DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Jastrzebie Barkom - siatkówka - bojkot?

post-img

Ostatnie miesiące przyniosły prawdziwe trzęsienie ziemi w jastrzębskim środowisku siatkarskim, kończąc pewną historyczną epokę. Po wycofaniu się strategicznego sponsora, Jastrzębskiej Spółki Węglowej, oraz w obliczu lawinowo narastających problemów finansowych, wielokrotny mistrz Polski – Jastrzębski Węgiel – musiał złożyć broń. Drużyna zmuszona była wycofać się z rozgrywek najwyższej klasy i zniknęła z siatkarskiej mapy Polski w swojej dotychczasowej, uświęconej tradycją formie. W odpowiedzi na ten strukturalny kryzys powołano do życia nowy projekt: Jastrzębie Barkom. To bezprecedensowe rozwiązanie, będące efektem fuzji i przenosin ukraińskiego klubu Barkom Każany Lwów do nowoczesnej Hali Widowiskowo-Sportowej przy al. Jana Pawła II w Jastrzębiu-Zdroju.

Pragmatyzm kontra nostalgia:

Dlaczego projekt „Jastrzębie Barkom” to jedyny ratunek dla siatkówki na najwyższym poziomie w mieście

Decyzja ratująca ekstraklasę spotkała się jednak z chłodnym, a wręcz wrogim przyjęciem ze strony najbardziej zagorzałych fanów. W połowie lipca Klub Kibica wydał oświadczenie, w którym kategorycznie zapowiedział, że nie będzie wspierać nowej drużyny z trybun. Wywołało to głęboki niepokój wśród samych zawodników. Reprezentant Ukrainy, Wasyl Tupczij, wprost i publicznie zastanawiał się nad sensem wychodzenia na parkiet w obliczu bojkotu i wcześniejszych incydentów o podłożu ksenofobicznym.

Choć żal i nostalgia kibiców i mieszkańców za legendarnym, utytułowanym klubem są w pełni zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia, to z perspektywy makroekonomicznej i strukturalnej bojkotowanie projektu Jastrzębie Barkom jest działaniem irracjonalnym, uderzającym w samą obecność wielkiej siatkówki w naszym regionie.

Zderzenie z brutalną rzeczywistością i podwójne standardy kibiców

Jak dobitnie wykazują najnowsze analizy rynku sportowego, europejska siatkówka klubowa dramatycznie różni się od zglobalizowanego futbolu. W piłce nożnej od dawna nikogo już nie dziwi, że zasłużone, historyczne marki są w całości przejmowane przez potężny zagraniczny kapitał. Polscy kibice bez mrugnięcia oka kupują oryginalne koszulki i zarywają noce, z wypiekami na twarzy śledząc mecze potęg zasilanych arabskimi petrodolarami ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru czy Arabii Saudyjskiej - takich jak Manchester City, Paris Saint-Germain czy Newcastle United.

Z równym zaangażowaniem pasjonują się starciami klubów przejętych przez amerykańskie fundusze inwestycyjne (Chelsea, Liverpool, AC Milan). W świecie globalnego futbolu transnarodowe partnerstwa, obcy kapitał i hybrydowe modele właścicielskie stały się chlebem powszednim.

Polscy fani kibicują im z całych sił, kompletnie nie zważając na to, w czyim portfelu znajduje się dany szyld.

Tymczasem siatkówka pozostaje sportem nieporównywalnie uboższym, hermetycznym i w polskich realiach głęboko uzależnionym od lokalnych mecenasów oraz państwowych spółek.

Kiedy w archaicznym modelu biznesowym, opartym niemal w stu procentach na jednej kroplówce finansowej – jakim w Jastrzębiu-Zdroju była monokultura węglowa – dochodzi do zakręcenia kurka z pieniędzmi, klub z dnia na dzień staje na skraju bankructwa, a zawodnicy przestają otrzymywać wynagrodzenia.

W obliczu tak potężnego tąpnięcia, decydenci w Jastrzębiu-Zdroju mieli na stole tylko dwa scenariusze: pozwolić, by opłacana z miejskiej kasy, nowoczesna Hala Widowiskowo-Sportowa świeciła przez lata pustkami, albo wykazać się elastycznością i sięgnąć po pragmatyczne, hybrydowe rozwiązanie na wzór nowoczesnego sportu.

Paradoksem jest więc sytuacja, w której kibic z łatwością, z piwem w ręku, akceptuje zagranicznych miliarderów w swojej ulubionej drużynie piłkarskiej z Ligi Mistrzów, a jednocześnie odrzuca wyciągniętą dłoń i ratunkową współpracę na własnym podwórku.

Synergia zamiast upadku – jak zachowano jastrzębskie DNA

Barkom Każany Lwów to stabilny projekt sportowy, który od sezonu 2022/2023 z powodzeniem rywalizował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jednak z powodu brutalnych uwarunkowań geopolitycznych za wschodnią granicą, zespół zmuszony był rozgrywać swoje domowe mecze tułaczo po Polsce (ostatnio rezydując w Elblągu), permanentnie cierpiąc na brak własnej, lojalnej bazy kibicowskiej oraz odpowiedniej infrastruktury.

Z drugiej strony stało Jastrzębie-Zdrój: miasto z przebogatymi tradycjami siatkarskimi i obiektem spełniającym najwyższe standardy, ale nagle brutalnie pozbawione drużyny w elicie.

Fuzja i powstanie zespołu Jastrzębie Barkom – który już 17 października oficjalnie zainauguruje występy w zreformowanej TAURON Lidze (rozgrywkach zastępujących po ponad 20 latach funkcjonowania dotychczasową PlusLigę) – to w realiach dzisiejszego rynku sportowego rzucenie pragmatycznego koła ratunkowego. Trzeba to podkreślić z całą mocą: to nie jest wrogie przejęcie dziedzictwa, to czysta symbioza, z której obie strony czerpią korzyści.

Najlepszym dowodem na poszanowanie i zachowanie lokalnego DNA jest fakt, że stery nowej drużyny objął doskonale znany i ceniony przez miejscową publiczność trener Andrzej Kowal.

Co więcej, jego asystentem został Leszek Dejewski - absolutna, żywa legenda jastrzębskiej siatkówki, człowiek-instytucja związany z tym środowiskiem od ponad 40 lat. Aby dbać o zaplecze, szkolenie młodzieży i ciągłość jastrzębskiej szkoły siatkarskiej, w strukturach miasta pozostaje również Akademia Talentów, która nadal będzie ściśle współpracować z KS Jastrzębie-Borynia na poziomie II ligi.

Polityczni zadymiacze na fali niezadowolenia

Tę niezmiernie trudną i naładowaną skrajnymi emocjami sytuację próbują dziś bezwzględnie i cynicznie wykorzystać lokalni, polityczni zadymiacze. Zamiast szukać rozwiązań, usiłują oni zbić swój własny, tani kapitał polityczny na naturalnym rozżaleniu, strachu i resentymentach kibiców. Głośno krytykują nowe rozwiązanie z mównic i podsycają negatywne nastroje na portalach społecznościowych, próbując kreować się na obrońców tradycji.

Prawda jest jednak brutalna: gdy ratunek był najbardziej potrzebny, a klub tonął w długach, żaden z tych głośnych krzykaczy nie pokazał klasy. Nie zaprezentowali choćby zarysu funkcjonującego biznesplanu, żaden z nich nie przyprowadził do klubu prywatnego inwestora z gotówką, ani nie zaoferował realnego wsparcia finansowego z własnych, prywatnych zasobów.

Niezwykle łatwo jest rzucać chwytliwe, populistyczne hasła, krytykować z kanapy i dolewać oliwy do ognia. O wiele trudniej jest wykazać się działaniem konstruktywnym i wziąć na swoje barki realną odpowiedzialność za to, by sport na najwyższym poziomie w ogóle w Jastrzębiu-Zdroju przetrwał.

Dlaczego bojkot uderza w samo miasto?

Radykalne głosy płynące ze środowisk kibicowskich i oficjalne ogłoszenie bojkotu są u podstaw działaniami skrajnie przeciwskutecznymi. W bezlitosnym świecie dzisiejszego sportu zawodowego przetrwanie i stabilność wymagają ciągłej adaptacji do zmieniających się warunków. Odrzucenie drużyny Jastrzębie Barkom oznacza w praktyce dobrowolną rezygnację z przywileju cotygodniowego oglądania rywalizacji na najwyższym światowym poziomie. To odcięcie się od meczów z takimi potęgami jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Projekt Warszawa czy Resovia, które zgodnie z najnowszym terminarzem nadchodzącego sezonu TAURON Ligi i tak przyjadą do Jastrzębia-Zdroju.

Brak dopingu z trybun, grobowa cisza w hali i bojkot to najszybsza autostrada do całkowitej marginalizacji miasta na sportowej mapie Polski, a w perspektywie także Europy. Tymczasem w nowo uformowanym zespole, obok utalentowanych reprezentantów Ukrainy (jak wspomniany Wasyl Tupczij czy Władysław Szczurow), zagrają przecież znakomici obcokrajowcy, w tym reprezentant Kanady Maxwell Elgert czy rozgrywający z Norwegii Jakob Solgaard Thelle.

Trzon drużyny uzupełnią także wyróżniający się Polacy, w tym reprezentant kraju Bartosz Firszt.

Działacze z Jastrzębia-Zdroju zrobili coś wielkiego - dokonali tego, czego nie udało się przeprowadzić w wielu innych, historycznych ośrodkach sportowych w Polsce po upadku głównego sponsora.

Ocalili najwyższą klasę rozgrywkową dla swojego miasta i jego mieszkańców. Zadaniem dojrzałego środowiska kibicowskiego powinno być teraz wsparcie siatkarzy, którzy będą wylewać pot na parkiecie grając pod szyldem Jastrzębia. Prawdziwy kibic wspiera bowiem sport i swoje miasto nie tylko w momentach triumfów, ale zwłaszcza wtedy, gdy z konieczności podyktowanej bezlitosną ekonomią, miasto to musi rozpocząć pisanie swojej historii zupełnie od nowa.

Autor: Alojzy Godos/(c) 2026 Portal Jas24info.

Jastrzębie Barkom, siatkówka Jastrzębie-Zdrój, TAURON Liga, Barkom Każany Lwów, Jastrzębski Węgiel, Alojzy Godos, jas24info, bojkot kibiców, Leszek Dejewski, Andrzej Kowal, JSW.

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic