, co w ten weekend wydarzy się na trasach na południu Polski, jest dla naszego miasta podwójnie historyczne.
Na liście startowej tej samej europejskiej imprezy rajdowej spotyka się bowiem dwóch wybitnych jastrzębian. Oprócz Marcina Paska, na trasę wyjeżdża legendarny jastrzębski zawodnik – Krzysztof Janik, który tym razem zasiądzie z Oskarem Domoniem w Kii Picanto II (klasa RallyN3). Fakt, że podczas jednego weekendu wyścigowego, pod szyldem jednej gigantycznej imprezy, rywalizuje absolutny weteran naszych tras oraz inżynier z Dakaru, to dla Jastrzębia-Zdroju powód do olbrzymiej dumy.
Tradycja spotyka się tu z nowoczesnością. Z tego względu nasza redakcja nie ustaje w pracy – już teraz intensywnie zbieramy archiwalia o Krzysztofie Janiku. Obszerny, dedykowany artykuł o wieloletnich zmaganiach tego utytułowanego pilota w pucharowych i mistrzowskich cyklach ukaże się na naszych łamach już niebawem.
Tymczasem oczy całej rajdowej Europy zwrócone są na trasy Śląska. I na ludzi z analitycznym umysłem, którzy udowodnili, że kierunek do sukcesu wyznacza się samemu – niezależnie od tego, czy jest to piaszczysta wydma w Arabii, czy zdradliwy, asfaltowy zakręt u progu własnego domu.
opracował Alojzy Godos/(c) 2026 Portal Jas24info.
foto Marcin Pasek
Marcin Pasek, rajdy, Jastrzębie-Zdrój, Dakar, UKS Jedynka, nawigator rajdowy, motorsport, Krzysztof Janik, jas24info, Buggyra ZM Racing.



