DECEMBER 9, 2022
AKTUALNOŚCI

Mateusz Banaszkiewicz w Pawłowicach spotkanie autorskie-biblioteka

post-img

Telewizyjny kadr ma to do siebie, że spłaszcza każdego artystę do jednej roli – tego, który wychodzi na środek sceny i ma natychmiast rozśmieszyć kilkutysięczną widownię. Wtorkowe spotkanie autorskie w Gminnej Bibliotece Publicznej w Pawłowicach pokazało jednak, jak niewiele wiemy o ludziach, których twarze znamy z ekranów od ponad dwóch dekad. Mateusz Banaszkiewicz, współtwórca Kabaretu Młodych Panów, przyjechał do Pawłowic nie po to, by odgrywać kolejny skecz, ale by porozmawiać o warsztacie, wymagającej literaturze i granicy, której dobremu satyrykowi przekroczyć nie wolno.

Kiedy gasną reflektory wielkich hal. Mateusz Banaszkiewicz w Pawłowicach o literaturze, życiowej „waserwadze” i odpowiedzialności za śmiech

Kameralna przestrzeń biblioteki ma nad halami widowiskowymi jedną zasadniczą przewagę: nie da się w niej schować za rekwizytem, peruką ani głośną muzyką. Tutaj między autorem a czytelnikami zostaje wyłącznie czyste słowo. Gminna Biblioteka Publiczna w Pawłowicach, zapraszając Mateusza Banaszkiewicza na spotkanie pod hasłem „Za kulisami”, wykonała ruch nieoczywisty i znakomity. Zamiast traktować artystę kabaretowego jak dostarczyciela łatwej rozrywki, stworzyła warunki do rozmowy o kulturze wysokiej i rzemiośle, które za tą rozrywką stoi.

W czasach, gdy nasza uwaga jest szatkowna przez kilkunastosekundowe rolki w mediach społecznościowych, godzina spędzona z człowiekiem, który waży zdania i z autentycznym przejęciem opowiada o czytanych książkach, działa jak chłodny prysznic. Przypomina, że za dobrym żartem zawsze musi stać najpierw praca intelektualna.

Satyryk jako „bezpiecznik” w głośnym świecie

Kabaret Młodych Panów, który wyrósł z rybnickiego podwórka ponad dwadzieścia lat temu, przeszedł długą drogę – od studenckich przeglądów po wyprzedawane do ostatniego miejsca trasy koncertowe w największych obiektach w kraju, czego dowodem jest choćby rozmach ich jubileuszowego programu „Z żartami nie ma żartów” czy wydana przy okazji dwudziestolecia książka-wywiad „Zabawa trwa”. W tak rozpędzonej machinie estradowej niezwykle łatwo ulec pokusie pójścia na skróty: sięgnąć po wulgaryzm, zagrać pod najniższe instynkty albo uderzyć w ton, który zamiast bawić, zaczyna poniżać.

W wewnątrzzespołowym podziale ról to właśnie Mateusz Banaszkiewicz od lat pełni funkcję, którą jego koledzy ze sceny określają krótko mianem „bezpiecznika”. To człowiek pilnujący wewnętrznego kompasu grupy. Jego podejście do satyry wyrasta ze starej, szlachetnej szkoły polskiego kabaretu, którą przed laty celnie zdefiniował Tadeusz Drozda: artysta ma śmiać się razem z publicznością, a nigdy z niej.

Różnica wydaje się subtelna, ale w praktyce decyduje o wszystkim. Śmiech z widza rodzi pogardę i pogłębia podziały; śmiech wspólny z widzem pozwala rozbroić nasze narodowe przywary, polityczne zacietrzewienie i codzienne absurdy bez odbierania komukolwiek godności. Właśnie tak rozumiana, mądra satyra przestaje być błahostką do kotleta, a staje się pełnoprawnym dobrem kultury – miejscem, w którym ludzie o zupełnie różnych poglądach mogą usiąść w jednym rzędzie i wspólnie złapać dystans do samych siebie.

Życiowa „waserwaga”: od furty zakonnej po leśne dukty

Skąd u człowieka kojarzonego z masową rozrywką bierze się tak wyraźny kręgosłup i niechęć do taniej sensacji? Odpowiedź kryje się w biografii, która mogłaby posłużyć za scenariusz osobnego filmu. Dla wielu uczestników podobnych spotkań największym zaskoczeniem bywa fakt, że tuż po maturze młody Banaszkiewicz nie marzył o estradzie, lecz przekroczył próg zgromadzenia zakonnego salwatorianów.

Myślał wówczas o wyjeździe na misje na Syberię. Choć po półtora roku formacji zakonnej zrozumiał, że jego droga życiowa prowadzi poza murami klasztoru, tamtego doświadczenia nigdy się nie wyparł ani nie obracał go w tani żart. Przeciwnie – to właśnie tam nauczył się ciszy, samodyscypliny i porządkowania priorytetów. Używając naszego śląskiego pojęcia, to właśnie na styku tamtych doświadczeń i późniejszej pracy scenicznej przyłożył do życia własną „waserwagę” – poziomnicę, która pozwala utrzymać zdrowy balans między tym, co duchowe i poważne, a tym, co przyziemne i komiczne.

Tę równowagę widać również w tym, jak reaguje na zgiełk wielkich tras koncertowych. Kiedy opada kurz po weekendowych występach dla tysięcy ludzi, jego naturalnym środowiskiem staje się cisza. Znajduje ją w długodystansowym bieganiu – w samotnych treningach maratońskich na leśnych ścieżkach naszego regionu – oraz w domowym zaciszu, jako wieloletni mąż i ojciec, który nie sprzedaje swojej prywatności na okładkach kolorowych pism, a jeśli zabiera głos w sprawach rodzinnych, to wspierając z żoną inicjatywy społeczne promujące trwałość relacji.

Kabareciarz, który wymaga od nas czytania

Wtorkowy wieczór w Pawłowicach najmocniej wyeksponował jednak jeszcze inny wymiar gościa biblioteki: Mateusza Banaszkiewicza jako zapalonego, niezwykle świadomego czytelnika. Osoby śledzące jego działalność w sieci doskonale znają prowadzony przez niego „Kącik Dobrej Książki”. Nie jest to jednak kolejny profil z błyskawicznymi polecajkami lekkich kryminałów na wakacje.

Banaszkiewicz z uporem i pasją sięga po literaturę gęstą, stawiającą opór i zmuszającą do myślenia. W jego kanonie ważne miejsce zajmuje proza iberoamerykańska, klasyczne i współczesne dystopie, reportaż historyczny czy głęboko zakorzeniona w tutejszym doświadczeniu twórczość Szczepana Twardocha. Słuchając tego, w jaki sposób analizuje przeczytane tomy, łatwo zrozumieć prostą zależność: nie da się pisać celnych tekstów o współczesnym człowieku, jeśli wcześniej nie odrobiło się lekcji z poważnej literatury. Błyskotliwa puenta na scenie nie bierze się z próżni – jest efektem oczytania, zmysłu obserwacji i wrażliwości na język.

Kultura rozmowy wraca do łask

Spotkanie w Gminnej Bibliotece Publicznej w Pawłowicach zostawia po sobie bardzo budujący wniosek. Okazuje się, że w lokalnych społecznościach naszego regionu jest ogromny głód spotkań z ludźmi, którzy mają coś istotnego do powiedzenia i nie traktują publiczności w mniejszych ośrodkach z góry.

Zespołowi pawłowickiej biblioteki należą się słowa uznania za wyczucie i konsekwencję w budowaniu programu. Zaproszenie artysty z pierwszego szeregu polskiej estrady i osadzenie go w roli partnera do rozmowy o książkach, wartościach i kulisach twórczej pracy pokazało, że biblioteka w Pawłowicach nie jest wyłącznie wypożyczalnią woluminów, ale żywym centrum myśli i dobrej, nieśpiesznej rozmowy. Oby takich wieczorów – zostawiających w głowie znacznie więcej niż tylko echo śmiechu – było w naszym regionie jak najwięcej.

 

Autor: Alojzy Godos / Zespół Redakcyjny jas24info 

foto wlasne Mateusz Banaszkiewicz w Pawłowicach. Kiedy gasną reflektory wielkich hal, zaczyna się poważna rozmowa o słowie

Mateusz Banaszkiewicz, Kabaret Młodych Panów, Pawłowice, Gminna Biblioteka Publiczna w Pawłowicach, kultura, spotkanie autorskie, Kącik Dobrej Książki, literatura, Śląsk

 

 

 

O Nas

Jastrzębski portal dialogu społecznego.
Unia Europejska
Mieszkańcy Jastrzębia i okolic