DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Kościół Ewangelicki Ruptawa 114-rocznica. historia

post-img

Kiedy we wtorkowy poranek 22 października 1912 roku nad jesiennymi rżyskami Ruptawy po raz pierwszy popłynął głęboki ton dzwonów z nowej, murowanej wieży, pod kościołem stali ramię w ramię ewangelicy i katolicy. Na tym twardym skrawku ziemi, wciśniętym między pruski powiat rybnicki a austriacki Śląsk Cieszyński, nikt nie prowadził wojen religijnych. Tutejsi gospodarze wiedzieli jedno: kiedy cieli się krowa, pęka oś w wozie albo nadciąga burza nad nieskoszone żyto, nie zagląda się sąsiadowi w modlitewnik. W 114. rocznicę poświęcenia kościoła ewangelicko-augsburskiego pw. św. Trójcy wracamy do korzeni dawnej Ruptawy.

 

  • Dwa dzwony nad jedną miedzą. 114 lat temu w Ruptawie chłopi udowodnili, że sąsiad znaczy więcej niż dogmat

 

 

Przez błoto do Golasowic, czyli lata cierpliwości

Zanim przy dzisiejszej ulicy Cieszyńskiej wyrosły czerwone, neogotyckie mury, ruptawscy ewangelicy przez pokolenia musieli mierzyć swoją wiarę w kilometrach. Wieś żyła w cieniu starego, modrzewiowego kościoła katolickiego pw. św. Bartłomieja (tego samego, który na początku lat 70. XX wieku rozebrano i przeniesiono przez dawną granicę do Kaczyc). Co ciekawe, w czasach reformacji w XVI i XVII wieku pod jego drewnianym stropem kazania głosili również luterańscy kaznodzieje, zanim kontrreformacja oddała świątynię katolikom.

Przez cały XIX wiek ewangeliccy gospodarze z Ruptawy na niedzielne nabożeństwa wyprawiali się furmankami lub pieszo do macierzystej parafii w Golasowicach albo do Wodzisławia. Na miejscu mieli jedynie cmentarz oraz ciasny budynek szkoły ewangelickiej, w którym od połowy stulecia uczono dzieci i odprawiano skromne godziny biblijne.

Przełom przyszedł w 1906 roku. Miejscowa społeczność ewangelicka, licząca wówczas kilkuset wiernych, odkupiła parcelę na wzgórzu od gospodarza Józefa Chodury. Nie czekano na wielkie dotacje. Cegła po cegle, marka po marce, przy wsparciu Gustaw-Adolf-Verein (Stowarzyszenia Gustawa Adolfa) oraz z własnych, chłopskich oszczędności, wzniesiono świątynię, która miała przetrwać pokolenia.

Wtorek, godzina 10:15. Pochód, który zatrzymał wieś

22 października 1912 roku Ruptawa wyglądała jak w dzień największego odpustu. O godzinie 10:15 w murach starej szkoły ewangelickiej rozpoczęło się krótkie, pożegnalne nabożeństwo. Chwilę później na gościniec prowadzący w stronę Cieszyna wylał się wielki, barwny korowód.

Szły w nim dzieci szkolne, delegacje z Ruptawy, Ruptawca, Cisówki, Moszczenicy i Bzia, duchowni z sąsiednich parafii oraz tłum mieszkańców w odświętnych strojach. Kiedy generalny superintendent Śląska z Wrocławia, ks. dr Theodor Nottebohm, przekraczał próg nowej świątyni, by dokonać uroczystego poświęcenia, w tłumie gapiów i uczestników stało wielu katolickich sąsiadów.

Od tego dnia nad pagórkami Ruptawy biły już dzwony z dwóch wież: drewnianej i murowanej.

Ekumenizm spod strzechy i kordon graniczny

Żeby zrozumieć fenomen dawnej Ruptawy, trzeba spojrzeć na starą mapę. Wieś leżała na samym skraju pruskiego Górnego Śląska, dosłownie o miedzę od austriackiego Śląska Cieszyńskiego. Kordon graniczny dzielił państwa, waluty i armie, ale nie potrafił przeciąć więzi rodzinnych i kulturowych. Ruptawa przesiąkła cieszyńską kulturą protestancką, łącząc ją z górnośląskim pragmatyzmem.

W wielu miejscach Europy różnice wyznaniowe budowały niewidzialne getta. W Ruptawie podziały unieważniała gliniasta ziemia, która wymagała czterech rąk do pracy, a nie dwóch.

Tutaj sąsiedzka solidarność nie potrzebowała uczonych traktatów:

  • W polu i obejściu: Kiedy trzeba było podnieść ciężką więźbę dachową na nowej stodole, pożyczyć kierat, młockarnię albo ratować trudne wycielenie w oborze o drugiej w nocy – biegło się do najbliższego sąsiada, niezależnie od tego, czy w niedzielę skręcał pod drewnianą dzwonnicę św. Bartłomieja, czy pod murowaną wieżę św. Trójcy.

  • Przy jednym stole: Małżeństwa mieszane nie były tu sensacją, lecz naturalną częścią wiejskiego krajobrazu. Podczas wesel i styp przy jednym długim stole siedzieli ludzie, z których jedni kreślili na piersi znak krzyża, a drudzy w skupieniu składali dłonie do modlitwy.

  • W obliczu żywiołu: W Ochotniczej Straży Pożarnej czy lokalnych kółkach rolniczych o szacunku decydowała słowność i twardy kark w pracy, a nie wpis w księdze chrztów.

Marzec 1945: Roztrzaskana wieża i dach łatany słomą

Najcięższa próba dla tej wspólnoty przyszła wiosną 1945 roku, podczas krwawej operacji morawsko-ostrawskiej. Front zatrzymał się na wzgórzach Ruptawy na długie tygodnie. Dla radzieckiej artylerii i niemieckich obserwatorów wysoka wieża kościoła ewangelickiego była idealnym punktem orientacyjnym – i pierwszym celem.

Gdy pod koniec marca 1945 roku przewaliła się nawała ogniowa, wieś przypominała dymiące cmentarzysko. Kościół św. Trójcy został zmasakrowany: pociski artyleryjskie strzaskały wieżę, runęła część sklepienia, neogotycki ołtarz i organy zamieniły się w stertę drzazg, a z barwnych witraży nie została nawet garść całego szkła. Ciężko poharatany był także sąsiedni kościół katolicki oraz dziesiątki chłopskich zagród.

Kiedy ludzie wyszli z piwnic i ziemianek, w oczy zajrzał im głód, tyfus i brak dosłownie wszystkiego – od gwoździ po dachówki. I wtedy zadziałał stary, ruptawski kod.

Katolicy i ewangelicy wspólnie odgruzowywali obejścia, wyciągali z ruin ocalałe belki i dzielili się ostatnim ziarnem. By uchronić rozbity kościół ewangelicki przed wiosennymi ulewami, które dokończyłyby dzieła zniszczenia, mieszkańcy chwycili za to, co mieli pod ręką – snopki zwykłej słomy. Powrósłami i słomianymi matami łatano dziury w strzaskanym dachu świątyni. Już jesienią 1945 roku, w prowizorycznie zabezpieczonym wnętrzu, odprawiono pierwsze powojenne nabożeństwo dziękczynne. Kilka lat później, w latach 1947–1949, cała wieś z równą determinacją wznosiła nową świątynię katolicką pw. Niepokalanego Serca NMP.

Ruptawa i kościół św. Trójcy w pigułce [Kalendarium]:

  • 1906 r. – zakup parceli budowlanej od gospodarza Józefa Chodury.

  • 22 października 1912 r. – uroczyste poświęcenie kościoła ewangelicko-augsburskiego pw. św. Trójcy przez ks. dr. Theodora Nottebohma.

  • Marzec 1945 r. – ciężkie zniszczenie świątyni podczas walk frontowych operacji morawsko-ostrawskiej; tymczasowe zabezpieczenie dachu słomą przez mieszkańców.

  • Jesień 1945 r. – pierwsze powojenne nabożeństwo w odbudowywanym kościele.

  • 1947–1949 r. – budowa nowego kościoła katolickiego pw. Niepokalanego Serca NMP po sąsiedzku.

  • 1971–1972 r. – przeniesienie zabytkowego, drewnianego kościoła katolickiego św. Bartłomieja z Ruptawy do pobliskich Kaczyc.

Dwa adresy przy jednej drodze

Dziś, jadąc ruchliwą ulicą Cieszyńską, łatwo minąć te miejsca bez chwili refleksji. Pod numerem 23 wciąż dumnie stoi odbudowany po wojnie kościół ewangelicko-augsburski św. Trójcy, a kilkaset metrów dalej wznosi się bryła katolickiego kościoła Niepokalanego Serca NMP.

W czasach, gdy w przestrzeni publicznej tak łatwo buduje się barykady z byle powodu, historia sprzed 114 lat brzmi jak twarda lekcja z przeszłości. Dawni gospodarze z Ruptawy nie znali trudnych słów z podręczników socjologii. Wiedzieli za to, że dachy nad głową płoną tak samo, a gruz waży tyle samo – bez względu na to, w jakim obrządku prosisz Boga o deszcz.

Autor:  Alojzy Godos

 

foto: poglądowe Stary kościół luterański w Jastrzębiu-Zdroju  CC BY-SA 4.0 i wizja AI

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic